Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

Kultura profesjonalistów ciągle ma się dobrze

Chyba powinnam sobie postanowić, że to ostatni wpis, w którym piszę o tym, co napisano w prasie, ale nie wiem, czy będę w stanie obietnicy dotrzymać. Ale spróbuję, bo w sumie coraz ciężej polemizować z ciągle tymi samymi (modnymi) bzdurami.
Pamiętacie Martę Strzelecką? To ta przedstawicielka kultury profesjonalistów, która boi się internetu, co jednak nie przeszkadza jej w próbach opisywania tegoż. Jak wiadomo, każdy profesjonalny opis jest neutralny, obiektywny i co tam jeszcze Andrew Keen sobie wymarzył; poprzedzony jest głębokimi analizami i wyzuty z emocji. Jak więc wygląda kolejna wizja internetu w oczach przedstawicielki profesjonalnego medium?

Tym razem Marta Strzelecka boi się tego, że podstępne wielkie korporacje wiedzą, jakie książki jej polecić i o czym pisze w mejlach do swojego przyjaciela. Ciekawe, czy boi się listonosza, który wie, kto do niej pisze oraz ile emerytury dostaje jej sąsiadka? Albo pani w sklepiku, która pamięta, jaki jest ulubiony serek i pieczywo, wykorzystując swoją wiedzę dla zwiększenia swoich zysków. Albo ludzi na ulicy, którzy w końcu Martę Strzelecką widzą, obserwują, wyciągają wnioski na podstawie jej ubioru, marki telefonu, auta czy trzymanych w dłoni reklamówek.

Dziennikarka utożsamia prywatność z anonimowością; co więcej - zakłada ona, że tak rozumiana prywatność jest wartością samą w sobie. Nie wiem, czemu Strzelecka tak myśli, przebadała jakąś ciekawą grupę internautów, zapytała kolegę z biurka obok, tak jej się po prostu wydaje? Zupełnie niezrozumiały jest dla mnie fragment, w którym - jak rozumiem z drżeniem serca - wpisuje swoje imię i nazwisko do wyszukiwarki, spodziewając się zdjęć pornograficznych.

Strzelecka pisze, że dokonała się największa społeczna zmiana w ostatnich latach i tu niezaprzeczalnie ma rację; przedstawia same negatywne strony tego zjawiska (np. spamowanie). Rozumiem, że egzemplifikacja jest niezbędna w takim artykule, ale czy aż tak bardzo trudno znaleźć jest pozytywne strony tych przemian? Skoro ludzie tak chętnie korzystają z różnego rodzaju serwisów, które polecają muzykę czy książki - jak np. Last.fm, oznacza to, że chcą z nich korzystać, chcą, by słuchanie muzyki, przestało być czymś tak bardzo intymnym, chcą się dzielić z innymi swoimi ulubionymi utworami i móc wyszukiwać nową, nieznaną im jeszcze muzykę. Czym to się różni od naszego ulubionego pana ze sklepu muzycznego, który poleca nam płytę, znając nasze gusta? Ludzie szukają podobnych do siebie, co również tłumaczy popularność Last.fm, wreszcie - najprawdopodobniej nie uważają, by mieli czego się wstydzić i z czym ukrywać, stąd też decydują się na upublicznianie swoich preferencji muzycznych.

Nie wiem, na podstawie czego Marta Strzelecka twierdzi:

Nad informacjami o sobie nie panują nawet ci, którzy prowadzą intensywne życie online.

Czy uważa ona tak dlatego, że wiele osób nie ma problemu z pisaniem bloga, należeniem do społeczności internetowej i upublicznianiem wielu informacji na swój temat (Często jednak są to wiadomości podobne do tych, które mamy na wizytówkach, czy również z nich powinno się zrezygnować? Wszak nigdy nie wiadomo, co ktoś z tymi wiadomościami zrobi, komu je przekaże i jak wykorzysta.)? A może dla tych osób to jest właśnie panowanie nad swoim sieciowym wizerunkiem, konsekwentne go tworzenie i zarządzanie nim?

A najdoskonalsze podsumowanie całego toku rozumowania Strzeleckiej tkwi w zdaniu:

Żeby pracować, prowadzić życie społeczne, głosować albo wypożyczać książki z biblioteki, czasem trzeba korzystać z internetu.

Czasem? Trzeba? (Głosować?)

Update: mam nadzieję, że wszyscy, którzy mój wpis czytają, doskonale wiedzą, że nie krytykuję osoby Marty Strzeleckiej, a przedstawiony przez nią strach; lęk jest tym, co blokuje racjonalne myślenie, stąd też wierzę w edukację i cieszę się, że są podejmowane próby, mające uzmysłowić internautkom i internautom, że korzystając z internetu nie pozostajemy bezkarni i niewidoczni. Zmiana już nastąpiła, a obawa przed nią nie przybliża nas do jej zrozumienia i nauczenia się życia w nowym świecie.






sobota, 15 marca 2008, socin

Polecane wpisy

  • Czasy wszechobecnej intymności

    Ambient intimacy (które tłumaczę jako "wszechobecną intymność" choć może "otaczająca" byłoby lepsze) to termin, który ukuła brytyjska badaczka sieci, Leisa Re

  • Chamstwo w internecie

    Bardzo nie podoba mi się ton dyskusji, jaki w dzisiejszym poranku radia Tok FM usiłował narzucić Jacek Żakowski . Audycję i ciekawe komentarze można znaleźć u O

  • Chronienie prywatności w sieci

    Kilka dni temu PBI na swojej stronie poinformowało o tym, że "polscy internauci nie chronią swojej prywatności". Rozumiem, że miało być w tonie alarmistycznym,

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Po siódme - nie kradnij z Zjadamy reklamy
bo źli ludzie dowiedzą się co robisz i zrobią Ci krzywdę. Jednym zdaniem - spełni się najgorszy sen Marty Strzeleckiej . Stowarzyszenie Developers Against Piracy wypuściło kampanię, która - jak sama nazwa stowarzyszenia wskazuje - ma przeciwdziałać ... »
Wysłany 2008/03/15 12:15:47
Komentarze
2008/03/15 12:38:35
"Pytanie, jaki to może mieć wpływ na pojedyncze historie. W przypadku trudnej sytuacji politycznej ktoś może wykorzystać zarejestrowaną wcześniej biografię".
To stwierdzenie Hanny Palskiej. Przeciez chodzi tez o skale opisywanych zjawsk: czyms jakosciowo i ilosciowo! innym jest ograniczona, jednak, wiedza listonosza, a czyms innym przezroczystosc zapisywanych i przetwarzanych w nieskonczonosc maili, i to nie tych, w ktorych pisze, dlaczego filozofia Levinasa ma sie nijak do swiata wokol, bo kogo to obchodzi, ale tych, w ktorych znajduja sie informacje o tym, gdzie kupuje, i co, i za ile. Chyba tez o to chodzilo Marcie Strzeleckiej?
Nie mam zbyt wielu problemow z funkcjonowaniem w internetowym swiecie, ale pewne zjawiska, powiedzmy, korporacyjne, ale i powiazane z polityka w jej "niepokojacej" wersji, wydaja mi sie odpychajace. I chyba nie chodzi tylko o kulture profesjonalistow, ale i o odczucia tak zwanych zwyklych ludzi, ktorzy sa, na przyklad, wkurzeni, ze nie moga "tak naprawde" skasowac konta gmail - w tym swiecie nieograniczonych mozliwosci, Z JAKICHS WZGLEDOW NIE MA TAKIEJ OPCJI.
-
2008/03/15 17:41:35
Chyba czas już na rozdzielenie obiektywizmu abstrakcyjnego - tego nieistniejącego ideału - oraz obiektywizmu dziennikarkiego (któy chętnie nazwałbym keenowskim) - tego, który istnieje ale nijak ma się do ideału ;)
-
2008/03/15 18:53:42
Z jednej strony każdy myślący człowiek reglamentuje informacje, które są dostępne na jego temat w internecie. Pani MS najwyraźniej nie wzięła tego pod uwagę. Ale z drugiej strony nie każdy jest jest myślący, więc może dobrze będzie jeśli ten tekst przestraszy i da do myślenia kilku osobom, które dotychczas nie myślały o prywatności?
-
ols
2008/03/15 18:59:17
#omujborze
pędzę wyłączać ciasteczka i zakładać drugą skrzynkę

Fajny tam jest jeszcze element pt. "zacytujmy jakiegoś socjologa, będzie bardziej profi". Pani profesor jest równie zorientowana jak autorka, ale wrzuca super miesko typu nawiązanie do PRL i publiczny seks.
-
Gość: zx, *.chello.pl
2008/03/16 22:30:49
Do autorki bloga: przemawia przez Panią frustracja i złośliwość (vide: nagłówek). Może więcej życzliwości i otwartości wobec odmiennych poglądów?
-
2008/03/16 22:48:50
@plfanatyk - na pewno pora wprowadzić jakieś rozróżnienie typu rzeczywistość wirtualna - to, o czym piszą dziennikarki/dziennikarze?

@visegrad - edukacja jest ważna, bardzo. Ale ogłupianie jest złe.

@ols - seks, PRL i ciasteczka. Piwa tylko brak.

@zx - dziękuję za analizę tego, co przeze mnie przemawia. Pozdrawiam.
-
2008/03/17 10:50:33
Jak ja nie lubię takiego straszenia. Nieodmiennie przychodzą mi na myśl te przepisy z początków kolei żelaznych, kiedy przed każdym parowozem obowiązkowo musiał jechać człowiek z czerwoną chorągiewką ;)

Nie chcesz żeby Google "czytał" Twoje maile? ("czytaj" napisałem w cudzysłowach bo wbrew temu co przebija z artykułu, Google nie czyta ze zrozumieniem. Zaledwie reaguje na słowa kluczowe) - to załóż sobie konto komercyjne. Za 9 dolców miesięcznie. Nie chcesz się upubliczniać? To po co Ci konto na Facebooku? Oczywiście trzeba edukować ludność w kwestii prywatności ale takie straszenie powoduje więcej szkody niż pożytku i zniechęca co bardziej bojaźliwych do wzięcia udziału w informacyjnej rewolucji. A przez to - wpędza ich w wykluczenie.

Poza tym po wyłączeniu cookies i założeniu sobie drugiego konta (pewnie na yahoo albo tlenie ;)) autorka artykułu pewnie poszła do sklepu, zapłaciła kartą a przy kasie pokazała kartę swojego programu lojalnościowego żeby nabić punkty. A potem pojechała na stację benzynową i po zatankowaniu też wylegitymowała się swoją kartą. I przez cały ten czas miała włączony telefon komórkowy :))
-
2008/03/19 18:34:34
Autorka się bała na potrzeby tekstu... :)

Co do meritum, z dwojga złego: zalew ślepej reklamy a reklamy sprofilowane pode mnie, chyba wolę to drugie. Ale sądzę, że jest pewna nieuchwytna granica, u każdego w innym miejscu, gdzie prywatność jest naruszana, bo korporacja, jako taka, nie ma sumienia jak listonosz, czy sklepikarka z mojego osiedla.
-
Gość: mania z miasta wrocław, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/22 00:23:12
Przepraszam, ale czy mam przyjemność z tą samą Martą K. z wrocławskiej SGI? Mam nadzieję, że nie biją tutaj za offtopowe komentarze. Pozdrowy.