Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
czwartek, 22 maja 2008
Moje początkowe analizy pierwszych bloksów z listy najpopularniejszych w 2007 roku wskazują na to, że ze względu na ich moc społecznościowo-twórczą, można je zakwalifikować do trzech podstawowych rodajów:
  1. społeczność skoncentrowana wokół bloga/blogera - dzieje się tak w przypadku szczególnie charyzmatycznych blogerów, o wyrazistym stylu i kontrowersyjnych poglądach; najlepszym przykładem jest tu Kominek, który stworzył wokół siebie społeczność komentatorów i czytelników, którzy są w stanie zgodzić się na różnego rodzaju obostrzenia (np. komentujący nie mogą podawać do siebie linków), co oznacza, że sama możliwość interakcji z Kominkiem i zaistnienia na jego blogu jest dla nich istotną wartością;
  2. społeczność rozproszona - tu można by napisać chociaż o szafiarkach , które ani nie mają jednej liderki, ani ściśle określonych reguł funkcjonowania; takich blogów jest stosunkowo wiele, ich autorów i autorki łączą zwykle konkretne cechy (np. są matkami, kobietami w ciąży czy mają wspólne pasje); oczywiście, zwykle i w tego typu społecznościach powstają gwiazdy socjometryczne, wchodzące w największą liczbę interakcji i cieszące się największą sympatią pozostałych członków społeczności (u szafiarek są to chyba przede wszystkim te dziewczyny, które prowadzą blogi najdłużej i mają najbardziej wyrazisty styl, jak Ryfka czy Harel);
  3. brak społeczności - są to blogi, które są popularne, ponieważ są dobrze spozycjonowane lub też przyciągają wiele osób ze względu na temat - jak np. blog poświęcony serialowi Lost ; w tym ostatnim przypadku, pomimo wielu komentarzy (co wskazywałoby na pewną liczbę osób, która regularnie bloga czyta i dla których jest on ważny), jego czytelnicy sprawiają wrażenie, że są raczej społecznością fanów serialu, niż społecznością ściśle związaną z tym blogiem.
środa, 21 maja 2008
Dowiedziałam się niedawno, że w wypadku zginął mój daleki znajomy. Stało się to już dobrych kilka tygodni temu, ale umówmy się - to nie jest wiadomość z gatunku tych, które błyskawicznie rozprzestrzeniają się, przesyłane smsami czy mejlami. I choć podobno nie ma nic bardziej ludzkiego, niż śmierć, a znajomy nie był mi jakoś specjalnie bliski, to jednak trochę czasu zajęło mi, by sobie z tym "poradzić" ("przepracować żałobę", jak chyba mówią fachowcy, ale co to za żałoba po kimś w zasadzie obcym?).
 
Oczywiście, zrobiłam to bardzo po swojemu i postanowiłam odwiedzić jego profile - na MySpace i Naszej-Klasie. Pisałam już o profilach zmarłych osób na Naszej-Klasie, jednak zobaczyć na własne oczy profil, kogoś, kogo się znało, a kto już nie żyje, to co innego. Na żadnej z tych społeczności nikt nie zamieścił informacji o śmierci właściciela profilu, w związku z czym osoby, które się o tym dowiedziały, zostawiały coś w rodzaju pożegnania, zaś ci, którzy widocznie nie mieli tej świadomości (przede wszystkim zagraniczni znajomi) - składali mu życzenia urodzinowe.
 
Nie mogłam nie pomyśleć o tym, co dzieje się z całym naszym sieciowym bagażem, kiedy umieramy. Dawniej nie było takich problemów, długi i niepotrzebne graty dziedziczyły po prostu odpowiednie osoby. Na nie spadał również ciężar informowania znajomych o śmierci, ewentualne zgłaszanie do urzędów etc. Dziś jednak powszechnie wiedziemy swoje życia również w internecie, zawierając tam znajomości, gromadząc kontakty, pisząc blogi, publikując wiersze etc., wytwarzając coraz większą liczbę słabych więzi. W jaki sposób również ich powiadamiać o śmierci osoby, którą znali z nicka?
 
Czy takie rozwiązania staną się coraz bardziej powszechne, umożliwiając zostawienie pożegnania - lub przynajmniej zawiadomienie o śmierci - skierowane nie tylko do najbliższej rodziny, ale również i do tych, z którymi np. dyskutowaliśmy na forum czy którzy komentowali naszego bloga?
wtorek, 20 maja 2008
Choć niektórzy wykpiwają takie zachowanie, to jednak blogerzy nierzadko zostawiają informację o swojej nieobecności, gdy zaś tego nie robią, ich stali czytelnicy mogą czuć się zaniepokojeni. Do czego prowadzi dłuższe milczenie aktywnej wcześniej blogerki, można obserwować na przykładzie jednego z najciekawszych szafiarskich blogów - Style Bytes, prowadzonego przez Norweżkę Agathe.
 
Do niedawna Agathe pisała bardzo regularnie, aktualizowała bloga, dodając czasem nawet kilka postów dziennie. Każda nieobecność, zwłaszcza dłuższa, była przez nią wcześniej zapowiadana. Jednak od kilku tygodni blogerka nie daje znaku życia, w związku z czym zaniepokojeni internauci przeprowadzają śledztwo, jakiego nie powstydziłby się niejeden magazyn plotkarski. Okazuje się, że Agathe nie tylko nie aktualizuje swojego bloga, ale również nie loguje się na swoje strony na MySpace, zaś z internetowej szafy jej męża zniknęły wszystkie wcześniejsze wpisy.
 
To, co dzieje się z blogerską parą, to jedno. To zaś, co dzieje się z ich czytelnikami, dyskutującymi nad tym, co mogło się wydarzyć, to drugie. Na coraz większej liczbie blogów pojawiają się domniemywania , co takiego powstrzymuje Agathe od aktualizacji bloga, ktoś wspomina o tym, że na pewno nic się nie stało, ponieważ jej konto na Facebooku... etc.
 
Jedna z polskich komentatorek tej sytuacji stwierdziła:
Jeśli chodzi o informowanie o nieobecności, to nie uważam tego za "zniewolenie przez bloga" czy coś w tym stylu. Wydaje mi się to naturalne, w dobrym tonie i jest oznaką szacunku wobec czytelników. Można to pominąć w przypadku kilku dni, natomiast miesiąc bez oznak życia przy wcześniejszym, regularnym prowadzeniu bloga sprawia, że osoby na niego zaglądające zaczynają się martwić.
W chwili, gdy blog nie jest pamiętnikiem, aktualizowanym na potrzeby najbliższego otoczenia, zwykle doskonale świadomego, gdzie obecnie się znajdujemy, może on być traktowany jako pewien rodzaj zobowiązania. Nie tylko wobec sponsorów, ale również - jak na mikrocelebrytów przystało - wobec fanów, czekających na nowe wpisy. Stąd też całe zamieszanie wokół Agathe i jej opuszczonego bloga; dyskusje nad jej przedłużającą się nieobecnością potwierdzają nie tylko jej popularność, ale również analogię między zachowaniami fanów wobec tradycyjnych idoli oraz mikrocelebrytów. 
 
1 , 2