Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

internetu nie ma i co to dla nas oznacza

Każda dobra historia ma dygresję. Tym samym, zacznę od wyznania, że bardzo lubię oglądać seriale produkcji obcej, zwłaszcza te, w których bohaterowie wykonują rozmaite zawody, zazwyczaj przy tym - tak się im miło składa - pomagające w czynieniu świata lepszym miejscem. Ostatnio trafiłam na cudownie idealistyczną wizję pracy w tradycyjnym medium, jakim jest telewizja. Fakt, że Newsroom przez użytkowników imdb oceniany jest znacznie lepiej, niż wiele innych, nie mniej teraz popularnych seriali, świadczy prawdopodobnie o tym, że nie tylko mi ta wizja przypadła do gustu. Zresztą, co tu się może nie podobać: w końcu Amerykanie wiedzą, jak robić seriale. Oglądamy więc, jak grupa zapaleńców próbuje przywrócić rangę zawodu dziennikarza, opartą - w ich przekonaniu - na kluczowym zadaniu, jakim jest dostarczanie widzom informacji. Przy czym, co ważne, przez "informację" rozumieją te wiadomości, które ważne są dla jednostki w kontekście podejmowania przez nią decyzji wyborczych (przywołuję z pamięci, ale tak z grubsza brzmi stosowana przez nich definicja informacji). Wszystko inne jest rozrywką  i jako taka do zawodu dziennikarza nie przynależy. 

Teraz kamera opuszcza studio HBO i przenosi się na polskie podwórko, gdzie dziennikarz Tomasz Machała rozmawia z piosenkarką Natalią Lesz, zaczynając rozmowę od pytania W jakich była Pani stosunkach z internetem?. I tu piosenkarka wykazuje się niezwykłą przytomnością umysłu, zauważając: Zależy o jakie serwisy Pan pyta... Machała brnie jednak dalej, wyjaśniając: Pytam o społeczność.

I w zasadzie można by skwitować to podobnie, jak zrobił to jeden ze znanych pisarzy młodego pokolenia: Redaktorowi Machale niech ktoś wyjaśni (...), że "internet" nie istnieje. I choć nie do końca jestem pewna, co autor miał na myśli (ba, możliwe, że miało to być wyłącznie chwytliwe zdanie, które dobrze zabrzmi), to nie sposób odmówić mu słuszności: nie ma czegoś takiego, jak internet jako podmiot sprawczy. Nie ma również czegoś takiego jak "społeczność internetu". Bez względu na to, na jaką definicję społeczności byśmy się nie powołali, "społeczność internetu" (czy "internauci" jako społeczność) nie spełnia jej warunków: brakuje więzi, wspólnych wartości lub jednego, wspólnego obrazu społeczności, podzielanego zarówno przez jej członków, jak i osoby, które do niej nie należą.

I choć przy okazji tegorocznych ACTA-protestów, niektórzy mogli odnieść inne wrażenie, to nie, nie ma jednego internetu. We are not legion. Są natomiast ludzie, grupy, mniejsze lub większe społeczności, które na różne sposoby, wykorzystując do tego zróżnicowane narzędzia, wyrażają swoje opinie, próbują przeforsować swoje poglądy lub po prostu wiodą swoje zupełnie zwyczajne życie. Także na Facebooku, Wykopie, Pudelku. I to oni, a nie "internet" tworzą komentarze, zamieszczają na swoich blogach rozmaite treści czy produkują memy. 

Socjologia przyzwyczaja nas do uogólnień i generalizacji, powinny one jednak oddawać obraz rzeczywistości społecznej, tym samym: tak, jak i nie ma internautów, tak i nie ma internetu (i nigdy nie było). 

czwartek, 18 października 2012, socin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/12/31 23:06:51
Popieram
-
2013/01/12 22:45:34
Świetny tekst! Bardzo trafne przemyślenia, choć faktycznie trudno jest to objąć rozumem.
-
2014/04/03 09:03:32
Zgadzam się z przedmówcami, że bardzo interesujący tekst. Ogólnie jestem pierwszy raz na tym blogi i dwa pierwsze teksty oceniam dość wysoko!
-
2014/06/13 11:21:50
Ekstremalnym jest wyobrażenie sobie jak wyglądałby dzisiejszy świat gdyby nigdy nie wynaleziono internetu. Bardzo dziwna wizja to jest.