Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

Nowa prywatność - nowe kompetencje

Czytam obecnie książkę Dona Tapscotta "Cyfrowa dorosłość. Jak pokolenie sieci zmienia nasz świat". I choć wiele z tego, o czym pisze autor, nie dotyczy jeszcze  w znaczącym stopniu naszego społeczeństwa, to jednak to się z pewnością zmieni. Jednym z najciekawszych momentów tej książki (podręcznika?) jest anegdota, mająca dowodzić tego, że dla współczesnej młodzieży (zwanej przez Tapscotta "pokoleniem sieci") nowe media są jak powietrze, są przezroczyste, a umiejętność korzystania z nich rozumie się sama przez się. Tapscott opisuje, jak w 1997 roku wystąpił w telewizyjnym programie, mającym przybliżyć widzom możliwości internetu i zapoznać ich ze sposobami korzystania z niego. Idea tego programu napotkała u jego dzieci na niezrozumienie czy wręcz opór - nie mogły one pojąć, jaki jest sens pokazywania ludziom, w jaki sposób działa internet. Ironizowały, że powinien pojawić się program, w którym prowadzący wprowadzałby widzów w arkana obsługi lodówki, telewizora czy pralki.

Dzieci Tapscotta miały rację - wiele technologii traktujemy zupełnie bezrefleksyjnie, nie musimy wiedzieć, w jaki sposób działa pralka, by wyciągać z niej czyste ubrania. Rzadko kiedy wgłębiamy się w zasady funkcjonowania lodówki, a jednak wciąż mamy w niej świeże jedzenie. Czy jednak te same zasady należy stosować wobec internetu? Bez wątpienia - lodówka i pralka wiele wniosły w życie społeczne, zmieniły sposób przechowywania żywności, zarządzania zapasami czy podejścia do brudu. Jednak rewolucja, do której przyczynił się internet, nieustannie zmienia społeczeństwo i kulturę, w jakiej żyjemy. Czy w związku z tym możemy pozostawać całkiem obojętni na tę technologię i traktować ją jak powietrze?

Mam wrażenie, że m.in. takie podejście sprawia, że wielu osobom brakuje kompetencji do zarządzania swoją tożsamością i prywatnością w sieci. Szczególnie ten drugi temat jest ostatnio szeroko dyskutowany - nawiązywała do niego np. danah boyd podczas wykładu otwierającego SXSW. Boyd główny nacisk kładzie na twórców nowych narzędzi, takich jak Google Buzz czy Facebook i ich obarcza odpowiedzialnością za ochronę prywatności użytkowników. Tym samym wpisuje się ona po części w tapscottowe "pokolenie sieci", traktujące technologię jak coś przezroczystego. O ile jednak w przypadku pralki nikt nie miałby pretensji do jej twórców po użyciu niewłaściwego programu, to tak w przypadku serwisów internetowych, boyd atakuje właśnie ich i oskarża m.in. o to, że ludzie nie potrafią zarządzać ustawieniami prywatności w serwisach społecznościowych.

Obserwując przez ostatnie tygodnie swoich znajomych, coraz intensywniej migrujących z Naszej-Klasy do Facebooka, zauważyłam, że ludzie, którzy na NK ukrywają swoje zdjęcia i komentarze, na FB czynią je widocznymi dla wszystkich. Zauważyłam też, że ci, którzy dawno nauczyli się nie wierzyć w łańcuszki internetowe, dołączają do grup, w których oferuje im się darmowego iPada czy MacBooka ("testerzy poszukiwani!") w zamian za rozesłanie zaproszeń do określonej liczby znajomych. W zderzeniu z nowym narzędziem, jakim jest Facebook, jego rozliczne aplikacje, grupy i fanpage, brakuje kompetencji, pozwalających trzeźwo ocenić i zastosować nowe możliwości. Traktowanie tej technologii jako czegoś zupełnie przejrzystego, równego powietrzu, jest co najmniej naiwnością.

wtorek, 06 kwietnia 2010, socin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ols
2010/04/06 11:24:04
Grupy "oferujące" darmowego Macbooka nie są efektem tego, że Facebook źle dba o prywatność, tylko tego że ludzie są głupi (przecież połowa społeczeństwa ma dwucyfrowe IQ!). Nie da się wytępić głupoty, tak samo jak nie da się zlikwidować problemów związanych z obsługą przywołanego przez ciebie AGD (a te mogą być bardzo poważne - np. kąpiel z suszarką w ręku).

Teraz sobie trochę poadwokatodiabłuję - skoro ludzie upubliczniają swoje treści w facebooku to może tego właśnie chcą? Może to nie jest niezrozumienie konieczności chowania tego i owego tylko brak potrzeby takiego chowania? Czy to na skutek nieuświadomienia czy też w pełni świadome "chcę się lansować na fejsbuniu, bo to modne, nie chcę w n-k bo moi tamtejsi znajomi to przypadkowa zbieranina creepów na których miałem pecha trafić w szkole. W każdym razie jakaś decyzja, którą podjęli klikając/nie klikając gdzieś. danah boyd albo Marta Klimowicz klikną gdzieś za nich, bo tak jest lepiej? Albo wierzymy w to, że jednostka ma prawo sama decydować albo w to, że trzeba ją prowadzić za rąsię.

A danah boyd w ogóle strzeliła kulą w płot bo w natchnionych słowach wzywała uczestników SXSW (geeków, designerów, entuzjastów technologii, startupowców) do dbania o ochronę prywatności w Buzz i Facebooku. A przecież to nie geecy zadecydowali "schowajmy ten guzik od prywatności gdzieś poniżej folda, żeby więcej profili wyłaziło w google" tylko źli ludzie w krawatach odpowiedzialni za biznes, monetyzację etc. Zrobiła złe wrażenie osoby Której Wydaje Się Że Właśnie Ratuje Świat Mówiąc Wspaniałe Rzeczy.
Osobiście uważam, że to nie jest dobre kiedy Facebook zaciemnia możliwości kontrolowania prywatności czy kiedy Buzz robi coś "sam z siebie". Ale żaden z tych serwisów nie jest wspaniałomyślnym darem wielkich korporacji dla ludzkości (think: lek na raka) tylko narzędziem do zarabiania $$$. To samo robią banki wsadzając w umowy kredytowe tysiąc gwiazdek i pisząc ważne rzeczy drobnym drukiem. Bankom już nie wierzymy na słowo i czytamy te drobne druki, czemu Facebook miałby być przez nas inaczej traktowany?

Są tylko dwa rozwiązania: edukacja (ale kto się nią zajmie? nauczyciele? lol! telewizja publiczna? GIODO? parafia? nigdzie kompetencji) albo ścisły nadzór państwa nad tym, co właściciele serwisów z nimi robią. To drugie zdaje się być orwellowską wizją i atakiem na wolności? HA! online.wsj.com/article/SB124579287313043695.html (a to dopiero początek, biurokraci nie odpuszczą)
-
2010/04/06 11:45:09
to fakt, "oczywista oczywistość nie jest tak oczywista" jak by się mogło wydawać...
obarczanie winą serwisy społecznościowe ma wg. mnie uzasadnienie ale głównie ze względu na charakter wspominanych społeczności.

Weźmy 3 serwisy, Nasza-Klasa, FaceBook i .. no nie wiem, GoldenLine - taki niewielki serwis. Po co się do nich dołącza?

NK - spotkania po latach, reunion itp.
GL - rozwój, kontakty, praca
FB - kontakt globalny, bez ograniczeń, masa zabawy

I idąc od góry.

NK - RE oznacza że zależy nam na odzyskaniu dawnych kontaktów, to dla nich tam jesteśmy więc mamy w głowie to że chcemy konkretnych ludzi. (wiem, spłycam, ale to komentarz ma być a nie artykuł). Stąd też już na starcie w świadomości mamy ustalone dla kogo tu jesteśmy.. a tym samym dla kogo nie.

GL - Dla kogo tu jesteśmy? Dla siebie, dla pracodawców, dla innych którzy się rozwijają i chcą działać. Co więc wiemy na początku? Że musimy pokazać siebie. Skoro tak to z założenia chowanie się mija się z celem...

FB - po co tu? przecież ani to polski serwis ani też nie ma konkretnego celu. W zasadzie, można tu wszystko i nic. Dla każdego i dla nikogo.. takie to "nic".. jest nas tu tyle, dzieje się jeszcze więcej... skupmy się na tym co się dzieje... a to co kto widzi u nas schodzi na boczny plan.. ważne jest co widzimy u innych... ludzie tu schodzą na plan "sąsiadów" na farmie.. to jak LION na linkedin. Im tych kontaktów więcej tym więcej możemy.. i ta "moc" zasłania to że każdy z tych profili ma do nas wgląd...

Na facebooku dochodzi do takich absurdów jak branie udziału w quizz'ach złożonych z pytań "odzyskiwania hasła". I często gęsto ludzie odpowiadając na te quizzy podają własne odpowiedzi które dają dowolnemu użytkownikowi facebooka możliwość przejęcia ich profili. A co na to FB? Cieszy się z ruchu? A może martwi go to i coś z tym zrobi? Myślę że tego nie wie nikt.

A co mogą zrobić? Albo - co możemy my zrobić by ratować naszych kompanów internautów? Na szybko mam jeden pomysł. Zbudować aplikację Facebookową która wygeneruje użytkownikowi film w którym pokaże mu jak wiele informacji na swój temat właśnie upublicznił. Pokaże losowe osoby z kontaktów czy ogólnie FB (jak ktoś ma bardzo otwarty profil) które mogą użyć jego danych itd....

kiedyś napisałem że taka społeczność jak GoldenLine jest jak młotek który służy nam do budowania kolejnych szczebli kariery.. problem w tym że młotkiem tym można wbijać gwoździe ale można też walnąć się w głowę.. i żaden serwis nie ma na to wpływu w 100% jak będzie używany.. moim zadaniem jednak jako community managera jest sprawienie by w sytuacji w której ktoś postanowi się tym młotkiem walnąć zabolało go to jak najmniej... nie łudzę się że możemy zapobiec takim sytuacjom ale jestem pewien że podejmując działania uświadamiające można dużo dobrego zrobić dla naszej społeczności bo in the end, to ona jest najważniejsza.
-
2011/10/09 07:57:05
A nie odnosicie wrazenia, ze ludzie sa zmeczeni ta wszechogarniajaca ochrona danych osobowych? WYglada na to, ze o ochrone danych walcza ci, ktorzy maja cos na sumieniu, z wyjatkiem ladnych panienek, odpedzajacych sie od tzw 'wielbicieli'. Zaczne jak stary piernik, ale kiedys, jak sie wiedzialo, w ktorym domu mieszka znajomy, wystarczylo wejsc na klatke i znalezc go na liscie lokatorow, ilez czasu i wysilku zaoszczedzone! A teraz lista lokatorow popstrzona pustymi miejscami, jak to ogarnac? Wiadomo, ze trzeba chronic wlasna prywatnosc przed coraz agresywniejszymi atakami ze strony wirtualnych naganiaczy, reklam, itd, ale czyz natura sama nie reguluje wszystkiego, i jak ktos bedzie mial zawalona skrzynke reklamowym spamem, to na drugi raz nie ograniczy ogolnie dostepnych informacji o sobie ? Natura eliminuje osobniki nieprzystosowane badz za glupie, zeby przezyc w bardzo prosty sposob, mozna tu dopatrzec sie analogii w swiecie wirtualnym.:) To tak zeby nie bylo za powaznie, bo poprzednie komentarze tez interesujace, ale jakby zbyt serio....