Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz

książki

niedziela, 10 sierpnia 2008
Książka Joanny Wryczy Galaktyka języka internetu napisana jest z zupełnie obcej mi perspektywy, tym bardziej przez to interesująca. To jedno z pierwszych tego typu opracowań w Polsce, opisujących internet z punktu widzenia językoznawstwa i literaturoznawstwa. Nie znajdziemy tam odwołań do większości klasycznych badaczek i badaczy internetu, pojawią się za to długie fragmenty poświęcone Platonowi czy romantycznej wizji miłości. Dla mnie samej, przyznam, momentami zbyt długie przy nieporównywalnie krótszych akapitach poświęconych temu, co powinno być meritum, a więc językowi internetu. 
 
Pomimo kilku słabości, m.in. zbyt pobieżnym analizom i skupieniu się raczej na opisie, całkowitego braku uzasadnienia decyzji dokonanych przy doborze materiału badawczego, książka Wryczy z pewnością okaże się przydatna studentkom i studentom filologii polskiej, chcących napisać pracę semestralną czy magisterską np na temat języka blogów. Pokazuje, w jaki sposób można podejść do obranego zagadnienia, jakich tropów szukać i co w internecie warte jest uwagi nauk o języku i literaturze. 
 
A na koniec cytat, który chyba zupełnie przypadkowo, ale stanowi doskonałe podsumowanie zbyt wielu dyskusji internetowych:
 
Unormowaniu bogatego rezerwuaru [podkreślenie moje] zachowań internetowych dysputantów służyć ma netykieta (s.93).
niedziela, 30 września 2007
andrew keen ma pecha, co tu kryć. nie dość, że urodził się w niewłaściwym miejscu, to jeszcze w niewłaściwym czasie. a mogło być tak pięknie. mógł przecież żyć w połowie XX wieku w europie wschodniej, gdzie nie było miejsca na wątpliwości, dywagacje, prawda była oficjalna i jedna. człowiek nie czuł się taki zagubiony i niepewny. mógł też żyć w czasach, gdy wierzono w obiektywizm, gdy uważano, że istnieją gołe fakty, nieskażone punktem widzenia. ale niestety, nic z tego. więc keen urodzony nie dość, że zbyt późno, to w dodatku w niewłaściwym punkcie ziemi, cierpi. i jeśli prawdą ma być, że cierpienie uszlachetnia, to czytelniczki i czytelnicy "kultu amatora" odczują to na własnej skórze.
piątek, 21 września 2007
dawno nie było o książkach, a że zabrałam się wreszcie do "netokracji", to pora tę zwłokę nadrobić.
 
książka wyszła w ważnej serii "cyberkultura, internet, społeczeństwo", firmowanej przez wydawnictwa akademickie i profesjonalne. serii ważnej niekoniecznie przez ukazujące się w niej publikacje, a bardziej przez samą decyzję wydawania tego typu pozycji.
 
"netokracji" nie skończyłam jeszcze czytać, więc możliwe, że mam fałszywy obraz, ale na razie nie jest dobrze. choć biorę poprawkę na to, co mądrze we wstępie stwierdził edwin benyk: "netokracja" nie jest jednakże opracowaniem naukowym, lecz manifestem, to i tak nie jest dobrze. nawet nie chodzi o to, że nie ma przypisów (bo wiem, że to zboczenie) czy o to, że póki co przez 1/3 książki odwołują się głównie do postmana i mcluhana (bo później podobno mają nawet do castellsa się dobrać), bardziej chodzi o to, że cała książka przypomina mi coś, co niektórzy nazywają kawiarnianą inteligencją. czyli: siedziemy w knajpie nad kawą czy piwem, palimy papierosa lub akurat nie i debatujemy nad sensem życia, filozofią postmodernizmu, butler i tym, co akurat w krytyce politycznej modne. za wiele nie czytaliśmy, ale znamy te nazwiska (choć akurat w "netokracji" nazwisk nie ma na razie zbyt dużo), wplatamy wielosylabowe słowa, wreszcie najważniejsze: jesteśmy kategoryczni, zero-jedynkowi, my wiemy - oni nie.
 
póki co nie mogę wyjść ze zdumienia nad takim na przykład stwierdzeniem:
 
internet jest czymś zupełnie nowym - to medium, w którym każdy, wydając stosunkowo niewielką kwotę na środki techniczne i wykonując kilka prostych czynności, może stać się zarówno producentem, jak i konsumentem tekstu, obrazu i dźwięku.
 
no tak. a co z tym: co konsumujemy/produkujemy? a co z: jak konsumujemy/produkujemy? w tym przypadku internet to tylko narzędzie, którym jeden wygeneruje przychód równy rocznemu pkb niewielkiego państwa, drugi zaś obejrzy porno. internet nie sprawia, że tajemniczo znika to, co jest naszym zapleczem społeczno-kulturowym, wręcz przeciwnie - umacnia je jeszcze bardziej.
 
oczywiście, gdy skończę czytać i okaże się, że manifest porwał i mnie i stanę się jego gorliwą wyznawczynią, to wrócę i odwołam wszystko.
 
1 , 2