Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
piątek, 29 maja 2009
Krótko i informacyjnie - w czerwcu wszyscy chcą zdążyć przed sezonem urlopowym, stąd niemal codziennie ciekawa konferencja czy inny barcamp. Poniżej lista spotkań, na które planuję wybrać się w czerwcu. Mam nadzieję, że tradycyjnie będą one źródłem inspirujących spotkań:
 
8 czerwca, Wrocław - BarCamp 7.1 #7 wideo w internecie
16-17 czerwca, Warszawa - Konferencja e-m@rketing web 2.0 & more (pojawię się tam z prezentacją, dotyczącą zastosowana blogów, mikroblogów i serwisów społecznościowych w marketingu serdecznie zapraszam)
17 czerwca, Warszawa - IAB Update
18 czerwca, Warszawa - TMT Communities (organizatorom serdecznie dziękuję za zaproszenie)
22 czerwca, Warszawa - spotkanie inaugurujące działalność forum e-Kongres (wystąpię w roli moderatorki dyskusji)
 
Wydawać by się mogło, że niemal wszystko, co ciekawe, dzieje się w Warszawie - na szczęście, nie jest to prawda, bo sezon koncertowy otwarty zostanie w Krakowie
 
 
poniedziałek, 25 maja 2009
O tym, jak w wielu przypadkach złudne jest poczucie anonimowości internautów, pisałam już jakiś czas temu. Teraz jednak, gdy jeden z brukowców rozpętuje niemal świętą wojnę wymierzoną w anonimowość znanej blogerki, warto wrócić do tego tematu raz jeszcze. 
 
Próba zastraszenia blogerki i grożenie wyjawieniem jej danych osobowych, doprowadziła nie do debaty nad tym, jak powinno wyglądać dziennikarstwo w Polsce oraz egzekwowanie prawa. W centrum dyskusji znalazło się to, czy blogerzy mają prawo w ogóle być anonimowi i na ile poważnie można traktować internautów, którzy nie ujawniają swojej tożsamości.
 
Na temat anonimowości w sieci wypowiedziały się osoby, które naprawdę się na tym znają: ks. Adam Boniecki (Jedyną forma anonimowości jaka jest dla mnie dopuszczalna to anonimowość penitenta w konfesjonale), prof. Jacek Hołówka (Osobiście nie czytam blogów), prof. M. Król (Blogi są czymś wręcz idiotycznym - bo pozwalają każdemu wygłaszać opinie na każdy temat anonimowo), prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz (Wiem, że w Azji, aby zamieścić komentarz pod notatką o kimś znanym, trzeba podać swoje dane osobowe) oraz tancerka Edyta Herbuś (Chciałabym poznać tożsamość osób piszących o mnie i komentujacych te doniesienia na różnego rodzaju portalach. To byłoby właściwe). Natomiast sam redaktor naczelny Dziennika dba o poziom i prosi, a internauci natychmiast reagują
 
Nie ma się co oszukiwać, tu nie chodzi o dyskusję o wolności słowa czy o określenie granic anonimowości w sieci. Tu chodzi o oglądalność i liczbę komentarzy. Nie można jednak lekceważyć  tych wydarzeń. Mamy do czynienia z przełomem w historii polskiego blogowania. Pierwszy raz bloger (tutaj - blogerka) został potraktowany na równi z dziennikarzami mediów tradycyjnych. A więc stało się to, o czym część blogosfery marzyła od dawna. Jak jednak trafnie podsumował Debergerac, blogerka zaczęła uchylać się od konsekwencji swoich działań. Zatem - gdy cytują blogerów w gazetach czy powołują się na nich w reportażach telewizyjnych, to dobrze. Gdy natomiast oczekuje się od tych blogerów odpowiedzialności za pisane przez siebie słowa - już znacznie gorzej.  
 
Ponadto, ponownie dochodzi do sporu, w którym argumenty niemal żywcem czerpane są z Andrew Keena i jego świętej wojny z dziennikarstwem obywatelskim. Blogerzy są źli, bo mogą pisać cokolwiek i do tego nie ujawniać swojego nazwiska i tylko dziennikarze mediów tradycyjnych dysponują odpowiednim warsztatem, by móc w pełni ogarnąć to, co dzieje się na świecie. Osoba, która pisze "pocałujcie mnie w dupę" pod swoim imieniem i nazwiskiem zasługuje na to, by jej argumentów słuchać. Natomiast ta, która obnaża tajniki życia politycznego w Polsce, nie zdradza jednak swojej tożsamości, nie może być wiarygodna. 
 
Możliwość publikowania w sieci - bez odgórnej cenzury i zewnętrznych ingerencjii - w dzisiejszych czasach wydaje się być jedną z podstaw zdrowej demokracji. Trzeba jednak pamiętać, że w takim systemie ponosimy za swoje słowa pełną odpowiedzialność. Także wtedy, gdy piszemy swojego bloga pod pseudonimem (bo bardziej o pseudonimowość, niż o anonimowość chodzi).  
poniedziałek, 18 maja 2009
W ubiegłym tygodniu odbyła się we Wrocławiu konferencja Komunikacja PR - blogi, wideo i wiki. Ponieważ byłam jedną z organizatorek, najwięcej prelekcji poświęconych zostało tematyce blogów (w tym również mikroblogów). Magdalena Rówińska z Gazety.pl opowiadała o tym, dlaczego nie wszystkie firmy powinny decydować się na prowadzenie swojego blogu, a rzecznik TP SA Wojciech Jabczyński przedstawił swoje doświadczenia z blogowania. Marcin Jagodziński (twórca Blipa) wyjaśnił, jak nie należy się promować w serwisie mikroblogowym.
 
Wszystkie wystąpienia były bardzo ciekawe i przedstawione przez osoby, które znają się na tym, o czym mówią. Mam nadzieję, że znajdę więcej czasu, by choć pokrótce prezentacje te omówić i podyskutować z zawartymi w nich tezami. Na razie jednak chciałabym skupić się na wystąpieniu Bartka Dajera i Arka Cempury z LUKAS Banku, którzy opowiedzieli, w jaki sposób wykorzystali blog przy promocji akcji Zagoń Rower Do Roboty. Na dobry początek - prezentacja, wyjaśniająca cele i sposób przeprowadzenia inicjatywy. 
 
 
Wystąpienie to pokazywało dosyć rzadko omawiany aspekt blogowania, kiedy to bezpłatne narzędzie wykorzystywane jest do promocji konkretnych działań. Zazwyczaj mówi się o blogach firmowych, które są systematycznie uzupełniane i mają wspomagać przedsiębiorstwo w długofalowej strategii budowania wizerunku. Firmy nie sięgają po blogi wyłącznie dlatego, że są tanie i łatwe do prowadzenia, ale dlatego, że blogi postrzegane są jako modne i przez coraz większą liczbę osób uważane są za niezbędny element strategii ePRowej. 
 
Bartek Dajer i Arek Cempura opowiadali jednak o zupełnie innym przypadku - kiedy po blog sięgnięto przede wszystkim dlatego, że jest bardzo łatwy do prowadzenia, nie wymaga niemal żadnych nakładów finansowych, a jednocześnie daje się ciekawie wypromować. Założenie blogu nie wymaga również żadnych umiejętności technicznych czy znajomości języków programowania, można korzystać z gotowych szablonów i w łatwy sposób dostosować jego wygląd do swoich potrzeb. 
 
Wydawać by się mogło, że promocja - nawet zupełnie non-profitowej akcji społecznej - za pośrednictwem blogu, może nie zostać odebrana zupełnie poważnie. Stało się jednak coś zupełnie innego. W przypadku akcji Zagoń Rower Do Roboty sam temat okazał się być wystarczająco interesujący i nośny. Odnieść można wrażenie, że wręcz sami inicjatorzy akcji zostali zaskoczeni odzewem, z jakim spotkała się ich inicjatywa.
 
Oczywiście, nie należy dać się zwieść złudzeniu, że każda kampania promowana za pomocą blogu odniosłaby taki sam rezultat. Nie bez znaczenia jest również sama tematyka inicjatywy (rosnąca popularność komunikacji rowerowej we Wrocławiu, gdzie miała miejsce akcja) i jej atrakcyjność dla mediów tradycyjnych i jej odbiorców. Jednak w tym konkretnym przypadku blog okazał się być bardzo skuteczny. Pozwolił zarówno na skuteczne przekazanie idei akcji, jak i umożliwił dotarcie do jej potencjalnych odbiorców oraz mediów tradycyjnych. Co więcej, w połowie czerwca czeka nas kolejna odsłona akcji rowerowej. Tym razem już ogólnopolska. 
 
1 , 2