Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz

inne

środa, 19 sierpnia 2009

W ramach prowadzenia Biznes 2.0 wraz z firmami Contium, Divante i IMAS International przygotowujemy duże badanie polskich sklepów internetowych. Składa się ono z dwóch części - za nami etap ilościowy, w którym wzięły udział sklepy uczestniczące w Promoring.

Obecnie przeprowadzamy wywiady z właścicielami sklepów internetowych i wyższą kadrą menadżerską. Chcemy uzyskać odpowiedź na pytanie - Co działa w polskich sklepach internetowych?

Serdecznie zapraszam do udziału w badaniu. Osoby, które wezmą w nim udział, uzyskają dostęp do raportu przed jego oficjalną publikacją. Chętnych proszę o kontakt mailowy - mklimowicz(małpa)biznes20.pl.

czwartek, 13 sierpnia 2009

Psfk.com przygotowało raport "Good Brands 2009". W oparciu o publikacje w serwisie i uwagi ekspertów z The Purplelist, powstała lista dziesięciu marek, które postrzegane są jako "dobre".

Jak stwierdzają autorzy raportu, mają one kilka cech wspólnych. Łączy je m.in. użyteczność, innowacyjność i troska o środowisko. Wszystkie przywiązują również dużą wagę do społeczności, która powstaje wokół marki, Słuchanie i animowanie tej społeczności, sprawia, że "dobre marki" nie muszą wydawać dużo na reklamę. Ludzie sami o nich piszą, polecają innym i są gotowi zaciekle ich bronić. Taka społeczność działa znacznie skuteczniej, niż najlepiej opłacany sztab marketingowców.

W pierwszej dziesiątce znalazło się aż pięć marek związanych z internetem: Google, Amazon, Facebook, Twitter i Skype. Co ciekawe, miejsce 12. w rankingu zajęło miasto - Nowy Jork. Dopiero 14. miejsce przypadło w udziale YouTube.

Zastanawiam się, jak podobny raport mógłby wyglądać, gdyby przygotowano go tylko w oparciu o marki postrzegane jako polskie? Czy wygrałby Wedel? A może Gadu-Gadu? To, oczywiście, zależałoby od metodologii badania i grupy ekspertów. Ciekawe też, ile marek wyodrębniono by, bazując wyłącznie na dokonaniach polskiego internetu? Czy starczyłoby ich na dziesięć pozycji w rankingu?

piątek, 19 czerwca 2009

Kończący się tydzień spędziłam w Warszawie, uczestnicząc w kilku ciekawych wydarzeniach. Jednym z nich był wykład otwarty Manuela Castellsa. Trochę opinii już się na ten temat w polskiej blogosferze pojawiło; pisali o nim m.in. Edwin Bendyk i Alek Tarkowski, a u Maćka Budzicha można zobaczyć film z wykładu profesora. Wykład komentowany był również na Blipie.

Zarówno na Blipie, jak i na blogach, czy w rozmowach z uczestnikami wykładu, pojawiały się zarzuty, że nic zaskakującego Castells nie powiedział. Faktycznie, jeśli ktoś spodziewał się, że godzinny wykład w Agorze może zmienić jego życie, to miał prawo się zawieść. Dla mnie jednak interesujące było posłuchanie spójnego i logicznie przeprowadzonego wywodu, systematyzującego pewien wycinek wiedzy, którą już miałam.

Trudno mi również zgodzić się z tymi, którzy twierdzili, że wykład Castellsa był banalny i ileż można słuchać/mówić o tym samym. Otóż, bazując nawet jedynie na doświadczeniach z tego tygodnia, twierdzę, że dla wielu osób tezy  wygłoszone przez Castellsa banałami nie są - co więcej, nigdy w życiu o nich nie słyszeli.

Za przykład niech posłużą mi dwie konferencje, w których uczestniczyłam: Konferencja Web 2.0 e-marketing & more oraz TMT Communities.

W trakcie pierwszej z nich okazało się, że na ok. 60 osób zajmujących się  przede wszystkim marketingiem w większych i mniejszych firmach o mikroblogach/Twitterze słyszały bodaj cztery, a mniej niż 10 czyta blogi. Nikt nie słyszał o "sprawie" Dr. Oetker vs. Kominek. Wiele osób nie miało konta w najpopularniejszym polskim serwisie społecznościowym. Może źle to interpretuję, ale nie rozumiem, jak nowoczesny marketingowiec może nie korzystać z narzędzi oferowanych przez internet.

Natomiast na TMT Artur Kurasiński wystąpił ze stereotypami o Polakach-złodziejach. Podobno kradzież mamy niemal we krwi i od lat już tacy jesteśmy. Oczywiście, złodziej=pirat czy raczej pirat=złodziej.. Nawet nie będę się rozpisywała o ruchu CC, kulturze 2.0 i całej tej ogólnoświatowej debacie, która dla wielu osób też już się zbanalizowała. W swoim wykładzie Castells zwrócił uwagę na to, że nielegalną wymianą plików zajmuje się zdecydowana część internautów. Raz na jakiś czas przy zaangażowaniu niemałych środków udaje się złapać zaledwie kilka osób. Taka sytuacja oznacza, że coś jest nie tak z prawem i rozumieniem właśności.  Castells zwrócił uwagę na to, że należy rozmawiać nie o tym, jak skuteczniej łapać "piratów", ale w jaki sposób wykorzystywać internet do promowania  twórczości, nie traktując internautów jako wrogów. A wywód o prawie autorskim podsumował stwierdzeniem "who cares".

Castells mówił również o Twitterze i jego roli, m.in. przy okazji ostatnich wydarzeń w Iranie. Nawet nie zastanawiał się nad tym, po co analizować narzędzie wykorzystywane przecież przez frustratów i wariatów.  Tak przynajmniej mikrobloging przedstawiony został w niedawnym artykule zamieszczonym w tygodniku "Polityka". Skoro taki tekst ukazuje się w najlepszym polskim tygodniku opiniotwórczym, to mówienie o wykładzie Castellsa w kategoriach banału jest stanowczo na wyrost.

Faktem jest, że pewnie dla większości osób obecnych na wykładzie, Castells nie powiedział nic nowego czy odkrywczego. Ale nie trzeba szukać bardzo daleko, wystarczy nawet zostać w branży internetowej, by okazało się, że ciągle jest wiele osób, które mówią o internecie w zupełnie innym paradygmacie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11