Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
wtorek, 29 września 2009

Wrzesień, jak wiadomo, był miesiącem usuwania Śledzika oraz konferencji InternetBeta (kolejność przypadkowa). Mogłoby się wydawać, że te dwa wydarzenia: perfekcyjnie przygotowane wydarzenie naukowo-biznesowe, jakim była rzeszowska konferencja i pokaz nonszalancji wobec użytkowników, jakim było wprowadzenie nowej funkcjonalności przez Naszą-Klasę, nie mają ze sobą nic wspólnego. A jednak. NK była jednym ze sponsorów konferencji i to zapewne ten czynnik zadecydował o tym, że ekran  ustawiony z boku sceny wyświetlał właśnie stream ze Śledzika, a nie z Blipa.

Sporą niedogodnością był fakt, że aby oglądać na ekranie swojego laptopa wiadomości wysyłane na kanał konferencji na Śledziku, trzeba było mieć konto na NK. Choć w sumie nie ma co dramatyzować - ktoś, kto nie miał wglądu do tego kanału tracił raczej mało, bo i mało życia było w oficjalnych relacjach z konferencji:

Koniec przerwy! Ludzie wracają na swoje miejsca.

J.Sobolewski uzyskał duże brawa

Wielkie brawa dla Tomasza Szlendaka - mimo zmęczenia uczestnicy słuchali bardzo uważnie

I tak dalej w tym duchu, bardzo sztywnym i oficjalnym stylem. Jak to zostało złośliwie skomentowane na Blipie - równie dobrze można by prowadzić taką relację nie będąc wcale na konferencji.

Bo prawdziwe interakcje w trakcie wystąpień odbywały się właśnie na Blipie. Tam na gorąco spora część uczestników konferencji relacjonowała swoje przemyślenia, krytykowała i chwaliła. I choć - jak pisałam u Pawła Tkaczyka - nie jestem zupełnie bezkrytyczna, jeśli chodzi o taki sposób komentowania, to jednak lekceważenie znaczenia tych reakcji jest strzałem w stopę.

Aby nie być gołosłowną - jeden z prelegentów postanowił włączyć słuchaczy do swojej prelekcji. Słusznie, bo fajnie, gdy ludzie przestają być bierni i faktycznie czegoś się uczą przez aktywne uczestnictwo i dyskusję. Jednak takie zaktywizowanie sali nigdy nie jest łatwe, szczególnie w czasach, gdy niemal każdy ze słuchaczy dysponuje wieloma miłymi odwracaczami uwagi, takimi jak laptopy i komórki. Gdy jednak wystąpienie jest bardzo ciekawe, a prelegent charyzmatyczny - ludzie sami przestają klikać, a zaczynają słuchać (tak było choćby w przypadku prezentacji przywoływanego już Pawła). Jednak prelegent, który stwierdza, że ludzie są bardzo bierni i on oczekuje od nich (słuchaczy) większej interaktywności, po prostu nie wie, co mówi. Bo publiczność była bardzo interaktywna i reagowała na jego słowa naprawdę żywiołowo. A że nie robiła tego w taki sposób, jaki był od niej oczekiwany? Świadczy to tylko o tym, że prelegent pomylił uczestników konferencji z grupą przedszkolaków, których można zmusić do odpowiadania na głupie pytania w dowolnym momencie.

Reasumując - szkoda, że ekran konferencyjny pokazywał nudną niczym flaki z olejem relację na Śledziku. Jednak jeszcze większa szkoda, że potęga mikroblogowania i interakcji dziejących się na Blipie została zlekceważona przez prelegenta z powyższego przykładu. Założył on najwyraźniej, że skoro nikt się do niego nie odzywa, nie ma nic do powiedzenia. To jednak nieprawda. Ludzie mieli sobie wiele do powiedzenia (także na temat jego wystąpienia), robili to natomiast w miejscu, które sami sobie wybrali, a nie które zostało im narzucone przez kogoś z zewnątrz.

wtorek, 22 września 2009

Od kilku miesięcy publikuję swoje artykuły na Interaktywnie.com. Komentarze pod tekstami są zwykle na bardzo wysokim poziomie, komentatorzy powiększają moją wiedzę, uzupełniają artykuły o ciekawe linki czy przemyślenia. Podobnie stało się w przypadku ostatniego tekstu, poświęconego tematyce zmienności mody, obowiązującej również w świecie społeczności internetowych.

Wśród komentatorów pojawiła się teza, że internauci nie zwracają uwagi na serwis, a największą wartością są dla nich po prostu więzy i wybierają te serwisy, gdzie mogą znaleźć swoich znajomych:

Członkowie społeczności są przywiązani do siebie (!!!) a nie do jakiejś tam platformy. Czy będzie się ona nazywała MySpace, Grono, Fb czy NK.

Teza ta jest, moim zdaniem, mocno naciągana. Gdyby faktycznie tak było, ludzie nie migrowaliby z pierwszych serwisów, na których założyli swoje profile - przecież w chwili, gdy zbudują tam społeczność znajomych, nowy serwis nie powinien mieć im nic do zaoferowania.

Tak jednak nie jest. Podobnie, jak w dużych miastach obserwować można zmieniającą się modę na kluby (co sprawia, że miejsce, które kilka miesięcy temu było bardzo popularne, dziś jest niemal zupełnie puste, choć nic się w nim nie zmieniło?), podobnie serwisy społecznościowe odnotowują znudzenie swoich użytkowników.

Komentatorzy zauważyli również, że użytkownicy zmieniają serwisy wspólnie, przenosząc się wraz z całą swoją siecią kontaktów. Nie znam żadnych badań na ten temat, jednak nie do końca jestem w stanie zgodzić się z taką tezą. Pierwsi - tradycyjnie - przenoszą się ci, którzy jako pierwsi interesują się nowinkami, są ich ciekawi i chcą sprawdzić. Raczej nie od razu przyciągają tam wszystkich swoich znajomych z poprzedniego serwisu. Odbywa się to z czasem i chyba nigdy nie dokonuje się w sposób totalny - tzn. część osób decyduje się jednak na pozostanie przy poprzednim serwisie, nawet za cenę utraty części znajomych z kontaktów. Wygrywa lenistwo, przyzwyczajenie, niechęć do zmian.

Jeśli jednak się mylę i ktoś ma wiarygodne dane, świadczące o tym, że jest inaczej i internauci faktycznie przenoszą się całymi społecznościami - chętnie się z tymi badaniami zapoznam :).

środa, 16 września 2009

O forach Gazety.pl miałam napisać już dawno - przy okazji powstania pięciotysięcznego forum. Okazja jednak minęła, obecnie forów jest już ponad 10 tysięcy, natomiast sama liczba postów przekroczyła sto milionów.

Jest więc o czym pisać i co analizować, nie tylko w kontekście imponującej liczby głosów internautów. Ciekawy jest choćby podział kategorii forów. Od zawsze zastanawiało mnie, dlaczego w katalogu Kobieta znajdują się fora związane z modą, urodą i gotowaniem (ok i jedno o feminizmie), natomiast forum Mężczyzna odnaleźć można w katalogu Społeczeństwo. Jak stereotypizować to na całego: katalog Mężczyzna powinien zawierać przecież fora związane z motoryzacją, sportem i grami komputerowymi.

Interesujące jest również, jak w takich grupach/społecznościach ustalane i negocjowane są role pełnione przez poszczególnych dyskutantów. Jeśli tylko pojawiają się oni odpowiednio często i mają wystarczająco wyraziste poglądy, stają się rozpoznawalni przez inne osoby korzystające z tego forum. Większość forów potrzebuje autorytetu, ostatecznej instancji w sporach, osoby, do której zwraca się po radę i której głos traktuje się w pełni poważnie. Autorytet taki powstaje w oparciu o działałalność wyłącznie forumową lub związany jest np. z prowadzeniem blogu czy inną aktywność internauty. Na forum Fitness w latach 2002-2004 takim niekwestionowanym autorytetem był niejaki Jogger, wykazujący się bardzo dużą wiedzą o fitnessie, diecie i kulturystyce. Napisał on prawie 7 tys. postów na tym forum. Forumowicze regularnie zwracali się do niego z prośbą o pomoc w rozmaitych okołosportowych problemach.

Jednak na wielu forach to nie autorytety są jedynymi gwiazdami - bywa, że ta rola odbierana jest im przez trolle. Są to wyjątkowo złośliwi internauci, którzy nierzadko bardzo inteligentnie manipulują dyskusją, by sprowadzić ją na zupełnie inny temat i wywołać wzburzenie u pozostałych dyskutantów. Na forum Moda (i kilku innych) taką osoba jest Tralalumpek. Regularnie próbuje ona obrażać innych, wyśmiewając prezentowane przez nich stroje czy wytykając błędy językowe. Tralalumpek stara się stworzyć swój wizerunek forumowy jako osoby "bywałej w świecie", o wyrafinowanym smaku i nieskalanych manierach. Co charakterystyczne dla trolli, ma ona wielu zwolenników, jak i przeciwników. Sa więc osoby, które niecierpliwie czekają, aż zabierze ona głos w dyskusji, jak i takie, które zastrzegają, że mają ją w ignorowanych użytkownikach forum.

Warto pamiętać, że dla części osób to troll może być właśnie autorytetem, to jego wypowiedzi mogą być traktowane jako ciekawe i ważne. Trudno jest więc przeprowadzić tutaj wyraźną granicę pomiędzy tymi dwoma rolami. Na pewno obie zbliża do siebie aktywność na forum i rozpoznawalny styl wypowiedzi.

Pisząc o forach dyskusyjnych należy jeszcze pamiętać o osobach, o których nie wiadomo za wiele, oprócz tego, że są. Odsetek internautów nie zabiera głosu na forum, a przynajmniej nie w pierwszej fazie - ta często bywa poświęcana na obserwowanie zachowań uczestników dyskusji, poznawanie obowiązujących norm i wartości oraz zapoznawanie się z tematyką forum. Dopiero po fazie obserwacji część z nich przechodzi do aktywnego uczestnictwa w forach dyskusyjnych - początkowo zwykle zabierając głos w cudzych dyskusjach, z czasem jednak ośmielając się i tworząc również własne wątki.

Więcej danych statystycznych o gazetowych  forach znaleźć można tutaj. Warto też przeczytać rozmowę z Anną-Marią Siwińską, opiekunką gazetowych forów (znaną szerzej jako Siwa) i sprawdzić, jakim się jest użytkownikiem forum.