Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
piątek, 26 grudnia 2008
To już ósmy raz, kiedy Google przedstawia "znak czasów" na koniec roku - najszybciej zyskujące na popularności wśród internautów zapytania wpisywane do wyszukiwarki. W 2001 roku pierwsze miejsce zajął Nostradamus; związane to było z atakiem na WTC (trzecie miejsce w klasyfikacji) i skojarzoną z tym zapowiedzią końca świata. Ten jednak nie nastąpił i już rok później pierwsze miejsce zajęte zostało przez Spidermana, popularnego superbohatera komiksów - premiera filmowa ekranizacji przygód człowieka-pająka miała miejsce właśnie w roku 2002. Natomiast rok temu pierwsze miejsce przypadło w udziale najpopularniejszemu jak dotąd gadżetowi pierwszej dekady XXI wieku - iPhone'owi. 
 
W 2008 roku - jak wynika z podsumowania Google'a - internauci na całym świecie interesowali się przede wszystkim wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Jednak to nie zwycięski Barack Obama zajął miejsce pierwsze w kategorii największego wzrostu zainteresowania; pozycja ta przypadła w udziale Sarah Palin, kontrowersyjnej kandydatce Partii Republikańskiej na stanowisko wiceprezydenta. Przed ogłoszeniem tej kandydatury, Palin nie była znana szerzej ani mediom, ani wyborcom; w połączeniu z jej radykalnymi poglądami, dotyczącymi m.in. zakazu aborcji oraz ułatwienia dostępu do broni palnej, szybko stała się ona obiektem zainteresowania internautów. 

Wśród polskich internautów niekwestionowanym numerem jeden okazała się być Nasza-Klasa; zajęła ona również siódme miejsce w klasyfikacji międzynarodowej, co wskazuje na olbrzymią aktywność internautów poszukujących informacji na temat tego serwisu. Prawdopodobnie częste wpisywanie tej frazy do wyszukiwarki związane było również z awariami serwerów, jakie odnotowywała NK w najbardziej gorącym okresie swojego rozwoju. 
 
To raczej mało zaskakujące, że internauci - jak zapewne i wszyscy inni, poszukują wiadomości na temat bieżących wydarzeń politycznych czy sportowych (igrzyska olimpijskie czy olimpiada często pojawiają się w Google Zeitgeist). Nie stanowi również wielkiego zaskoczenia fakt, że często, zamiast wpisać youtube.com do paska przeglądarki, internauci wpisują "youtube" do wyszukiwarki. Warto jednak zwrócić uwagę na częste pojawianie się różnej maści serwisów społecznościowych - są wśród nich znane również w Polsce Facebook, MySpace czy Bebo, jak i zdecydowanie mniej rozpoznawalne Tuenti czy Badoo. Serwisy społecznościowe pojawiają się w Google Zeitgeist od 2005 roku, oddając nie tyle nawet ducha czasów, co ducha internetu tych lat. 
wtorek, 23 grudnia 2008

Jeszcze niedawno myślałam, że takie rzeczy jak prośba o dodanie do linków, zdarzają się głównie czytelnikom blogów, których raczej grupą docelową nie jestem lub naprawdę poczytnym blogerkom. Okazuje się jednak, że padło również na mnie i także ja dostałam prośbę bardzo zbliżoną do tej, o której wspomina Ryfka, autorka blogu Szafa Sztywniary - chyba najpopularniejsza polska szafiarka.  

Przy tej okazji zaczęłam zastanawiać się, jaką w zasadzie funkcję pełnią linki zamieszczane na blogu w postaci blogrolli oraz komentarze, które równie często pojawiają się w kontekście propozycji rytualnej wymiany wśród blogerów. Sama linkuję do blogów o raczej zróżnicowanej tematyce, jednak ich autorów łączy jedno - ich inteligencja i nietuzinkowe osobowości, znajdują swoje odbicie w kolejnych notkach. Tych kilka linków, które tworzą mój blogroll, w żaden sposób nie wyczerpuje  jednak liczby blogów, którą subskrybuję za pośrednictwem Google Readera. Wybrałam te, na których wpisy czekam z największym zniecierpliwieniem, których milczenie szybko dostrzegam i które w największy sposób na mnie wpływają. Mam nadzieję, że są one inspirujące również dla tych, którzy zaglądają do mnie. 

Na marginesie dla wszystkich zainteresowanych wymianą linków, dodam, że w większości przypadków linki z innych blogów nie generują szczególnie dużego ruchu (chyba, że linkującym jest Kominek).

Jednocześnie, pomimo wielu czytanych blogów, komentarze zostawiam na naprawdę nielicznych, zwykle na tych, które  zazwyczaj raczej przeglądam, niż czytam i tylko sporadycznie znajduję na nich coś interesującego. W przypadku blogerów, których teksty czytam najchętniej, wolę skontaktować się z nimi bezpośrednio, żeby coś dodać czy skomentować. Zaniżam tym samym statystyki dodanych do tekstu komentarzy oraz liczbę gości odwiedzających bloga, wolę jednak taką formę interakcji. 

Dla wielu osób komentarz czy link dodany do blogrolla to rodzaj "głasku", potwierdzenie ich wartości czy słuszności poglądu. Innym komentowanie służy do kpienia z oponentów i utwierdzania się we własnej racji. Mam wrażenie, że rzadko kiedy dochodzi do autentycznie ciekawej i sensownej wymiany zdań w komentarzach. Pisałam już zresztą o swoim podejściu do komentowania jakiś czas temu i w sumie - nie za wiele się od tamtej pory zmieniło. Mam wrażenie, że komentarze to trochę jak zadawanie pytań na konferencjach naukowych - służą głównie temu, by pokazać się mogły osoby na konferencję nieprzyjęte (w świecie Bloksa są to ci, którzy nie trafili na główną stronę Gazety.pl). Natomiast ci, którzy naprawdę mają coś ciekawego do powiedzenia, korzystają z przerwy, by porozmawiać z autorem wystąpienia.

Bez względu na to, czym komentarze i blogrolle są dla Was, życzę Wam jak najciekawszych dyskusji nie tylko w święta, ale także w nadchodzącym zupełnie nowym, ani trochę niezużytym, bez wątpienia - lepszym, roku 2009. 

wtorek, 16 grudnia 2008
Miałam o tym nie pisać, bo nie uważam, że na wszystkie komentarze warto odpowiadać i że z każdym warto polemizować. Ale czasem trzeba zabrać głos, choćby po to, żeby nie pozostać bierną. 
 
Porównajcie reakcje na dwie, dosyć podobne informacje - dotyczące zdobycia tytułu doktora. W pierwszej sytuacji Danah Boyd, amerykańska socjolożka, na swoim blogu informuje o tym sukcesie. W drugim przypadku, Agora chwili się doktoratem na temat blogów autorstwa psychologa Jana M. Zająca - pierwszym  na ten temat w polskiej nauce, który powstał po części pod jej skrzydłami. Ta wiadomość natychmiastowo wywołuje falę negatywnych komentarzy.
 
Widzicie, jak różne są reakcje? U Boyd kilkadziesiąt komentarzy z gratulacjami, na jednym z polskich blogów - nagonka (i tak, rozumiem, że miejsca zamieszczenia tych informacji są różne, możliwe, że gdyby dr Zając zamieścił taką wiadomość na swoim blogu, otrzymałby same gratulacje; choć z drugiej strony mógłby się też dowiedzieć, że nie powinien się tak obnosić ze swoimi sukcesami). 
 
To, co dzieje się w komentarzach na AntyWebie, bez wątpienia wynika z tego, co o samym doktoracie - absolutnie sobie nieznanym - raczył napisać autor blogu. Grono jego wiernych czytelników poczuło się zachęcone do kontynuowania negatywnych komentarzy. Pomijając pracownika Agory - Olsa, ani jedna osoba, która w komentarzach stała się samozwańczym znawcą internetu w ogólności, a blogosfery i prowadzenia badań naukowych w szczególności, nie zdradza się ze znajomością treści doktoratu. To jednak nie przeszkadza komentatorom w jednoznacznie negatywnym wypowiadaniu się na temat badań przeprowadzonych przez Zająca. Komentatorzy ci są konsekwentni w swojej ignorancji - ani jedna osoba, krytykująca Zająca, nie zna żadnych innych jego badań czy publikacji, raczej słabo, jak na osoby tak biegłe w tematyce internetowej. 
 
Wyciąganie wniosków o pracy doktorskiej na podstawie informacji prasowej jest czymś tak nieprawdopodobnym, że gdybym na własne oczy tej dyskusji nie widziała - nie uwierzyłabym. Nie wiem, co kieruje tymi osobami? Absolutny brak zrozumienia? Niechęć do kogoś, kto osiągnął sukces? 
 
Wiem, że wstydzić powinien się ten, kto robi, a nie ten, co widzi, ale i tak - jestem zażenowana i z tego miejsca chciałabym serdecznie pogratulować dr. Janowi M. Zającowi, który w pełni zasłużył na otrzymanie tytułu doktora z wyróżnieniem. 
 
Aktuallizacja: warto zwrócić uwagę na fakt, że Grzegorz Marczak z AbtyWeb przyznał się do swojej pomyłki - cenna umiejętność. 
 
1 , 2