Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
czwartek, 29 stycznia 2009

Od kiedy zaczęłam interesować się internetem naukowo, marzyła mi się konferencja, na której spotkać można by było praktyków i badaczy, właścicieli firm internetowych i publicystów. Większość spotkań, w których uczestniczyłam gromadziła zwykle albo samych badaczy, nierzadko brzydzących się internetem i podchodzących do niego z dużą rezerwą, albo programistów, których ciężko mi było zrozumieć.

Skoro więc takiej konferencji, jaka mi się marzyła, nikt inny nie zrobił, postanowiłam sama spróbować swoich sił i połączyć kilka różnych środowisk. Efekt będzie można ocenić 6 marca we Wrocławiu podczas konferencji "Internet w badaniach". Serdecznie zapraszam!

 


 

wtorek, 13 stycznia 2009
Plebiscyty i podsumowania roku ciągle trwają. Z tej okazji wypełniłam ankietę przygotowaną przez Netguru. Zaznaczając, co było wg mnie najważniejszym wydarzeniem minionego roku, uznałam, że z podanych propozycji nic nie miało aż tak wielkiego znaczenia, jak Lobby Biuściastych. Co tam kolejne przejęcia jednych serwisów przez tych czy innych, co tam wycieki danych osobowych (skoro już nawet Netguru nie pamięta, z którego banku dane wypłynęły). Jak bardzo Lobby Biuściastych jest ważne może powiedzieć każda kobieta, która odczuła na własnej skórze i psychice zmianę rozmiaru stanika ze zdecydowanie niewłaściwego na odpowiedni. 
 
Przez Lobby Biuściastych rozumiem nie tylko forum o tej nazwie, ale także rozmaite blogi funkcjonujące w tej społeczności (punkt wyjścia to Stanikomania), recenzje zamieszczane na Znam.to oraz dyskusje na wielu innych forach. Zgodnie z nazwą, członkinie tej społeczności nie tylko aktywnie dyskutują we własnym gronie, ale również czynnie starają się uświadamiać inne kobiety w kwestii właściwego rozmiaru staników. Ich wypowiedzi regularnie można spotkać na gazetowym forum Moda, gdzie równie często spotykają się one z zarzutem "sekciarstwa". 
 
Zarzut ten najprawdopodobniej związany jest z obecnością Lobbystek w wielu wątkach. Wystarczy, że internautka zapyta: "co sądzicie o tej bluzce", by dowiedziała się, że nosi źle dobrany stanik. Chwilami Lobbystki sprawiać mogą również wrażenie, że posiadają jedną słuszną odpowiedź na każdy problem. Brzmi ona: mniejszy obwód, większe miski. Powtarzanie tej rady w wielu postach, czytanych także przez osoby szczerze wierzące, że miseczka D (występująca, tradycyjnie, w oderwaniu od obwodu) to jest jakieś monstrum, wywoływać chyba może poczucie osaczenia. 
 
Jednak pomimo tych zarzutów, Lobbystki zdobywają uznanie również na FM. Warto zwrócić uwagę na wątek, w którym znaczna część forumek wspomina o sporej zmianie, jaką wprowadziło do ich życia odkrycie Lobby. Podobne głosy pojawiają się też na blogach
 
Lobbystki lobbują w Polsce i poza jej granicami. W internecie i w poczekalniach do lekarza czy w sklepach. odzieżowych Przekonują kobiety, że mają prawo do rozmaitych - wydawałoby się fanaberii. Jak ładny stanik w rozmiarze 30J, co gorsza - w kolorze innym, niż beżowy. Walka o możliwość kupowania bielizny we właściwym rozmiarze to nie tylko doskonały przykład dbania konsumentek o swoje prawa. To także uświadamianie kobietom, że z ich ciałami wszystko jest w porządku, że to nie one są niewymiarowe, a dostępna w sklepach bielizna. To zwrócenie się do kobiecej solidarności i dostrzeżenie połączenia ciała z psychiką. 
 
Lobbystki na nowo dostrzegają kobiecość. Ma ona wiele oblicz, tak jak wiele jest rozmiarów staników (których miseczki, wbrew temu, czego chciałoby wiele producentów bielizny, nie ograniczają się do A, B, C i D). Członkinie tej społeczności często dyskutują ze sobą zaciekle, nie chcąc dać się przekonać swojej oponentnce. Jednocześnie, są one pełne  wzajemnej akceptacji dla swojej różnorodności. Można odnieść wrażenie, że wręcz ją afirmują i chętnie podkreślają, że nie zawsze mówią jednym głosem.
 
W ostatnich miesiącach o Lobby jest coraz głośniej. Nierzadko jej członkinie występują w charakterze swoistej ciekawostki przyrodniczej ("łał, to produkują staniki w taaakich rozmiarach?"). Godzą się jednak na taką rolę, wierząc chyba, że im więcej osób usłyszy o ich działaniach, tym lepiej. Dla mnie Lobby Biuściastych  jest prawdziwym wydarzeniem minionego roku; mam nadzieję, że dla wielu osób stanie się ono również odkryciem roku 2009. 
poniedziałek, 12 stycznia 2009
O wielu blogach dosyć pogardliwie mówi się "blogaski". Jest to ta część blogosfery, którą okupują przede wszystkim nastolatki, piszące o tym, czym przeciętny nastolatek (a zwłaszcza: przeciętna nastolatka) zajmuje się chyba bez względu na czasy i dostępne media. Czyli przede wszystkim o niezrozumieniu przez świat, zranionych uczuciach, zawiedzionych nadziejach i niepowodzeniach w szkole. Samo życie. 
 
"Blogaski" to jednak nie tylko nastolatki. Tworzą je w zasadzie wszyscy. Ich cechą charakterystyczną jest treść, składająca się z opisu codzienności. Młoda matka pisze o pieluchach. Ksiądz o pielgrzymkach. Lekarka o operacjach. Nauczyciele o problemach z uczniami i dyrekcją. Trudno zrozumieć, skąd lekceważące określenie dla osób, które z mozołem decydują się na opisywanie swojego życia. Że dokonania nie na tę miarę? Że przemyślenia zbyt płytkie? Nie do końca jestem pewna, co i kto o tym decyduje. Bez wątpienia jednak rozróżnienie na blogi eksperckie, profesjonalne i te mało zajmujące "blogaski" istnieje. 
 
Przeglądając ostatnio serwisy fotoblogowe, zwróciłam uwagę na fakt, że coraz częściej przejmują one rolę takich dzienników. Część z nich dostrzegła już zresztą tę tendencję i reklamuje się hasłami "osobisty dziennik fotograficzny" czy "Your Life in Photos".  Upowszechnienie się telefonów komórkowych oraz spadek cen cyfrówek sprawiły, że wiele osób młodych ma przy sobie co najmniej jeden aparat fotograficzny. Taka okazja zachęca wręcz, by fotografować pitą właśnie kawę, mijaną wycieczkę kolorowo ubranych ludzi, ciekawe manekiny czy choćby znajomych pijących piwo w pubie. 
 
Zdjęcia te - podobnie, jak i zdecydowana większość "blogasków" - są grafomanią. Grafomanią wizualną, świadczącą o braku jakiejkolwiek techniki wykonywania zdjęć. Braku talentu i/lub doświadczenia. Niewielkiej liczbie przejrzanych albumów ze zdjęciami czy obrazami. Swoją estetyką często przypominają fotografie zamieszczane w Naszej-Klasie, na Allegro czy w katalogach supermarketów.
 
Jednak pretensjonalność, naiwność i brak artystycznych walorów nie są w ich przypadku wadami. Wręcz przeciwnie. Twórcy tych blogów dobrowolnie odsłaniają przed innymi wiele fragmentów swojej rzeczywistości, Postępują dokładnie w ten sam sposób, co blogerzy wybierający pisanie swego internetowego pamiętnika. Dzięki tym fotoblogom ich autorzy mogą pamiętać, w jaki sposób spędzili ostatni weekend roku, kiedy pojechali na romantyczny weekend do Paryża czy kiedy ostatnio odwiedzili swoich dziadków. Dodając krótki komentarz, dzielą się tymi informacjami również ze swoimi bliskimi. Oszczędzają im tym samym niekończących się pokazów slajdów po powrotach z zagranicznych wojaży. 
 
Natomiast dla badaczy codzienności takie blogi, bywa, że aktualizowane codziennie, stanowią bogate źródło materiału badawczego. Dzięki nim można poznać wiarygodne odpowiedzi na wiele pytań. Jak bawi się dzisiejsza młodzież, po jakie używki sięga, do jakich klubów chodzi? Jakie miejsca są popularne i warto chwalić się, że się w nich bywa? Jakimi zachowaniami warto się chwalić? W jaki sposób przedstawiana jest rzeczywistość, jakie jej elementy najczęściej się pojawiają, a jakie w ogóle nie są obecne? Wreszcie, blogi te mogą stanowić ciekawe źródło wielu ważnych informacji dla twórców reklam. Pozwalają im na zupełnie bezkolizyjne wejście w trudno dostępny świat młodzieży, odkrywanie panujących trendów i promowanie nowych idei marketingowych.