Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
piątek, 29 czerwca 2007
nie wiem, dlaczego, ale dotąd stanie w kolejce - i nie mam tu na myśli ot, takiej trzyosobowej kolejeczki, a solidne, co najmniej wielogodzinne stanie, tworzenie listy kolejkowej, wyczytywania listy obecności, aby sprawdzić, czy nikt się cwaniacko nie ulotnił, aby zjawić się tuż przed otwarciem sklepu - dotychczas taki widok kojarzył mi się jedynie z krajami europy środkowo-wschodniej (zwanymi tak dla niepoznaki, aby nikt się nie mógł poczuć urażony). pewnie to jakaś kwestia kompleksów, ale zwykle ogarnia mnie poczucie żenady za ludzi, którzy całą noc potrafią spędzić pod marketem, tylko po to, aby zdobyć telewizor czy dvd (zawsze się zastanawiam przy tej okazji, czy oni naprawdę nie mają w domu już telewizora, czy chcą mieć kolejny?).
 
ale od kilku dni mogę już nie mieć złudzeń, ludzie są ludźmi pod każdą szerokością geograficzną i zawsze ustawią się za czymś w kolejce - pozostaje kwestia tylko tego, co na nich tam czeka. w kraju-raju też się czeka: tam rzucają iphone'a, który do nas dotrze za kilka (kilkanaście?) miesięcy, ciekawe, czy i wtedy będą koczowali? (myślę, że nie, bo jednak suma za telewizor w promocji i suma za iphone'a trochę się różnią. no i co telewizor, to telewizor.)
 
a może tak naprawdę iphone'a nie ma i to wszystko jest jedynie szeroko zakrojoną mistyfikacją, podobną do tej z czeskiego snu? ale by było.  
wtorek, 26 czerwca 2007
danah boyd, amerykańska socjolożka internetu, ciekawie pisze o nowych przejawach podziału klasowego w stanach zjednoczonych. zostawiając na boku wszelkie rozważania o tym, czym jest klasa, zwłaszcza - w społeczeństwie amerykańskim, warto przyjrzeć się efektom jej badań:
 
myspace jest wciąż domem latynoskich/hiszpańskich nastolatów (...), punków, gotów i innych dzieciaków, które nie zajmują najwyższych pozycji w szkolnych rankingach popularności. ich rodzice nie skończyli collegów, a od nich oczekuje się, że znajdą pracę po skończeniu szkoły średniej. to są dzieciaki, które planują wstąpić do armii od razu po szkole. również te nastolatki, które są naprawdę zainteresowane muzyką czy jakimś zespołem, są na myspace. myspace ma większość tych dzieciaków, których dotyka społeczny ostracyzm w szkole, ponieważ są geekami, freakami lub queer.
 
większość nastolatków, które używają wyłącznie facebooka, są zaznajomione z myspace i mają opinię na temat tego serwisu - zwykle bardzo negatywną. dla nich myspace jest krzykliwe, niedojrzałe i "bardzo gimnazjalne". wolą "czysty" wygląd facebooka jako bardziej dojrzały, myspace jest dla nich bardzo lamerskie. z drugiej strony - nie wszyscy korzystający z myspace słyszeli o facebooku.
 
danah pisze również o tym, że gdy armia amerykańska zablokowała korzystanie z myspace, nie postąpiła analogicznie wobec facebooka - według niej wytłumaczenie jest jasne: myspace jest dla szeregowych żołnierzy, facebook dla oficerów.
 
społeczeństwo polskie jest, oczywiście, znacznie mniej heterogeniczne, niż amerykańskie, stąd też trudno o wskazanie analogicznego podziału w polskim internecie. co więcej, w polsce ten podział zaczyna się znacznie wcześniej: na poziomie (nie)dostępności internetu. podziały, jakie dokonują się w polskich społecznościach, przebiegają raczej na linii wieku: gimnazjalistki mają mojągenerację, licealiści grono, studenci naszą klasę, a ci, którzy już pracują - goldenline czy biznes.net. możliwe, że tych, którzy w usa korzystaliby z facebooka raczej, niż z myspace, najłatwiej rozpoznać po używaniu serwisów międzynarodowych - wspominanego już choćby facebooka, netvibes, igoogle czy innych spersonalizowanych stron startowych. a może tak: gadugadu z jednej, a jabber z drugiej strony? chyba najbardziej widoczny podział dostrzec można w serwisach blogowych - te na onecie są jednak jakościowo odmienne od tych z bloxa na przykład.
 
polskie społeczności są więc bardzo zunifikowane - skoro wszyscy dadzą się znaleźć w każdej z nich, nie istnieje etos żadnej grupy społecznej, nakazujący jej unikania któregoś z serwisów, uznając określone miejsce za niewystarczająco fajne. takie niezróżnicowanie internetu jest jednak przede wszystkim przeniesieniem braku różnic w polskim społeczeństwie, w którym ani wykształcenie, ani wiek, ani inne czynniki społeczno-demograficzne nie determinują np. poglądów politycznych. nikt więc nie wstydzi się swoich wyborów - ani jeśli chodzi o uczestnictwo w gronie, ani jeśli chodzi o oddanie głosu na pis.

niedziela, 24 czerwca 2007
według niektórych nurtów w socjologii, tak naprawdę nie ma znaczenia, czy przedmiot istnieje, czy nie i jakie to może mieć "obiektywne" implikacje, bo i czym niby owy obiektywizm miałby być, skoro wiek XIX skończył się już jakiś czas temu. jedyne, co jest istotne, to to, jakie znaczenie przypisują mu ludzie - jeśli uważasz, że ktoś jest dla ciebie ważny i dobry, to tak właśnie jest.
 
ostatnio wszyscy pędzą ogłaszać koniec web 2.0, zupełnie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie - dywagują, co dalej z tym internetem; inni jeszcze uważają, że czegoś takiego w zasadzie nigdy nie było i to jedynie sztuczna marketingowo-dziennikarska etykietka. i pewnie wszyscy oni mają rację. ale rację mają również ci, którzy najspokojniej w świecie uczestniczą sobie w web 2.0, zmieniając tym samym zarówno oblicze internetu (bo dla nich internet przed tym boomem blogowo-forowo-społecznościowym nie był tym samym), jak i kreując zupełnie inne społeczeństwo. i w tym momencie nie ma już znaczenia, co tak naprawdę oznaczać ma web 2.0, zapomnijcie o wszystkich technologicznych skojarzeniach, liczy się zupełnie coś innego - ludzie i to, co oni robią z tą technologią oraz to, co ta technologia robi z nimi.
 
porównałam już gdzieś indziej web 2.0 do IV rp - choć konstytucja twierdzi, że żyjemy nadal w trzeciej, to samo funkcjonowanie takiej nazwy w obiegu publicznym robi swoje, zmienia nasz sposób patrzenia na rzeczywistość społeczną, determinuje wypowiedzi polityków etc. tak więc nawet, jeśli to wszystko jest konstrukcją, to i tak boli (zmuszając do myślenia)(nie wszystkich, oczywiście).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6