Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
poniedziałek, 27 lipca 2009

Najbardziej rozpowszechniony rodzaj blogu to pamiętniki, pisane zwykle przez młode dziewczyny. Często wykpiwane i utożsamiane z blogowaniem jako takim, obfitują w opisy zawodów miłosnych, złamanych serc i rozwianych złudzeń.

Równocześnie, na fotoblogach, które nierzadko pełnią podobną funkcję pamiętnikową, chyba trudniej o podobne emocje. Zwykle są to zapisy rozmaitych spotkań towarzyskich, ekscytujących wakacji czy w zamierzeniu artystycznych ujęć przyrody. Nikt nie fotografuje scen smutku czy rozpaczy. A nawet, jeśli, to i tak nie zamieszcza ich raczej na swoim fotoblogu. Dramaty i sceny rozrywające serca wygrywają rozmaite konkursy fotograficzne, nie są jednak równie atrakcyjne dla fotoblogerów.

Czy wiąże się to z faktem, że zdjęcia redukują poczucie anonimowości? I tak jak w dowolnym serwisie społecznościowym, tak i na fotoblogu lepiej jest zamieszczać zdjęcia pokazujące jasną stronę rzeczywistości? Czy ważniejszą rolę odgrywają tu społeczno-kulturowe względy, każące fotografować tylko to, co wydaje się być ładne i tym samym warte zapamiętania? Mówi się o terapeutycznej funkcji pisania (także blogów) - czy podobnej funkcji nie pełnią zdjęcia?

czwartek, 23 lipca 2009

Kilkanaście dni temu u Maćka Budzicha przeczytałam o ciekawym projekcie przeznaczonym dla blogerów. W zamian za zamieszczenie na swojej stronie reklamy, bloger otrzymuje roczną licencję na pakiet programu ArcaVir System Protection 2009. Skontaktowałam się z organizatorami tej kampanii, uzyskując nie tylko dostęp do programu antywirusowego, ale także zapewnienia, że po zakończonej akcji podzielą się ze mną jej efektami.

Z kolei na blogach szafiarskich zauważyć można bardzo ciekawe działania reklamowe Redd'sa. W zamian za notkę blogerki otrzymały torby reklamowe (tu u BagLady i Pani Mruk) i napoje.

Niektóre spośród szafiarek zostały również wybrane przez firmy odzieżowe jako trendsetterki. Część z nich otrzymała dżinsy od Big Stara (m.in. Pangenialna i AlicePoint), część od Levi'sa, który pomysł podchwycił (Harel i Ryfka).

(Na marginesie - jeśli znacie podobne akcje, które miały miejsce w polskiej blogosferze - dajcie znać, chętnie się z nimi zapoznam.)

Dla porównania - co w tej tematyce dzieje się poza Polską. Skandynawskie blogerki zaproszone na dwudniową wycieczkę. Znana blogerka występuje w reklamie firmy odzieżowej American Apparel. Jeszcze inna blogerka otrzymuje propozycję zaprojektowania autorskiej linii obuwia.

Choć ciągle w Polsce nie ma aż tak spektakularnych akcji, jak te, które pojawiają się zagranicą, widać, że zaprzęganie blogosfery i blogerów do reklamy jest coraz częstsze. W powietrzu wisi już dyskusja, na ile tego typu działania wpływają na wiarygodność blogera. Z drugiej natomiast strony - na ile takie akcje są faktycznie skuteczne dla reklamodawców i mają dla nich przełożenie na zyski? Czy bloger, ciągle jednak w polskich warunkach, bardziej mikro- niż celebryta, może być traktowany jako ktoś naprawdę opiniotwórczy, kto jest w stanie przyciągnąć do marki nowych konsumentów?

wtorek, 21 lipca 2009

Kilka dni temu PBI na swojej stronie poinformowało o tym, że "polscy internauci nie chronią swojej prywatności". Rozumiem, że miało być w tonie alarmistycznym, ale ponadto już niewiele rozumiem.

Relacja z wyników badań nie tłumaczy, jak rozumiana jest prywatność. Główny nacisk kładziony jest na podawanie przez internautów daty urodzin, imienia i nazwiska, miejsca zamieszkania etc. Dla mnie prywatność to coś zdecydowanie innego, niż udostępnienie w necie swojego numeru telefonu czy daty urodzin. Czy badani faktycznie wskazali na te informacje jako najbardziej prywatne i dlatego PBI właśnie nimi się zainteresowało? Czy też było to odgórnie narzucone?

Jak się do jakkolwiek rozumianej prywatności ma informacja, że "niemal 90 proc. ankietowanych ma darmowe konta pocztowe, a niewiele mniej (87 proc.) - profil w komunikatorze"? Czy to znaczy, że do zabójstwa prywatności przyczynia się również posiadanie numeru telefonu oraz skrzynki pocztowej?

I dalej w tym tonie, z zaskakującym podsumowaniem autorstwa Sławka Pliszki z PBI:

Zadziwiająca jest łatwość z jaką internauci umieszczają swoje prywatne dane w sieci. Tym bardziej, że nie zachowują się tak w świecie rzeczywistym.

Internet jest rzeczywisty. Komunikacja za pośrednictwem internetu jest rzeczywista. Nie tworzy się tu żadne drugie życie, nie ma co szukać sensacji. To, co prawdziwe i w pełni rzeczywiste jest przecież wystarczająco fascynujące.

Dla mnie samej prywatność w sieci to coś zupełnie innego, niż ukrywanie swoich danych osobowych. Pisałam już o tym kiedyś. Prywatność to te setki tysięcy zdjęć, które lądują na Naszej-Klasie, bezwstydnie odsłaniając przed innymi więzi łączące nieznajomych ludzi. Prywatność to lista odsłuchanej muzyki, którą odnotowuje Last.fm. Prywatność to określanie na Facebooku swojej sytuacji związkowej oraz zaznaczanie książek, które się aktualnie czyta.

Tak w sieci, jak i poza nią, prywatność jest tym, co decydujemy się dzielić z wybranymi ludźmi. Uczymy się stawiać granice i wyznaczać je według swoich potrzeb. I tak, jak niektórzy nie są świadomi, że ich rozmowa w pociągu może być słyszana przez wielu przypadkowych współpasażerów, tak nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że ich zdjęcia na Naszej-Klasie może oglądać każdy. Albo wcale nie - doskonale o tym wiedzą i właśnie dlatego to robią? Odpowiedź plasuje się zapewne gdzieś między "trudno powiedzieć" a "to zależy", nie da się jej jednak znaleźć w publikacji PBI.

 
1 , 2 , 3