Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Kategorie: Wszystkie | blogosfera | inne | internet | książki | mikroblogi | społeczności | wydarzenia
RSS

blogosfera

wtorek, 13 października 2009

Od piątku w polskich kinach można oglądać film Julie & Julia, oparty na dwóch biografiach - amerykańskiej kucharki Julii Child i blogerki Julie Powell. Ta druga w 2002 roku postanowiła w ciągu 12 miesięcy przygotować wszystkie potrawy, które znalazły się w książce Mastering the Art of French Cooking autorstwa tej pierwszej. Swoje zmagania na bieżąco opisywała na blogu The Julie/Julia Project.

Sam film jest rozczarowujący pod wieloma względami (polecam recenzję z Przekroju), znacznie ciekawszy od niego jest artykuł autorstwa Katarzyny Bosackiej, zamieszczony w Wysokich Obcasach. Warto jednak przyjrzeć się blogowi prowadzonemu przez Julie Powell oraz badaniom, które na powstałej wokół niego społeczności przeprowadziła Anita Blanchard. Należy zauważyć, że cytowany artykuł pochodzi z 2004 roku, w przeciągu tych pięciu lat wiele się zmieniło w temacie badania społeczności internetowych, a także rozumienia ich specyfiki.

Badaczka zapytała komentatorów i czytelników blogu m.in. o to, czy mają poczucie, że tworzą "wirtualną społeczność". W skali 1-5, gdzie 1 oznacza "zdecydowanie nie", a 5 - "zdecydowanie tak", średnia odpowiedzi wynosiła 3, a więc - "ani nie, ani tak". Natomiast z towarzyszącego ankiecie badania jakościowego, Blanchard wysnuła wniosek, że większość osób badanych nie miała poczucia przynależności do społeczności. Według badaczki, pomimo swojej znacznej popularności, blog Powell nie stworzył społeczności. Zbyt wiele zależało od osoby blogerki i w chwili, gdy przestała ona zamieszczać nowe posty, większość ludzi straciła zainteresowanie tym miejscem w sieci.

Nie jestem pewna, czy ten wniosek jest całkowicie uprawniony. Po pierwsze - społeczności nie trwają wiecznie, co jednak nie przekreśla ich wcześniejszego istnienia. Po drugie - przypadek blogerki, która gromadzi wokół swojej strony wiernych komentatorów i czytelników, przypomina nieco blogi Kominka. Charyzmatyczna postać, blogera i unikatowość podejmowanej tematyki (lub sposób jej ujęcia), sprawiają, że społeczność blogowa gromadzi się w jednym miejscu, zamiast rozpraszać się na wielu stronach (jak to ma miejsce w przypadku szafiarek). Po trzecie wreszcie - zaskakuje sam fakt pytania o "poczucie społeczności" jako jedyny wskaźnik istnienia tej wspólnoty. Choćby dlatego, że nie wszyscy definiują społeczność jednakowo - dzieje się tak w obrębie samej socjologii, a co dopiero, gdy o społeczność zapytamy przypadkowe osoby, które nie są związane z naukami społecznymi. Po czwarte i ostatnie wreszcie - fakt, że nie wszyscy komentatorzy i czytelnicy deklarowali, że czują się członkami społeczności, również nie przekreśla jej istnienia. Społeczność skupiona wokół blogu nie musi być przecież tworzona przez wszystkie osoby, które na daną stronę zaglądają.

Na marginesie, warto zauważyć, że sprawą filmu blog ponownie ożył. Pod starymi wpisami pojawiają się komentarze osób, które właśnie zobaczyły Julie & Julia. Część z nich pisze o swoim zachwycie zarówno produkcją filmową, jak i samym blogiem, dziękując za inspiracje kulinarne. Inni są rozczarowani:

And I saw the movie today also, but what a disappointment to read this 'blog'! How can this persn call herself a 'writer'? 'Scribbler' is a more defining word! What a sad reflection on the easy, breezy artless communication that happens in this world now. Is 'lazy' the style that we use now instead of well crafted sentences, paragraphs, chapters, and books? I think I'll reread some of Tolstoy's 'War and Peace' as an antidote to this world of bloggin' 'n' textin'.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Na początku tego roku admini Bloksa dość niespodziewanie wprowadzili zmianę w wyglądzie blogów. W prawym górnym rogu pojawiła się "belka nawigacyjna", początkowo rażąca mocnym pomarańczowym kolorem. Jak większość nowości i ta wywołała wiele kontrowersji. Błyskawicznie udostępniony został skrypt, pozwalający usunąć belkę ze swojego blogu i pozwalający na jej niedostrzeganie również na innych blogach na Bloksie.

Administracja Bloksa, która początkowo nawaliła, nie informując użytkowników o planowanych zmianach, zaczęła słuchać sugestii internautów. Zniknęły pomarańczowe elementy grafiki, a całość zaczęła być domyślnie zwinięta i pojawia się dopiero po kliknięciu użytkownika.

Nie wiem, na ile skutecznym narzędziem jest "belka nawigacyjna". Na moim blogu generuje znikomy ruch, najczęściej bardzo przypadkowy i zerowej w zasadzie jakości. Nie przeszkadza mi jednak jej istnienie w obecnym kształcie i uważam, że bardzo zgrabnie poradzono sobie z uwagami od użytkowników.

Zgoła inaczej podobna sytuacja została rozwiązana przez serwis Blog.pl. W połowie lipca wprowadził on "szarą belkę", która kieruje do podobnych blogów i trwających debat. To jednak nie wszystko - belka zawiera również domyślnie otwarty box reklamowy. Czy dzieli się ze swoimi blogerami zyskami z tych reklam?

W przypadku Blox.pl blogerzy niezadowoleni ze zmian mieli możliwość zakomunikowania swojego zdania za pomocą różnych kanałów - forum dyskusyjnego, oficjalnego blogu Bloksa czy innych blogów. Natomiast "najbardziej kultowy serwis blogowy w Polsce" postawił raczej na brak komunikacji. Oprócz rozesłania mejli i zdawkowego odpowiedzenia na uwagi użytkowników, Redakcja (?) Blog.pl zamieściła jedynie informację, co zrobić, jeśli szara belka psuje szablon. Użytkownicy nie dysponują oficjalnym forum, gdzie mogliby dyskutować, pojedyncze głosy pojawiły się więc m.in. na Forum Blogowicz Info. Niektórzy protestują "Precz z belką", inni zmieniają serwis blogowy.

Widać tu wyraźnie dwa bardzo odmienne sposoby zarządzania. W przypadku Bloksa administratorzy nie lekceważą społeczności, wręcz przeciwnie - biorą jej głos pod uwagę. Onetowy Blog.pl robi swoje, nie oglądając się na użytkowników, którzy powinni być zadowoleni, mogą korzystać z kultowego przecież serwisu. Możliwe, że robią słusznie, głosy niezadowolonych z czasem znikną, protesty rozejdą się po kościach, a pieniądze z kilknięć w reklamy są wymierną wartością.

Blog.pl i Grono.net przez lata były legendami polskiego internetu. Obecnie oba nie mają raczej pomysłu na siebie i społeczność, którą systematycznie tracą. Niewykluczone, że jest to jak najbardziej naturalna kolej rzeczy i internauci zawsze skierują się do nowości. Możliwe jednak, że bardziej efektywna komunikacja i wykorzystanie potencjału społeczności zmieniłyby nieco tę sytuację.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Najbardziej rozpowszechniony rodzaj blogu to pamiętniki, pisane zwykle przez młode dziewczyny. Często wykpiwane i utożsamiane z blogowaniem jako takim, obfitują w opisy zawodów miłosnych, złamanych serc i rozwianych złudzeń.

Równocześnie, na fotoblogach, które nierzadko pełnią podobną funkcję pamiętnikową, chyba trudniej o podobne emocje. Zwykle są to zapisy rozmaitych spotkań towarzyskich, ekscytujących wakacji czy w zamierzeniu artystycznych ujęć przyrody. Nikt nie fotografuje scen smutku czy rozpaczy. A nawet, jeśli, to i tak nie zamieszcza ich raczej na swoim fotoblogu. Dramaty i sceny rozrywające serca wygrywają rozmaite konkursy fotograficzne, nie są jednak równie atrakcyjne dla fotoblogerów.

Czy wiąże się to z faktem, że zdjęcia redukują poczucie anonimowości? I tak jak w dowolnym serwisie społecznościowym, tak i na fotoblogu lepiej jest zamieszczać zdjęcia pokazujące jasną stronę rzeczywistości? Czy ważniejszą rolę odgrywają tu społeczno-kulturowe względy, każące fotografować tylko to, co wydaje się być ładne i tym samym warte zapamiętania? Mówi się o terapeutycznej funkcji pisania (także blogów) - czy podobnej funkcji nie pełnią zdjęcia?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26