Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

Fotoblogaskowa banalność

O wielu blogach dosyć pogardliwie mówi się "blogaski". Jest to ta część blogosfery, którą okupują przede wszystkim nastolatki, piszące o tym, czym przeciętny nastolatek (a zwłaszcza: przeciętna nastolatka) zajmuje się chyba bez względu na czasy i dostępne media. Czyli przede wszystkim o niezrozumieniu przez świat, zranionych uczuciach, zawiedzionych nadziejach i niepowodzeniach w szkole. Samo życie. 
 
"Blogaski" to jednak nie tylko nastolatki. Tworzą je w zasadzie wszyscy. Ich cechą charakterystyczną jest treść, składająca się z opisu codzienności. Młoda matka pisze o pieluchach. Ksiądz o pielgrzymkach. Lekarka o operacjach. Nauczyciele o problemach z uczniami i dyrekcją. Trudno zrozumieć, skąd lekceważące określenie dla osób, które z mozołem decydują się na opisywanie swojego życia. Że dokonania nie na tę miarę? Że przemyślenia zbyt płytkie? Nie do końca jestem pewna, co i kto o tym decyduje. Bez wątpienia jednak rozróżnienie na blogi eksperckie, profesjonalne i te mało zajmujące "blogaski" istnieje. 
 
Przeglądając ostatnio serwisy fotoblogowe, zwróciłam uwagę na fakt, że coraz częściej przejmują one rolę takich dzienników. Część z nich dostrzegła już zresztą tę tendencję i reklamuje się hasłami "osobisty dziennik fotograficzny" czy "Your Life in Photos".  Upowszechnienie się telefonów komórkowych oraz spadek cen cyfrówek sprawiły, że wiele osób młodych ma przy sobie co najmniej jeden aparat fotograficzny. Taka okazja zachęca wręcz, by fotografować pitą właśnie kawę, mijaną wycieczkę kolorowo ubranych ludzi, ciekawe manekiny czy choćby znajomych pijących piwo w pubie. 
 
Zdjęcia te - podobnie, jak i zdecydowana większość "blogasków" - są grafomanią. Grafomanią wizualną, świadczącą o braku jakiejkolwiek techniki wykonywania zdjęć. Braku talentu i/lub doświadczenia. Niewielkiej liczbie przejrzanych albumów ze zdjęciami czy obrazami. Swoją estetyką często przypominają fotografie zamieszczane w Naszej-Klasie, na Allegro czy w katalogach supermarketów.
 
Jednak pretensjonalność, naiwność i brak artystycznych walorów nie są w ich przypadku wadami. Wręcz przeciwnie. Twórcy tych blogów dobrowolnie odsłaniają przed innymi wiele fragmentów swojej rzeczywistości, Postępują dokładnie w ten sam sposób, co blogerzy wybierający pisanie swego internetowego pamiętnika. Dzięki tym fotoblogom ich autorzy mogą pamiętać, w jaki sposób spędzili ostatni weekend roku, kiedy pojechali na romantyczny weekend do Paryża czy kiedy ostatnio odwiedzili swoich dziadków. Dodając krótki komentarz, dzielą się tymi informacjami również ze swoimi bliskimi. Oszczędzają im tym samym niekończących się pokazów slajdów po powrotach z zagranicznych wojaży. 
 
Natomiast dla badaczy codzienności takie blogi, bywa, że aktualizowane codziennie, stanowią bogate źródło materiału badawczego. Dzięki nim można poznać wiarygodne odpowiedzi na wiele pytań. Jak bawi się dzisiejsza młodzież, po jakie używki sięga, do jakich klubów chodzi? Jakie miejsca są popularne i warto chwalić się, że się w nich bywa? Jakimi zachowaniami warto się chwalić? W jaki sposób przedstawiana jest rzeczywistość, jakie jej elementy najczęściej się pojawiają, a jakie w ogóle nie są obecne? Wreszcie, blogi te mogą stanowić ciekawe źródło wielu ważnych informacji dla twórców reklam. Pozwalają im na zupełnie bezkolizyjne wejście w trudno dostępny świat młodzieży, odkrywanie panujących trendów i promowanie nowych idei marketingowych. 
poniedziałek, 12 stycznia 2009, socin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/01/12 10:48:00
Jest jeszcze jeden plus takiej twórczości - Andrew Keen ma o czym pisać książki :)
-
2009/01/12 11:05:17
Chciałabym mieć czas na takie analizy treści. Pytanie jest jedno, czy zawsze trzeba pisać bloga profesjonalnego, super składnego i ciekawego? Jest jeszcze miejsce w sieci, gdzie można oderwać się od społeczności i powrzucać coś dla siebie? Czy już doszliśmy do momentu robienia wszystkiego pod publikę? :]
pozdrawiam
Villk
-
2009/01/12 12:30:51
Witam. Jestem dziennikarzem (między innymi) i zawodowo zajmuję się pisaniem, a słowa to moje narzędzie. Nie uważam sie za wybitnego specjalistę. Ale oprócz miesc w których piszę, prowadzę również bloga. I staram sie pisać o tym co mnie interesuje, ale także prywatnie, często zwracając się do bliskich, czy przyjaciół. Wydaje mi się, że taka forma (połączenie zainteresowań blogera, jego dość krytycznego i profesjonalnego spojrzenia na sprawy, ale także humoru i pewnej intymności) stanowi o wspaniałości tej formy przekazu.
Zgadzam się również że blogi (blogaski, jak trafnie je nazwałaś) są doskonałym materiałem badawczym jeśli użyje się odpowiednich narzędzi.
Moja definicja dobrego bloga zawiera się gdzieś pomiędzy bezosobowym profesjonalizmem, a nadmiernym ekshibicjonizmem. Pozdówka!
-
2009/01/12 14:09:52
Oj, zapomniałaś poruszyć jakże ważny aspekt "handlu komciami". Blogi o życiu to nie blogaski. Blogaski to te z animowanymi gifami, o gwiazdach typu Tokio Hotel, Rihanna czy inne pudelki ;) Pani Ździsia pisząca o tym co u niej na osiedlu nie prowadzi blogaska,mylisz pojęcia albo na siłę do jednej kategorii upychasz inne, a to błąd. Poza tym blogaski nie piszą raczej nastolatki jako całość ale dzieci przede wszystkim. Max do wieku gimnazjalnego(rzadko mają więcej niż 14 lat). Najczęściej w okolicy 10-12.
-
2009/01/12 16:07:28
mam Twój blog w ulubionych i właśnie taką relacją byłem i jestem z nim związany. Dziś jednak zobaczyłem w nim coś osobistego wiec komentuję.
Trochę uderzyły mnie słowa tak jednoznaczne w odniesieniu do dzienników fotograficznych, że jest to grafomania. Ta ocena wydaje mi się niewłaściwa z dwóch powodów po pierwsze dlatego, że słowo grafomania jest ocenne i jakoś nie pasuje do bloga "socjologia internetu". Po drugie dlatego, że akurat ta ocena jest nieadekwatna. Fragmenty twojego postu wskazują, że jest (albo wierzysz że jest) jakaś norma która opisuje prawidłowo wykonane zdjęcie lub prawidłową estetykę zdjęcia - takiej normy nie ma (i to jest uznany stan od wielu lat) Twórczość w tym wypadku to samo dokumentowanie, nie ma to nic wspólnego z tradycyjną estetyką. Podobnie jest z blogaskami - tradycyjna estetyka nie ma tu nic do rzeczy. Co wiecej blogaski, amatorskie fotoblogi to kopalnia nowej estetyki (patrz. projekt zdjęć z allegro Real photo). Rozumiem kontekst postu, jednak wydaje mi się że w podobnych przypadkach mariaż socjologii i estetyki zawsze ogołoci jedną ze stron.
-
Gość: defecator, *.spray.pl
2009/01/12 16:27:29
No nie!!! Takiej jeszcze "moralności Pani Dulskiej" to nie widziałem. Warto aby autorka przypomniała sobie kto pierwszy był w blogsferze, kto pisał posty i piszę posty na forach internetowych. W owej, jak piszę autorkja tego bloga, która rości sobie prawo do bycia socjologiem (a zatem kimiś kto próbuję zrozumieć i wniknąć w delikatne tkanki życia społecznego) "grafomani" kryje się cała siła internetu, jego świeżość, gotowość do eksperymentowania, szukania nowych rozwiązań i inspiracji. Owej "grafomanii" nie znajdziemy w mediach mainstreamowych, wypowiedziach elity i tych, którzy do tejże elity aspirują, którzy odnaleźli jedną, jedyną prawdę, jedną, jedyną estetykę i moralność, bo takie wypowiedzi też mają ukryty sens moralny.

Z wpisu można odnieśc wrażenie, że w prawdziwa blogsfera to blogi - reszta to blogaski, które są "ciekawostką" i "materiałem badawczym", łatwym łupem dla handlarzy snów i marzeń (wiem coś o tym bo sam pracuję dla reklamy).

Przeprszam za ten ton wypowiedzi, każdy może pisać, co chce i jak chce, ale odgrywanie roli "dystrybutora" jedynej prawdziwej wiedzy i norm estetycznych zawsze mnie porusza. Zwłaszcza w dobie "sieci", w której na takich samych prawach mogą funkcjonować blogi pisane przez sprzątaczkę ledwo wiążącej koniec z końcem, prostytutkę, która snuje opowieści o swoich klientach, jak i badaczach i tzw. "ekspertach" i nie zawsze te ostatnie muszą być ciekawe i interesujące, a często zwykle są jeszcze jednym szyldem do promowania swojego nazwiska.
-
2009/01/12 22:59:48
Marta:
Zdaje się, że blogi powstały, aby być internetowymi pamiętnikami upublicznianymi światu. Kiedyś nastoletnie dziewczyny pokątnie spisywały swoje przemyślenia w "różowym zeszyciku", a teraz "w różowym blogasku". Jedne bardziej lub mniej anonimowo, inne zupełnie pod nazwiskiem.

To takie osoby jak my zmieniły przeznaczenie blogów i stworzyliśmy blogi tematyczne, branżowe, specjalistyczne, fotoblogi itd. Mój, Twój i tysięcy innych blogi są pewną dewiacją.

Michał Dyrda dobrze napisał w sprawie tworzenia zdjęć. Nawet nie chodzi w nich o artyzm a o same udokumentowanie czegoś.

Bardziej skupiłbym się na tym, czy to co wypisujemy na blogach jest faktycznie tym co chcieliśmy napisać, czym chcieliśmy się pochwalić. Przecież z kilku milionów polskich blogów (za Wikipedią 2,84 mln) mogę sobie wybrać te które chcę czytać :)

Pozdrawiam z wakacji,
Orest
-
2009/01/14 10:23:37
obejrzyj to:

accidentswillhappen.blogspot.com/

świadomy projekt, od dobrych kilku lat. jest tam gdzieś nawet moje zdjęcie;)
-
2009/01/14 10:50:17
Trochę tu zaabstrahuję od wpisu bo zaciekawiły mnie gwałtowne reakcje na słowo "grafomania" :)

"Grafomania" to bardzo śliskie i mgliste pojęcie. W dodatku pojęcie "przestawne" bo zdarza się, że rzeczy określane dzisiaj jako "grafomania" jutro określane są jako "sztuka". Wszystko zależy od tego czy używający tego określenia rzeczywiście zagłębił się, z otwartym umysłem, w dzieło czy też po prostu chciał je zbyć. Z braku czasu, dla poprawienia samopoczucia lub z ludzkiej potrzeby "dokopania" komuś. W tym pierwszym przypadku określenie czegoś jako "grafomanii" jest wynikiem poszukiwań. W tym drugim - wrednej ludzkiej natury. Ale nawet w pierwszym przypadku może się zdarzyć, że szukający coś przeoczył, że ma inną wrażliwość, że czegoś tam nie dojrzał.

A ludzie są różne.

Nie ma więc grafomanii obiektywnej. Prądy w sztuce potrafią czasem wynieść na piedestał rzeczy, o których nigdy byśmy nie pomyśleli, że mogą mieć jakąś wartość (czy nie wiedząc o tym że Nikifor genialnym malarzem jest, ktoś określiłby jego dzieła na pierwszy rzut oka inaczej niż jako "grafomanię"? Czy ktoś kuma dlaczego suprematystyczny czarny kwadrat na białym tle jest dziełem sztuki?)

Trzeba więc z "grafomanią" uważać. A najlepiej skreślić ją ze słownika. Bo słowo którym obdzielić możemy równo autora blogaska o Tokio Hotel i Wisławę Szymborską (a gdybym się uparł to bym udowodnił że niektóre z jej wierszy zahaczają o grafomanię) jest puste.
-
Gość: Pan R., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/01/16 15:42:40
odrzucilbym podzial na blogaski jezeli chodzi o blogi zycia codziennego. predzej juz bym sie sklanial w kierunku zaetykietowania tych popkulturowych blogow czesto tworzonych przez psychofanow jak nie samych konkretnych zjawisk (pop)kultury ('kultury') to czesto samych siebie. smieja sie czesto ze takimi blogaskami sa blogi onetu.
jak sie do tego ustosunkowac? jak to wszystko skategoryzowac? kto to ustala i dlaczego? jak to sie ma do rzeczywistosci? jakie sa tego wskazniki? skad w ogole nazwa 'blogaski'?
-
2009/01/20 00:01:44
Kluczem do zrozumienia sposobu widzenia blogosfery tutaj są dwa fragmenty: ""Bez wątpienia jednak rozróżnienie na blogi eksperckie, profesjonalne i te mało zajmujące "blogaski" istnieje." oraz "Zdjęcia te - podobnie, jak i zdecydowana większość "blogasków" - są grafomanią."

W pierwszym fragmencie odkryty został podział na blogi eksperckie i profesjonalne (niezdefiniowane tu) oraz "blogaski", o których wiadomo: "Tworzą je w zasadzie wszyscy. Ich cechą charakterystyczną jest treść, składająca się z opisu codzienności.". Otóż z definicji wyglądają po prostu blogi prywatne, osobiste. Stanowiące większość blogosfery.

Natomiast "blogaski" wyróżniają się nie tyle tematyką, ale stylem pisania i projektem graficznym. A także oceną, pejoratywną w oczach tak je nazywającego.

Nazwanie wszystkich blogów osobistych "blogaskami" to ogromna pogarda wobec milionów ludzi je piszących. Tak, większość z nas ma zupełnie zwykłe życie, jest matkami, uczniami, gospodyniami domowymi, chorymi czy szczęśliwymi w momencie pisania notki czy całego bloga. Większość z nas także pisze zupełnie banalnie, nieciekawie dla ogółu, z błędami wszelakiego typu. Sam tak pisałem i będę pisał, jeśli znów będę miał bloga osobistego. Te notki są cenne przede wszystkim dla mnie, czasem też dla kręgu moich znajomych.

Podobnie jak z blogami, gdzie dominuje tekst jest z fotoblogami. Co więcej, jest tak z 99% zdjęć zamieszczanych w Internecie, z relacjami z imprez, spotkań towarzyskich, wyjazdów. Bo to takie same zdjęcia jak te zamieszczane w papierowych albumach. Tyle, że nie nazwałbym je grafomanią, a najwyżej twórczością amatorską. Ich głównym celem jest uchwycenie i zatrzymanie wspomnień, a nie pretendowanie do bycia kolejną Annie Leibowitz.

W opozycji do grafomanii jest arcydzieło; a co najmniej twórczość artystyczna, a nie blogi "eksperckie" i "profesjonalne". Obok blogów osobistych w blogosferze są blogi firmowe. Obok blogów ogólnych są blogi tematyczne (czasem pisane przez ekspertów a czasem przez amatorów). Obok blogów głównie tekstowych są fotoblogi. Są te pisane przez dzieci, te przez nastolatki i te przez dorosłych i na przykład te przez emerytów. Można tak podziały mnożyć, ale porównujmy jabłek z czerwonymi prostopadłościanami.
-
2009/01/20 14:03:30
@ Jarosław Zieliński
Różnica pomiędzy udostępnianiem swych zdjęć w internecie, a wklejaniem ich do papierowych albumów jest zasadnicza.
Pierwsza czynność zwana jest publikacją - autor zamieszczonych w internecie zdjęć (i innych utworów) publikuje je - czyli udostępnia masowej publiczności. Konsekwencje tego faktu są tak wielkie, że nie można porównywać tworzenia prywatnych albumów z tego typu działalnością. Niewielu publikujących zdaje sobie z tego sprawę - i w tym także tkwi problem.

Publikując wytwory swojej twórczości (z założenia) zgadzamy się na jej ocenę, wartościowanie i krytykę - niejednokrotnie niezbyt miłą dla twórcy. Jeżeli ktoś nie jest na nią przygotowany, to po prostu niech poprzestanie na wklejaniu fotografii do tych (przysłowiowych już) papierowych albumów.
To tylko jedna z zasadniczych różnic - nie wspominając o tak oczywistej sprawie, że każdy (!) kto opublikuje swoje zdjęcie w internecie, podlega (w określonym zakresie) rozporządzeniom prawa autorskiego - o tym także często się zapomina.

Wniosek (prosty i bardzo ważny) udostępnianie swych fotografii (zapisków, notatek, wierszy) w internecie (np w blogach) to nie to samo, co wklejanie zdjęć do rodzinnych albumów (pisanie wierszy do szuflady, czy pamiętnika zamykanego na kłódeczkę).
-
2009/01/20 19:40:11
Czyli zgadzasz się z tezą wpisu że: "Zdjęcia te - podobnie, jak i zdecydowana większość "blogasków" - są grafomanią."?

"Jeżeli ktoś nie jest na nią przygotowany" - myślę że są, bo zdumiewająca większość fotoblogów ma włączone komentarze. Tylko że ich celem nie jest pretendowanie do dzieł artystycznych, a zachowanie wspomnień, kontakt ze znajomymi, pokazanie ciekawych miejsc czy przedmiotów.

A co do prawa autorskiego - pominę tę kwestię na wszelki wypadek.
-
2009/01/20 22:54:30
To, czy zgadzam się z taką tezą, czy nie - to osobna sprawa. Twierdzę tylko, że teza taka jest dopuszczalna, a Twoja obrona fotoblogów jako "trochę bardziej pokazywanych" albumów rodzinych jest nietrafna. Blog - czyli publikacja podlega zupełnie innym ocenom, niż prywatny zbiór fotografii nieudostępnionych publicznie.

Nie rozumiem natomiast ostatniego zdania. Im bardziej będzie się pomijać tę kwestię, tym bardziej autorzy "papierowych albumów" publikowanych w sieci utwierdzać się będą w tym, że ich twórczość jest dokładnie tym samym, co kolekcja zdjęć w albumie. A nie jest!
-
2009/01/20 23:07:02
Dla przypomnienia: "Podobnie jak z blogami, gdzie dominuje tekst jest z fotoblogami. Co więcej, jest tak z 99% zdjęć zamieszczanych w Internecie, z relacjami z imprez, spotkań towarzyskich, wyjazdów. Bo to takie same zdjęcia jak te zamieszczane w papierowych albumach. Tyle, że nie nazwałbym je grafomanią, a najwyżej twórczością amatorską. Ich głównym celem jest uchwycenie i zatrzymanie wspomnień, a nie pretendowanie do bycia kolejną Annie Leibowitz."

W skrócie: na fotoblogach podobnie jak w papierowych albumach są głównie zdjęcia o niskim poziomie artystycznym - bo po prostu nie to jest ich celem i nie artyści je wykonują.

"Blog - czyli publikacja podlega zupełnie innym ocenom, niż prywatny zbiór fotografii." A jakim innym ocenom podlega blog? Dalej to zdjęcie może być niedoświetlone, zle wykadrowane, nieostre, z czerwonymi oczami... Po prostu tak fotoblogów się nie ocenia, przynajmniej większość z nich. Do zamieszczania prób artystycznych i oceny ich służą specjalne serwisy.

"każdy (!) kto opublikuje swoje zdjęcie w internecie, podlega (w określonym zakresie) rozporządzeniom prawa autorskiego". I co z tego wynika dla oceny poziomu artystycznego zdjęcia?
-
2009/01/20 23:38:20
Coś mi się wydaje, że zaszło nieporozumienie - i to z mojej winy. Myślałem, że użyte przez Ciebie określenie "album papierowy" odnosi się do prywatnych albumów fotograficznych, a okazało się - na co wpadłem dopiero po przeczytaniu Twojego ostatniego komentarza - że chodzi Ci o drukowane wydawnictwo albumowe z fotografiami.
W związku z tym cała nasza dyskusja jest bezcelowa - przepraszam, namieszałem.

Oczywiście - nie ma żadnej różnicy w ocenianiu zdjęć wydanych jako album, czy udostępnionych w internecie - masz rację.
-
Gość: an, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/01 23:26:27
radek.zaleski - dzięki za linka! oglądam i jestem pod wielkim wrażeniem.
-
2009/02/07 16:37:25
Wydaje mi sie, ze nie ogarnelas calego kanonu fotoblogow, lecz opisalas zaledwie jakis malenki jego procent. Szukasz rowniez w zlych miejscach. Doskonale fotoblogi (rownizez amatorow grafomanow, jak ich nazywasz) istnieja poza obrebem stron zrzeszajacych.

Istnieja fotoblogi fotoamatorow, fotoblogi uzytkownikow telefonow komorkowych, jak i rowniez fotoblogi zawodowych fotografow. Nie wiem czy bycie socjologiem daje Ci uprawnienia do wydawania ocen jesli chodzi o sztuke fotografowania. Czesto w kiepskich technicznie zdjecie kryje sia magia i osobista sila przekazu. Nie generalizowalabym.

Oczywiscie w dzisiejszych czasach znacznie latwiej natrafic na kiepska fotografie. Wiekszosc z nas jest posiadaczem takiego czy innego, lepszego lub gorszego aparatu fotograficznego i latwosc wykonania zdjecia i wyslania go w kosmos jest rowniez niewiarygodna. Stad zalew obrazami, czesto podejrzanej jakosci.

/ Stad poszukiwanie przeze mnie zaginionych obrazow:
a href=http://www.bildverlust.blogspotwww.bildverlust.blogspot
-
2009/02/09 09:20:32
@bildverlust oczywiście, że nie piszę o wszystkich fotoblogach. Piszę o bardzo szczególnym rodzaju tychże, który jednak ostatnio - mam wrażenie - jest coraz bardziej powszechny. Dzięki za uwagi!