Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
czwartek, 18 października 2012

Każda dobra historia ma dygresję. Tym samym, zacznę od wyznania, że bardzo lubię oglądać seriale produkcji obcej, zwłaszcza te, w których bohaterowie wykonują rozmaite zawody, zazwyczaj przy tym - tak się im miło składa - pomagające w czynieniu świata lepszym miejscem. Ostatnio trafiłam na cudownie idealistyczną wizję pracy w tradycyjnym medium, jakim jest telewizja. Fakt, że Newsroom przez użytkowników imdb oceniany jest znacznie lepiej, niż wiele innych, nie mniej teraz popularnych seriali, świadczy prawdopodobnie o tym, że nie tylko mi ta wizja przypadła do gustu. Zresztą, co tu się może nie podobać: w końcu Amerykanie wiedzą, jak robić seriale. Oglądamy więc, jak grupa zapaleńców próbuje przywrócić rangę zawodu dziennikarza, opartą - w ich przekonaniu - na kluczowym zadaniu, jakim jest dostarczanie widzom informacji. Przy czym, co ważne, przez "informację" rozumieją te wiadomości, które ważne są dla jednostki w kontekście podejmowania przez nią decyzji wyborczych (przywołuję z pamięci, ale tak z grubsza brzmi stosowana przez nich definicja informacji). Wszystko inne jest rozrywką  i jako taka do zawodu dziennikarza nie przynależy. 

Teraz kamera opuszcza studio HBO i przenosi się na polskie podwórko, gdzie dziennikarz Tomasz Machała rozmawia z piosenkarką Natalią Lesz, zaczynając rozmowę od pytania W jakich była Pani stosunkach z internetem?. I tu piosenkarka wykazuje się niezwykłą przytomnością umysłu, zauważając: Zależy o jakie serwisy Pan pyta... Machała brnie jednak dalej, wyjaśniając: Pytam o społeczność.

I w zasadzie można by skwitować to podobnie, jak zrobił to jeden ze znanych pisarzy młodego pokolenia: Redaktorowi Machale niech ktoś wyjaśni (...), że "internet" nie istnieje. I choć nie do końca jestem pewna, co autor miał na myśli (ba, możliwe, że miało to być wyłącznie chwytliwe zdanie, które dobrze zabrzmi), to nie sposób odmówić mu słuszności: nie ma czegoś takiego, jak internet jako podmiot sprawczy. Nie ma również czegoś takiego jak "społeczność internetu". Bez względu na to, na jaką definicję społeczności byśmy się nie powołali, "społeczność internetu" (czy "internauci" jako społeczność) nie spełnia jej warunków: brakuje więzi, wspólnych wartości lub jednego, wspólnego obrazu społeczności, podzielanego zarówno przez jej członków, jak i osoby, które do niej nie należą.

I choć przy okazji tegorocznych ACTA-protestów, niektórzy mogli odnieść inne wrażenie, to nie, nie ma jednego internetu. We are not legion. Są natomiast ludzie, grupy, mniejsze lub większe społeczności, które na różne sposoby, wykorzystując do tego zróżnicowane narzędzia, wyrażają swoje opinie, próbują przeforsować swoje poglądy lub po prostu wiodą swoje zupełnie zwyczajne życie. Także na Facebooku, Wykopie, Pudelku. I to oni, a nie "internet" tworzą komentarze, zamieszczają na swoich blogach rozmaite treści czy produkują memy. 

Socjologia przyzwyczaja nas do uogólnień i generalizacji, powinny one jednak oddawać obraz rzeczywistości społecznej, tym samym: tak, jak i nie ma internautów, tak i nie ma internetu (i nigdy nie było). 

niedziela, 06 listopada 2011

Byłam niedawno we wrocławskim Muzeum Narodowym. Otworzono tam nowe piętro, na którym zgromadzono tzw. kolekcję sztuki współczesnej (precyzyjniej pewnie należałoby powiedzieć - sztuki XX-wiecznej). Wiedzą o tym chyba jednak nieliczni, samo muzeum niezbyt mocno promuje to wydarzenie - nawet będąc już w budynku trudno znaleźć na ten temat informację, o planach z zaznaczonymi eksponatami nawet nie warto wspominać. Nie chcę się tu rozwodzić nad tym, jak przygotowano samą ekspozycję, jak zaaranżowano pod nią piętro ani o opisach przy wybranych dziełach (choć pozwolę sobie przywołać z pamięci prawdziwą perełkę: "Przejście Kaliny mówi o kondycji ludzkiej w ogóle."). 

Tym, co mnie naprawdę zastanawia, jest fakt, że spośród wielu muzeów, które dane mi było odwiedzić, jedynie w polskich, czuję się zawsze jak intruz, automatycznie ściszam głos i zaczynam obawiać się, że zaraz zostanę pouczona, bo na pewno coś robię źle. Wchodząc do zazwyczaj opustoszałych wnętrz polskich muzeów zawsze mam wrażenie, że naruszam czyjąś przestrzeń, nadużywam gościnności pań sprawujących pieczę nad eksponatami i zdecydowanie lepiej by było, gdybym w zasadzie już sobie poszła. Oczywiście, są fantastyczne wyjątki - jak np. nie tak dawno otwarty krakowski Mocak z rewelacyjnie zaopatrzoną księgarnią. 

Kiedy czytam wywiad z Markiem Sandsem, dyrektorem ds. mediów i publiczności Tate, utwierdzam się w przekonaniu, że problem zaczyna się znacznie wcześniej. Nie leży w niskich wynagrodzeniach pracowników czy niewielkich nakładach na polskie muzea. Problem zaczyna się wtedy, kiedy w działaniach instytucji państwowych (a takimi są przecież muzea) nie ma chęci otwarcia, dostrzeżenia, dla kogo tak naprawdę działają i po co zostały stworzone. Zdecydowana większość z nich funkcjonuje dla samego funkcjonowania, nie dostrzegając świata, który nieubłaganie się zmienia. 

Jakiś czas temu miałam okazję prowadzić szkolenie dla pracowników instytucji kultury - dotyczyło ono promocji ich działań w internecie. Od uczestników szkolenia dowiedziałam się, jak wygląda ich codzienność, z czym muszą się zmagać. Dosyć często okazywało się, że np. dyrekcja muzeum reprezentuje pogląd "muzea istniały i przed internetem, nie potrzebujemy więc strony internetowej", a korzystanie z blogów czy serwisów społecznościowych do promocji działań traktowane jest jako uderzające w powagę instytucji. Obrażanie się na rzeczywistość nie przydaje im jednak atrakcyjności. 

Smutne to wszystko, ale naprawdę najsmutniejszą puentą jest wniosek Beaty Maciejewskiej, stwierdzającej, że planowane muzeum "Pana Tadeusza" jest ostatnią nadzieją na ciekawą ekspozycję we Wrocławiu. 

 

czwartek, 20 października 2011

Niedawno na Facebooku zapytałam, jaki prezent będzie odpowiedni dla ośmiomiesięcznego dziecka. Dosyć szybko pojawiła się odpowiedź: iPad. No i faktycznie, po co dawać prezenty, które nie działają:

 

(W jakiś sposób jest to post scriptum do wpisu sprzed ponad roku.)