Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
niedziela, 20 kwietnia 2008
Niezupełnie na temat, ale szukam gejów i lesbijek, którzy skłonni byliby odpowiedzieć na kilka pytań (zadanych twarzą-w-twarz lub mejlem) do mojej pracy magisterskiej, pisanej w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej UWr.
 
Z góry dziękuję za pomoc :).  
środa, 16 kwietnia 2008
Jeśli jeszcze ktoś nie korzysta z Blipa (w co nie wierzę;), a chce się dowiedzieć, czym Blip jest, polecam przeczytanie tego, co o Blipie napisali jego użytkowniczki i użytkownicy.
Na konferencji, o której już pisałam, pojawiło się stwierdzenie, że w sumie w internecie nie możemy mówić o społecznościach, bo relacje i komunikacja międzyludzkie w sieci nie przypominają tego, co działo się w czasach przed internetem. Jak zapewne część z Was wie, temat mojego doktoratu brzmi "Polska blogosfera jako społeczność internetowa", dziwnym więc byłoby, gdybym łatwo zgodziła się na stwierdzenie, że w sieci nie ma społeczności (kojarzy mi się ono nieco ze zdaniem, że w internecie nie ma ludzi, a są awatary). 
 
Nie ma chyba sensu przywoływać tutaj wszystkich definicji społeczności, które mogłoby pomóc w udowodnieniu, że społeczności internetowe nie są marketingowym wymysłem (tym bardziej, że jak dowiódł George Hillery Jr., po przeanalizowaniu niemal setki socjologicznych definicji społeczności, łączy je wszystkie jedynie to, że niezmiennie mówią one o ludziach, różnią się zaś we wszystkim innym). Ważniejsze wydaje mi się zwrócenie uwagi na fakt, że nie ma sensu mnożyć bytów ponad potrzebę i błyskawicznie nazywać zjawiska, które nowymi wcale nie są, stanowią zaś logiczną kontynuację tego, co było wcześniej.
 
Od pewnego czasu mianem rodziny nie określa się już jedynie żony i męża oraz ich dzieci, pod określeniem tym zaczyna się skrywać coraz bardziej skomplikowana siatka relacji, wciąż jednak rodziną nazywana. Wydaje mi się, że podobnie jest w przypadku społeczności internetowych czy szeregu innych zjawisk, powstałych w kontekście użytkowania internetu - zmieniły one nieco swoją formę, wciąż jednak służą tym samym celom. Dlatego też wydaje mi się, że nie ma sensu na siłę odwracać się plecami do tradycji socjologicznej i nerwowo szukać chwytliwych nazw na te zjawiska. Znacznie bardziej ważne jest dostrzeganie, analizowanie i opisywanie zachodzących zmian w obrębie ciągle przekształcającego się społeczeństwa (na marginesie - społeczeństwo dziś jest tak różne od społeczeństwa sprzed stu lat, że idąc tropem odcinania się od tradycji, może należałoby pomyśleć nad zmianą nazwy).  
 
1 , 2 , 3