Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
środa, 30 maja 2007
pisanie bloga to naprawdę dziwna sprawa.
 
z jednej strony, blog to "własny pokój", miejsce, gdzie można napisać to, co się zechce i nikomu nic do tego. z drugiej - ciągle przecież znajdujemy się w przestrzeni publicznej, każdy - potencjalnie - może do nas zajrzeć i napisać, co o nas i naszym pisaniu myśli.
 
od kilku dni obserwuję ciekawą dyskusję na niewątpliwie jednym z popularniejszych polskich blogów: sistermoon.blog.pl (niestety, jest on zahasłowany). zaczęło się od kilku, raczej prostackich, komentarzy, w niewybrednych słowach krytykujących tak autorkę bloga, jak i jej czytelniczki i czytelników, określonych m.in. towarzystwem wzajemnej adoracji. później, autorka tejże krytyki zamieściła na swoim blogu notkę, gdzie ponownie rzeczone towarzystwo i autorkę sistermoon.blog.pl skrytykowała.
 
i zaczęło się. ostra wymiana zdań, w której dominują dwa podstawowe nurty w myśleniu o blogowaniu: jeden mówi - to moje miejsce, robię tu, co chcę, jak się nie podoba, to sio, drugi zaś - jako czytelnicy i czytelniczki też możemy pisać tu, co chcemy, skoro jest taka opcja. oczywiście, skracam i uogólniam wątki, jakie pojawiły się w dyskusji, choć część z nich zasługiwałabym na dodatkowe rozwinięcie (np. stwierdzenie, że to, co offline nazwanoby przyjaźnią, w necie sprowadzane jest do raczej pejoratywnego  określenia towarzystwa wzajemnej adoracji).
 
z podobnymi dyskusjami spotykałam sie już na innych blogach - zarówno na tych, które są zapisem codzienności, czy starają się raczej posiłkować z innymi tematami. jeśli krytyka, jaka się pojawia na blogu jest merytoryczna i wnosi cokolwiek do dyskusji, to na pewno warto się nad nią zastanowić. co jednak, gdy jest to raczej typowy atak na osobę, wynikający choćby z antypatii do piszącego. część osób uważa, że usuwanie tego typu komentarzy to forma cenzury, część zaś, że skoro ktoś przychodzi niejako w odwiedziny do naszego miejsca, to powinien albo milczeć, albo być miły. a jeśli nie jest, to mamy prawo taką osobę "wyprosić". 
 
a pomijając już dyskusje związane z tym, do czego kto ma prawo jeśli chodzi o komentowanie blogów, myślę, że reakcje na nieprzychylne komentarze są też doskonałym sprawdzianem tego, jakim człowiekiem jest ten, który bloga pisze. gdy ktoś na jakiekolwiek wątpliwości zostawione w komentarzach reaguje od razu histerycznym stwierdzeniem: "jak coś się nie podoba, to nie czytaj", to takie stwierdzenie mówi mi o tej osobie więcej, niż dziesiątki długich notek. 
wtorek, 29 maja 2007
filmik dedykowany wszystkim tym, którzy stwierdzają, że są już za starzy na uczenie się nowych trików i w sumie, po co im ten internet.
niedziela, 27 maja 2007

skoro inni już napisali o tym, jak głosowali w the next web awards, to i ja się dołączę:

  • entertainment: wybrałam dailymotion; powód jest prosty - w tej kategorii tylko z tego serwisu korzystam;
  • company: jednak google; od nazwy tej firmy powstał czasownik, nie potrzebuję więcej powodów;
  • social: część serwisów zupełnie mi nieznana, wahałam się między twitterem a myspacem, żadnego nie jestem grupą docelową, ale nie wszystko musi być dla mnie; ostateczny wybór padł na twittera - ilością klonów i zamieszaniem w necie w ostatnim czasie myspace chyba mu nie dorównuje; szkoda, że nie ma w tej kategorii last.fm;
  • search: trudno, znowu google;
  • disruptors: netvibes; sama nie korzystam, ale widzę, że wiele osób z netvibes wchodzi na mojego bloga, więc choćby dlatego;);
  • web celeb: michael arrington, bo czytam regularnie;
  • beta & stealth: joost, bo też dawno o niczym innym tyle się przed startem nie pisało;
  • populizr: del.icio.us, bo lubię i polecam.
ciekawe, jak wyglądałoby podobne głosowanie dla polskiej sieci. biednie chyba raczej?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8