Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

otwartość muzeów

Byłam niedawno we wrocławskim Muzeum Narodowym. Otworzono tam nowe piętro, na którym zgromadzono tzw. kolekcję sztuki współczesnej (precyzyjniej pewnie należałoby powiedzieć - sztuki XX-wiecznej). Wiedzą o tym chyba jednak nieliczni, samo muzeum niezbyt mocno promuje to wydarzenie - nawet będąc już w budynku trudno znaleźć na ten temat informację, o planach z zaznaczonymi eksponatami nawet nie warto wspominać. Nie chcę się tu rozwodzić nad tym, jak przygotowano samą ekspozycję, jak zaaranżowano pod nią piętro ani o opisach przy wybranych dziełach (choć pozwolę sobie przywołać z pamięci prawdziwą perełkę: "Przejście Kaliny mówi o kondycji ludzkiej w ogóle."). 

Tym, co mnie naprawdę zastanawia, jest fakt, że spośród wielu muzeów, które dane mi było odwiedzić, jedynie w polskich, czuję się zawsze jak intruz, automatycznie ściszam głos i zaczynam obawiać się, że zaraz zostanę pouczona, bo na pewno coś robię źle. Wchodząc do zazwyczaj opustoszałych wnętrz polskich muzeów zawsze mam wrażenie, że naruszam czyjąś przestrzeń, nadużywam gościnności pań sprawujących pieczę nad eksponatami i zdecydowanie lepiej by było, gdybym w zasadzie już sobie poszła. Oczywiście, są fantastyczne wyjątki - jak np. nie tak dawno otwarty krakowski Mocak z rewelacyjnie zaopatrzoną księgarnią. 

Kiedy czytam wywiad z Markiem Sandsem, dyrektorem ds. mediów i publiczności Tate, utwierdzam się w przekonaniu, że problem zaczyna się znacznie wcześniej. Nie leży w niskich wynagrodzeniach pracowników czy niewielkich nakładach na polskie muzea. Problem zaczyna się wtedy, kiedy w działaniach instytucji państwowych (a takimi są przecież muzea) nie ma chęci otwarcia, dostrzeżenia, dla kogo tak naprawdę działają i po co zostały stworzone. Zdecydowana większość z nich funkcjonuje dla samego funkcjonowania, nie dostrzegając świata, który nieubłaganie się zmienia. 

Jakiś czas temu miałam okazję prowadzić szkolenie dla pracowników instytucji kultury - dotyczyło ono promocji ich działań w internecie. Od uczestników szkolenia dowiedziałam się, jak wygląda ich codzienność, z czym muszą się zmagać. Dosyć często okazywało się, że np. dyrekcja muzeum reprezentuje pogląd "muzea istniały i przed internetem, nie potrzebujemy więc strony internetowej", a korzystanie z blogów czy serwisów społecznościowych do promocji działań traktowane jest jako uderzające w powagę instytucji. Obrażanie się na rzeczywistość nie przydaje im jednak atrakcyjności. 

Smutne to wszystko, ale naprawdę najsmutniejszą puentą jest wniosek Beaty Maciejewskiej, stwierdzającej, że planowane muzeum "Pana Tadeusza" jest ostatnią nadzieją na ciekawą ekspozycję we Wrocławiu. 

 

niedziela, 06 listopada 2011, socin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Klara, *.dolnoslaska.policja.gov.pl
2011/12/06 11:35:17
Może trochę nie na temat... Chodzi mi o fragment: "Problem zaczyna się wtedy, kiedy w działaniach instytucji państwowych nie ma chęci otwarcia, dostrzeżenia, dla kogo tak naprawdę działają i po co zostały stworzone. Zdecydowana większość z nich funkcjonuje dla samego funkcjonowania, nie dostrzegając świata, który nieubłaganie się zmienia." Stwierdzenie trafne, ale myślę, że nie trudne do stwierdzenia, problem jest to: jak zmotywować tych pracowników, zmienić ich mentalność? Jakieś pomysły?
-
2012/05/24 09:53:52
No i chyba z nienacka blog przestał działać. Dawno nie aktualizowany. Szkoda :( co się dzieje?