Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
środa, 18 lutego 2009
Polacy nie uchodzą za naród szczególnie życzliwy i pogodny. Trudno uświadczyć tutaj typowo amerykańskich czy nawet brytyjskich odpowiedzi na pytanie "jak się masz". Zwykle miewamy się jednak źle lub jeszcze gorzej. Stereotypowy Polak nie jest zadowolony ze swojego życia - czy raczej: nie uważa za właściwe, by głośno o tym mówić. Nie lubi się tu również tych, którzy śmiało mówią, że im się powodzi, kłują w oczy swoim szczęściem i sukcesami. Nie żyjemy w kraju, w którym etyka protestancka zobowiązuje nas do jeszcze cięższej pracy, by dogonić bliźniego w powodzeniu. Żyjemy w kraju, w którym sukcesy bliźniego wymagają zdewaluowania, wykpienia czy choćby przebicia opon. 
 
Zaczęłam się więc zastanawiać, jak to jest, że tego zupełnie nie widać na Naszej-Klasie. Pod zdjęciami z wakacji nie pojawiają się uwagi: "Egipt? Egipt to był modny 10 lat temu, teraz się jeździ do Skandynawii". Pod fotografiami nawet najbrzydszych żon/mężów/dzieci/konkubentów/kogokolwiek pojawiają się komentarze wychwalające niezliczone walory fizyczne uwiecznionej osoby. W dobrym tonie jest więc albo milczenie, albo chwalenie. 
 
Tendencja ta została zresztą zauważona przez administrację jednego z najlepszych polskich serwisów fotograficznych Plfoto. W regulaminie serwisu zakazane jest "wystawianie ocen odwetowych, zaniżonych i niezgodnych z wartością ocenianej pracy". Stali bywalcy serwisu dobrze wiedzą, że wzajemne wystawianie sobie pozytywnych ocen jest źle postrzegane.Tworzenie się kółek wzajemnej adoracji jest tyleż nieuniknione, co mocno krytykowane przez pozostałych użytkowników serwisu. 
 
Czy oznacza to, że łatwiej obmawiać bliźniego wtedy, gdy nie ma dokumentacji rozmowy? Komentarz na NK, można, co prawda, usunąć, ale zawsze jest spora szansa, że ktoś już go przeczytał. Może łatwiej też być zawistnym, gdy występuje się z pozycji anonimowego zazdrośnika, a nie wtedy, gdy podpisanym się jest z imienia i nazwiska?
 
Prawdopodobnie, każda z powyższych przyczyn jest po części prawdą. Jednak chyba tym, co najważniejsze, jest chęć uzyskania takiego samego pozytywnego komentarza pod swoim zdjęciem. Działa tu dokładnie ta sama zasada, która każe wielu blogerom zostawiać niemerytoryczne, ale bardzo sympatyczne komentarze pod cudzymi wpisami. Liczą oni na analogiczny odzewu siebie. Ta sama zasada wymiany funkcjonuje w społecznościach internetowych. Podobnie, jak kierować się nią mogą użytkownicy Fotki, tak samo jest ona istotna w Naszej-Klasie. 
poniedziałek, 02 lutego 2009

Co miesiąc branża internetowa z narastającym podnieceniem wyczekuje na opublikowanie najnowszych wyników badań Megapanel. Serwisy walczą ze sobą o prym w kategoriach, spadek w klasyfikacji nawet o jedno miejsce może je wiele kosztować. Równocześnie jednak regularnie pojawiają się głosy, że Megapanel jest mało wiarygodnym badaniem, na które branża jest skazana z braku alternatyw. Skąd te kontrowersje wokół Megapanelu?

Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z jakąkolwiek metodologią badań, wie doskonale, że nie ma czegoś takiego, jak metodologia całkowicie bezbłędna i nadająca się do każdego rodzaju badań. Wręcz przeciwnie, jeśli obranej metodologii nie jesteśmy w stanie nic zarzucić i jesteśmy święcie przekonani, że jest ona jedynym słusznym wyborem, oznacza to zwykle, że tkwimy w błędzie. Każda metodologia jest obciążona różnymi błędami, każda ma swoje słabości. To jednak za mało, by całkowicie przekreślać badania wykonane z jej użyciem. Należy mieć jednak świadomość, w jaki sposób zostały one przeprowadzone i o czym tak naprawdę mówią oraz czemu dokładnie mają służyć.

Wiele zarzutów stawianych badaniom Megapanelu wynika z nieznajomości specyfiki badań w ogólności, a tych konkretnych w szczególności. Nierzadko ich krytycy posługują się argumentami emocjonalnymi lub zarzucają brak "obiektywizmu" (zapominając przy tym, że przełom antypozytywistyczny mamy już za sobą, a wraz z nim utratę złudzeń wobec rzekomego "obiektywizm" poznania rzeczywistości). Pojawiają się jednak i takie komentarze, którym warto bliżej się przyjrzeć i które z całą pewnością zasługują na uwagę i odpowiedź ze strony osób odpowiadających za badania Megapanel.

Opóźnienie w publikowaniu wyników

Tym, co niemiło zaskakuje wiele osób, jest czas publikowania wyników Megapanelu. Dopiero pod koniec stycznia możemy zapoznać się z wynikami oglądalności serwisów w listopadzie. Dwa miesiące czekania na takie wyniki to długo. Czas "zliczania" głosów niejednokrotnie już prowokował polską blogosferę do prztyczków wobec Megapanelu.

Kolejną kwestią związaną z czasem, jest brak danych z krótszych okresów. Megapanel udostępnia dane wyłącznie z pełnych okresów czasu – tygodni czy miesięcy. Tym samym, pomija on różnego rodzaju kampanie, które rzadko kiedy z tymi okresami w pełni się pokrywają.

Problemy z przestarzałą metodologią

Metodologia Meganapelu nie jest również dostosowana do nowoczesnych wirtyn internetowych. Nie można zastosować jej do liczenia oglądalności różnego rodzaju aplikacji, klipów wideo oraz mobilnych wersji serwisów. To kolejne z poważnych ograniczeń tak dużego badania. Dowodzi to również znacznego zacofania wykorzystywanej metodologii, stworzonej przed kilkoma latami i nierozwijanej w znacznym stopniu od tamtego czasu.

Metodologia Megapanelu zawodzi również w przypadku kart. Coraz częściej internauci w oknie przeglądarki mają otwartą nie jedną stronę, ale kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt kart jednocześnie. Co oczywiste, nie czytają ich wszystkich w tym samym czasie. Część otwarta jest przez przypadek, inne pozostają niezamknięte przez zapomnienie. Jednak taki sposób użytkowania internetu ma znaczący wpływ na wyniki Megapanelu.  

Kim jest "real user"?

Obecnie właściciele portali internetowych czy blogerzy chętnie sprawdzają statystyki za pomocą wielu dostępnych darmowych narzędzi typu Google Analytics. Posługują się one kategorią "unique user". Jedynie badania Megapanelu opierają się na kategorii "real user". Niemożliwość jej weryfikacji to olbrzymia słabość tych wyników. Dobrze jest się pochwalić badaniami, które są unikatowe w skali międzynarodowej. Problem jednak, że takich wyników nie da się wówczas porównać z innymi.

Zagraniczni internauci się nie liczą

Wyniki Megapanelu różnią się często dosyć znacznie od innych statystyk. Jedną z przyczyn takiego stanu jest fakt, że Megapanel nie zlicza całego ruchu internautów spoza granic Polski. Taki stan ma swoje wady i zalety. Dla reklamodawców chcących dotrzeć ze swoim przekazem do internautów w Polsce takie wyniki są bardziej interesujące. W oczywisty jednak sposób takie zliczanie internautów działa na niekorzyść wielu witryn i znacznie zaniża ruch, jaki faktycznie się na nich odbywa.

Rozwój polskiego rynku internetowego

Specyfika Megapanelu i jego powszechne wykorzystanie przez domy mediowie, wpływa pośrednio również na specyfikę rozwoju portali. Walcząc o jak najlepszą pozycję w rankingu, podejmują one działania niekoniecznie związane z wprowadzaniem ciekawych rozwiązań. Znacznie ważniejsze jest tworzenie takich serwisów, które umożliwią zbudowanie najszerszego zasięgu w badaniach Megapanelu. Czy jednak inna metodologia byłaby w stanie rozwiązać ten problem w lepszy sposób?

Jaki by nie był, ważne, że jest?

Choć często krytykowany, Megapanel pozostaje jedynym tego typu badaniem w Polsce. Brak mu konkurencji, przez co jest niezastąpiony przy planowaniu wydatków na kampanie reklamowe w internecie. Bywa też punktem wyjścia do interesujących dyskusji i rozmowie o metodologii badań w internecie.

W ostatnich dniach stycznia PBI zapowiedziało wprowadzenie zmian w badaniach Meganapelu. Możliwe, że większa przejrzystość metodologii oraz jej unowocześnienie sprawią, że przestanie być ona obiektem teorii spiskowych polskich internautów.