Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
poniedziałek, 24 listopada 2008
Ciekawa dyskusja pojawila się przy okazji mojego tekstu o tezach Andrew Keena, jednoznacznie twierdzącego, że internet ogłupia, szczególnie młode pokolenie. Wśród głosów można odnaleźć kilka, które wskazują na to, jak różnie pojmujemy to, co jest inteligencją czy mądrością oraz jej przeciwieństwem. Dla niektórych inteligencja wyraża się w perfekcyjnym zdaniu matury - dla mnie zdanie nowej matury świadczy wyłącznie o zdolności do wpisania się w klucz. Podobnie, jak rozwiązanie testu na inteligencję wskazuje na fakt, że dana osoba dobrze potrafi rozwiązywać takie testy. Czy to znaczy, że jest mądra? Że potrafi sobie radzić w życiu codziennym, powiązywać ze sobą różne fakty, wyciągać wnioski? Może tak. Może nie. Nie jest jednak tak, jak chcieliby niektórzy, że samo zdanie matury świadczy o naszej inteligencji. Nie świadczy o tym również liczba godzin, jakie spędzamy w internecie. 
 
Dla osób, które są zaniepokojone młodym pokoleniem, namiętnie esemesującym, niemal non-stop podłączonym do sieci i kontaktującym się za jej pośrednictwem ze swoimi rówieśnikami, polecam zapoznanie się z wynikami największego jak do tej pory badania przeprowadzonego na tej młodzieży. O krótkie streszczenie pokusił się Mirek Filiciak; myślę, że bez względu na to, czy dzisiejsze polskie nastolatki bardzo różnią się od swoich amerykańskich rówieśników, czy nie - systemy nauczania w obu krajach tak samo nie przystają do rzeczywistości. 
 

czwartek, 20 listopada 2008
Już nie tylko pracodawcy, dawne koleżanki i rodzina wykorzystują Naszą-Klasę do wyszukiwania ludzi. Dzięki dobrodziejstwom NK można również publicznie dokonać linczu, czego dowiedziałam się wczoraj za pośrednictwem Blipa.
 
W profilu chłopaka, który przyznał się do zabójstwa, naszo-klasowi internauci jednogłośnie wzięli udział w linczu. Ciekawe, ilu z nich szło tego dnia w marszu milczenia przeciw przemocy tylko po to, by po powrocie do domu głośno w tejże przemocy jednak wziąć udział. Co najmniej kilkadziesiąt osób, występujących pod swoim imieniem i nazwiskiem (i wieloma innymi danymi) jasno i wyraźnie odważyło się powiedzieć, co powinno zabójcę spotkać. I nie to dziwi mnie aż tak bardzo, nie od dziś wiadomo, że wielu z nas bliżej do starotestamentowego "oko za oko, ząb za ząb", niż do miłości bliźniego. Tym, co jednak mnie uderzyło był powrót instytucji publicznego linczu, w którym zupełnie jawnie wzięli udział nie anonimowi kaci, skryci za kapturem, a praworządni zapewne obywatele. 
 
(Aktualizowałam wpis, dzięki cennym uwagom komentatorów, którzy zwrócili mi uwagę na spore nadużycie, jakiego się tu dopuściłam. Dziękuję za uwagi.)
 
I jeszcze jedna aktualizacja - dla tych, którzy sami chcą zobaczyć, co działo się w omawianych powyżej komentarzach: 1, 2, 3, 4