Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
poniedziałek, 29 czerwca 2009

W weekendowym dodatku do Guardiana ukazał się obszerny artykuł na temat randek w sieci. Dowiedzieć się można z niego przede wszystkim, że profile tworzone przez randkowiczów są kłamliwe. Zawierają one wyfotoszopowane i często nieaktualne zdjęcia oraz opisy składające się przede wszystkim z pobożnych życzeń względem siebie i swojego życia.

Autorka uważa, że w "prawdziwym życiu" takie kłamstwa nie mają racji bytu. Faktycznie, trudno kłamać odnośnie swojego wyglądu w trakcie rozmowy twarzą w twarz (przy założeniu, że nasz rozmówca nie ma poważniejszych problemów ze wzrokiem). Jednak cała reszta wygląda dokładnie tak samo. Taka sama jest chęć zrobienia dobrego wrażenia na rozmówcy, bez względu na to, czy znajomość zaczyna się w klubie, czy poprzez stronę internetową z randkami. Nie wyznajemy od razu wszystkich swoich wstydliwych sekretów, nie przyznajemy się do swoich guilty pleasures, a raczej staramy się przedstawić swoją osobę z jak najlepszej strony.

Profile internetowe (zakładane w serwisach randkowych czy choćby Naszej-Klasie) stanowią przedstawienie tożsamości ich właściciela. Nikomu nie powiemy raczej na dzień dobry, że jesteśmy potwornymi bałaganiarzami i kłamcami, a także notorycznie zdradzamy powierzone nam sekrety.  W profilu randkowym zamieścimy zdjęcie, na którym wyszliśmy wyjątkowo korzystnie oraz użyjemy wyjątkowo wyrafinowanego cytatu do opisania swojej złożonej osobowości. A na Naszej-Klasie nie będziemy pisać, że od czasu, gdy uważani byliśmy za największą nadzieję naszej szkoły, zaczęliśmy trzy kolejne kierunki studiów, jesteśmy po drugim rozwodzie i utrzymują nas rodzice.

Kto czytał Wierność w stereo, ten z pewnością pamięta olbrzymie rozczarowanie narratora w kwestii kobiecej bielizny. Po zamieszkaniu ze swoją partnerką, odkrył on, że kobiety oszukują, zakładając na randki swoją najseksowniejszą bieliznę, podczas gdy wspólne codzienne życie dowodzi, że dysponują one również mniej kuszącymi desusami. Podobnie z randkami (czy może w ogóle z poznawaniem ludzi) - internetowymi czy nie. Zawsze chcemy wyjść na mądrzejszych, bardziej dowcipnych i oczytanych, niż jesteśmy w rzeczywistości. Zależy nam, by zrobic wrażenie na drugiej stronie. I nie ma większego znaczenia, czy wykorzystujemy do tego kilkuzdaniowy opis w profilu randkowym czy znacznie bogatszy zakres możliwości oferowanych przez spotkanie twarzą-w-twarz.

piątek, 19 czerwca 2009

Kończący się tydzień spędziłam w Warszawie, uczestnicząc w kilku ciekawych wydarzeniach. Jednym z nich był wykład otwarty Manuela Castellsa. Trochę opinii już się na ten temat w polskiej blogosferze pojawiło; pisali o nim m.in. Edwin Bendyk i Alek Tarkowski, a u Maćka Budzicha można zobaczyć film z wykładu profesora. Wykład komentowany był również na Blipie.

Zarówno na Blipie, jak i na blogach, czy w rozmowach z uczestnikami wykładu, pojawiały się zarzuty, że nic zaskakującego Castells nie powiedział. Faktycznie, jeśli ktoś spodziewał się, że godzinny wykład w Agorze może zmienić jego życie, to miał prawo się zawieść. Dla mnie jednak interesujące było posłuchanie spójnego i logicznie przeprowadzonego wywodu, systematyzującego pewien wycinek wiedzy, którą już miałam.

Trudno mi również zgodzić się z tymi, którzy twierdzili, że wykład Castellsa był banalny i ileż można słuchać/mówić o tym samym. Otóż, bazując nawet jedynie na doświadczeniach z tego tygodnia, twierdzę, że dla wielu osób tezy  wygłoszone przez Castellsa banałami nie są - co więcej, nigdy w życiu o nich nie słyszeli.

Za przykład niech posłużą mi dwie konferencje, w których uczestniczyłam: Konferencja Web 2.0 e-marketing & more oraz TMT Communities.

W trakcie pierwszej z nich okazało się, że na ok. 60 osób zajmujących się  przede wszystkim marketingiem w większych i mniejszych firmach o mikroblogach/Twitterze słyszały bodaj cztery, a mniej niż 10 czyta blogi. Nikt nie słyszał o "sprawie" Dr. Oetker vs. Kominek. Wiele osób nie miało konta w najpopularniejszym polskim serwisie społecznościowym. Może źle to interpretuję, ale nie rozumiem, jak nowoczesny marketingowiec może nie korzystać z narzędzi oferowanych przez internet.

Natomiast na TMT Artur Kurasiński wystąpił ze stereotypami o Polakach-złodziejach. Podobno kradzież mamy niemal we krwi i od lat już tacy jesteśmy. Oczywiście, złodziej=pirat czy raczej pirat=złodziej.. Nawet nie będę się rozpisywała o ruchu CC, kulturze 2.0 i całej tej ogólnoświatowej debacie, która dla wielu osób też już się zbanalizowała. W swoim wykładzie Castells zwrócił uwagę na to, że nielegalną wymianą plików zajmuje się zdecydowana część internautów. Raz na jakiś czas przy zaangażowaniu niemałych środków udaje się złapać zaledwie kilka osób. Taka sytuacja oznacza, że coś jest nie tak z prawem i rozumieniem właśności.  Castells zwrócił uwagę na to, że należy rozmawiać nie o tym, jak skuteczniej łapać "piratów", ale w jaki sposób wykorzystywać internet do promowania  twórczości, nie traktując internautów jako wrogów. A wywód o prawie autorskim podsumował stwierdzeniem "who cares".

Castells mówił również o Twitterze i jego roli, m.in. przy okazji ostatnich wydarzeń w Iranie. Nawet nie zastanawiał się nad tym, po co analizować narzędzie wykorzystywane przecież przez frustratów i wariatów.  Tak przynajmniej mikrobloging przedstawiony został w niedawnym artykule zamieszczonym w tygodniku "Polityka". Skoro taki tekst ukazuje się w najlepszym polskim tygodniku opiniotwórczym, to mówienie o wykładzie Castellsa w kategoriach banału jest stanowczo na wyrost.

Faktem jest, że pewnie dla większości osób obecnych na wykładzie, Castells nie powiedział nic nowego czy odkrywczego. Ale nie trzeba szukać bardzo daleko, wystarczy nawet zostać w branży internetowej, by okazało się, że ciągle jest wiele osób, które mówią o internecie w zupełnie innym paradygmacie.

czwartek, 18 czerwca 2009

Jeśli komuś jeszcze umknęło, Rzeszów powoli wyrasta na miejsce, w którym dzieje się naprawdę dużo w temacie branży internetowej. Regularnie spotkania XRAII, Rzeszowska Akademia Innowacji Internetowych, Interactive Day - wszystko to dzięki jednej osobie:  Mateuszowi Tułeckiemu, doktorantowi Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Na jesień Mateusz planuje naprawdę duże wydarzenie - konferencję InternetBeta 2009. Już teraz w programie wiele ciekawych wystąpień, interesujących gości z Polski i z zagranicy, a to jeszcze nie koniec. Mateusz zakłada, że konferencja będzie wydarzeniem, które umożliwi dyskusję kilku różnych środowisk, którym do tej pory nie zawsze się udawało spotkać. Mam nadzieję, że faktycznie tak będzie.

 
1 , 2