Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

Komentowanie - między dyskusją a kompleksami

Od pewnego czasu biorę udział w agorowym projekcie Technoblog. Choć niedookreślony jeszcze do końca tematycznie, nie w pełni zadowalający formą, to jednak kusi możliwością dotarcia do osób, które niekoniecznie czytają mojego bloga, ba - niekoniecznie zaglądają na blogi jako takie. Licząc na ciekawe dyskusje, merytoryczne uwagi, burze mózgów etc., zdecydowałam się na to, by częściej publikować tam, niż tutaj. I - póki co - jestem w konfuzji.
 
Mojego bloga czyta regularnie kilkanaście, może kilkadziesiąt osób, które znam nie tylko z komentarzy, ale również z czytania ich blogów, niektóre z nich miałam okazję spotkać osobiście. Są to często ludzie, których głosy cenię, których krytyka jest nawet cenniejsza niż pochwała, z którymi dyskusja rodzi nowe pomysły i pozwala weryfikować różnego rodzaju hipotezy. Liczyłam, że coś takiego, na większą jednak skalę, czeka mnie i innych piszących na technoblogu. I nic nie rozumiem. Bo komentarze, jakie tam się pojawiają w sporej mierze dotyczą raczej kompleksów i frustracji komentujących, niepomiernie rzadko odnosząc się do meritum tekstu.
 
Może to błędne założenie, ale podejrzewam, że gdybym teksty, które pokazują się na tnb, zamieszczała tutaj, część moich czytelniczek i czytelników nie pozostawiłaby ich bez istotnych uwag. Na technoblogu natomiast dowiaduję się głównie, że jestem sponsorowanym przez Billa Gatesa warszawskim wykształciuchem. Rozumiem, że ludzi bolą różne rzeczy, ich prawo do pisania w sieci o tym. Bo nie jest tak, że w konfuzję wprawiają mnie te komentarze - do wielu z nich nie warto się w ogóle odnosić, godząc się na ich istnienie jako skutek uboczny takiego rodzaju działalności, jakim jest pisanie na tnb. W konfuzję wprawia mnie mała obecność rzeczowej, merytorycznej dyskusji. Bo choć wiele racji ma Alek Tarkowski, gdy pisze, że blog to często taki notatnik osobisty z pomysłami do rozwinięcia, to według mnie te pomysły - także te, które zamieszczam na technoblogu - warto konfrontować z innymi. Tnb jednak takiej funkcji, przynajmniej w moim przypadku, nie pełni i ciągle nie mogę zrozumieć, czemu tak się dzieje. Dziwne.
niedziela, 25 listopada 2007, socin

Polecane wpisy

  • Czasy wszechobecnej intymności

    Ambient intimacy (które tłumaczę jako "wszechobecną intymność" choć może "otaczająca" byłoby lepsze) to termin, który ukuła brytyjska badaczka sieci, Leisa Re

  • Chamstwo w internecie

    Bardzo nie podoba mi się ton dyskusji, jaki w dzisiejszym poranku radia Tok FM usiłował narzucić Jacek Żakowski . Audycję i ciekawe komentarze można znaleźć u O

  • Chronienie prywatności w sieci

    Kilka dni temu PBI na swojej stronie poinformowało o tym, że "polscy internauci nie chronią swojej prywatności". Rozumiem, że miało być w tonie alarmistycznym,

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: bumelant, *.chello.pl
2007/11/25 13:32:48
Jeśli przyjąć, że w dowolnej grupie odbiorców liczba osób leczących swoje kompleksy dąży do pewnej wartości liczbowej, to przy szerszej grupie odbiorców więcej takich osób się ujawni (1)

Wydaje mi się, że ludzie, którzy leczą swoje kompleksy prędzej będą je leczyć tam, gdzie są bardziej anonimowi i czują potęgę jakiejś grupy, która jest z (1) większa. Tutaj na blogu o nazwie "Socjologia internetu" można łatwo się naciąć na silne kontrargumenty innych komentujących i autora, nie jest się tak w pełni w sfrerze publicznej. Bo tu nie jesteś, Marto, takim do końca anonimowym "dziennikarzyną z GW", na którego wręcz w dobrym tonie jest wylewać pomyje, tutaj jesteś u siebie.

Poza tym dla wielu ludzi (w tym mnie) komentowanie i czytanie wpisów na dużym portalu (a Technoblog jest przecież takiego odnogą) jest jednak mało atrakcyjne z uwagi na kocznieczność przebicia się przez grupę postów niezwiązanych z tematem. Bardzo ciężko jest prowadzić tam rzeczową dysksusję. Dobrze ilustruje to ten stary kawał w pierwszej lepszej permutacji:


Pytanie: ilu forumowiczów potrzeba, żeby zmienić żarówkę?

1 - Aby zmienić żarówkę i napisać że żarówka została zmieniona
14 - którzy podzielą się podobnymi doświadczeniami przy zmienianiu żarówki i napiszą o tym jak inaczej można było to zrobić
7 - którzy ostrzegą o niebezpieczeństwach grożących przy zmianie żarówki
1 - którzy przeniesie temat do działu "Oświetlenie"
2 - którzy zaczną się kłócić i przeniosą to do działu "Elektryka"
7 - którzy wytkną błędy gramatyczne/ortograficzne w postach na temat wymiany żarówki
5 - którzy pojadą tym co wytykali błędy
3 - którzy poprawią te błędy
6 - którzy będą się kłócić czy pisze się "żarówka" czy "rzarówka" i 6 którzy powiedzą im że są głupi
2 - profesjonalnych elektryków którzy poinformują wszystkich że mówi się "lampa"
15 - wszechwiedzących, którzy twierdzą że siedzieli w tym temacie i mówi się "żarówka"
19 - którzy napiszą że to forum nie jest o żarówkach i powinno się to przenieść do forum o żarówkach
11 - którzy obronią temat mówiąc że wszyscy używają żarówek więc temat pasuje
36 - którzy będą debatować która metoda zmieniania żarówek jest lepsza, gdzie kupić żarówki, jakiej marki i które są wadliwe
7 - którzy podeślą linki gdzie można zobaczyć różne przykłady żarówek
4 - którzy napiszą że te linki nie działają i podeślą nowe
13 - którzy zacytują kilkanaście postów pod cytatami pisząc: "Ja też" / "Zgadzam się"
5 - którzy napiszą że odchodzą z forum bo nie mogą dłużej znieść kontrowersji wokół żarówek
4 - którzy napiszą że "BYŁO!"
13 - którzy napiszą żeby "szukać" zanim napisze się kolejne pytania o żarówki
1 - który zrobi mały hijack i zapyta się jak wymienić klakson
1 - n00b lurker który odpowie na oryginalny post po pół roku i zacznie temat od nowa
-
Gość: franekb, *.internetdsl.tpnet.pl
2007/11/25 14:42:24
wg mnie chodzi o cos w rodzaju szacunku do strony, ktora sie znalazlo samodzielnie; w odroznieniu do braku szacunku dla strony, na ktora wpadlismy przez przypadkowo ciekawie wygladajaca reklame na innej stronie o niczym szczegolnym
-
2007/11/25 14:53:20
@bumelant - dzięki za anegdotę, nie znałam, dobra i prawdziwa.

@franekb - szacunek do strony? a nie powinno się przypadkiem szanować ludzi, którzy stoją przecież za każdą stroną?

dziękuję za odpowiedzi, cenne bardzo :).
-
Gość: franekb, *.internetdsl.tpnet.pl
2007/11/25 15:14:00
no tak... ja chyba za bardzo nie rozrozniam tresci od tworcy :)
poza tym o wiele latwiej dostrzec prawdziwa osobe w mniejszych serwisach
zreszta, powtarzam w troche inny sposob to, co napisal bumelant, sorry...
-
2007/11/25 18:21:57
Myślę, że problem polega na tym, że Technoblog jest częścią dużego, komercyjnego przedsięwzięcia. I może to powoduje niechęć do piszących- "działacie na rzecz komercyjnej machiny, na pewno dostajecie za artykuły pieniądze i w dodatku jesteście lepsi od innych, bo ktoś Was do Technobloga zaprosił" (oczywiście powyższe to próba wczucia się we frustrata- na wszelki wypadek wyjaśniam). Wypadacie zatem z łańcuszka pasjonatów, którzy piszą dla dwudziestu czytelników dziennie i wchodzicie w obszar dużej oglądalności- dokładnie, oglądalności, a nie czytelnictwa, bo wielu odbiorców nie raczy zagłębić się w treść- ponieważ Technoblog ma trafiać do szerokiej grupy odbiorców (tak przynajmniej myślę, to również efekt związków z komercyjnym przedsięwzięciem). W dużej liczbie odbiorców więcej frustratów, więcej również tych, którzy nie rozumieją, o czym piszecie. I nie przejmowałbym się specjalnie kretynami. Bo całkiem sporo z nich, dam sobie rękę uciąć, podobne brednie pisze całymi dniami na dziesiątkach serwisów.

A mam nieco podobny poblem- odnośnie tego, gdzie publikować- mniej więcej od roku, kiedy obok HIPERbLOGa prowadzę również pracownię54. Gdzie opublikować nowy wpis? I wierz mi, że nie mam stałych kryteriów.

Pozdrawiam.
-
Gość: err, *.011-292-73746f34.cust.bredbandsbolaget.se
2007/11/26 00:38:58
anegdota dobra! brakuje mi jeszcze "3 ostrzeżenia admina" i "2 odwołania do regulaminu" :)

a jeśli chodzi o komentarze - czy nie jest tak, ze blogi przez swoja niszowosc maja bardziej "intymny" charakter? Skupiają, jak mowisz, znajomych i inne postacie z pewnego kręgu, plus ileś tam nieznajomych (jak np. ja), którzy są tu bo coś ich zaciekawiło.

A taki technoblog, na który jeszcze niedawno prowadziły linki z głównej Gazety.pl to już przestrzeń "publiczna". To jak wyjście z ciepłego mieszkania na brudną klatkę schodową 10 piętrowego bloku. Przy okazji cały technoblog, będąc ściśle związany z portalem gazety, dziedziczy również wszystkie jego wady - wraz ze specyficzną społecznością komentatorów.

Ale mimo to technoblog może być. Tylko komentarze można gdzieś schować. A może promować wypowiedzi ludzi, którzy faktycznie mają coś do powiedzenia, bo np. sami prowadzą ciekawe blogi?
-
2007/11/26 01:00:18
1) w gazetach nie ma komentek - gdyby były, to chamstwo byłoby takie samo. dlaczego?

2) bo w swojej masie userzy wykryją każdą nieścisłość, błąd rzeczowy, słabą składnię, lenistwo. i to napiszą w komentarzu. a przecież nie ma tekstów idealnych. wszystko można zdyskredytować - kwestia ilość czasu, dostępu do źródeł i chęci użytkownika.

3) a wtedy "nie ma mocnych". nawet najlepszy autor nie poradzi setce adwersarzy. no chyba, że jest Wojtkiem Orlińskim i to lubi. ale większość osób się "wypala", ma problem z akceptacją takiej ilości negatywnego feedbacku (nie tylko tego chamskiego!)

4) wtedy przychodzi refleksja - może wrócić do pisania na blogu? tam, gdzie ciepło, przyjemnie, gdzie każdy poklepie po ramieniu? czy dalej mierzyć się z komentkami, gdzie walka jest z góry przegrana?:)

huh?:)
-
2007/11/26 11:15:33
no właśnie problem w tym, że w większości przypadków nie chodzi o nieścisłości i błędy - wtedy byłoby świetnie. przy większej liczbie komenatrzy dominuje raczej bezinteresowne przyczepianie się, nie podparte żadną argumentacją. czasem mam wrażenie, że w polskim internecie - jeśli wyjdzie się poza kręgi znajomych i "klepanie po ramieniu" - dominuje chęć skopania cudzych wypowiedzi, bez potrzeby artykułowania własnych. taka malkontencka kultura bierności.
-
2007/11/26 12:04:42
@err - mieszkam w 10piętrowym bloku i klatka w nim jest równie przyjazna, jak moje mieszkanie, czysta i zadbana - bo nikt tam nie śmierdzi, nie bazgra po ścianie (może pomaga w tym ogłoszenie administracji: "pamiętaj, że klatka schodowa to też twój dom!"?;).

@radek.zaleski - czytanie ze zrozumieniem: napisałam, że chętnie zmierzyłabym się z merytorycznymi komentarzami, ba, to był jeden z powodów, dla których zdecydowałam się na pisanie na tnb. teraz pod jednym z moich art ktoś napisał, że jest bez sensu, bo wystarczyłoby dokładnie znać przepisy prawa. i choć nie podał dokładnych namiarów, to jest to ciekawe i z pokorą mogę pochylić głowę - nie wiedziałam, że prawo w jakiś sposób może regulować np. nazwy i adresy blogów. a reszta? sam powiedz, w jaki sposób można odpowiedzieć np. na komentarz: "niczego sie nie dowiedzialem, pani przyszla doktor." czy "jazda po ogolnikach, ble!" bez zniżania poziomu? bo ja nie wiem.

ciekawe jest to, na co kilkoro z Was zwróciło uwagę, o czym ja nie myślałam - tnb jako projekt komercyjno-korporacyjny może wywoływać niechęć i frustrację właśnie z tego powodu. ja chyba czasem przeceniam ludzi, to mój problem ;).
-
2007/11/26 13:05:48
"projekt komercyjno-korporacyjny może wywoływać niechęć i frustrację właśnie z tego powodu"

nawet nie to. one wywołują nienawiść. i zawsze, ale to zawsze, "są do dupy, wtórne, słabe, beznadziejne":). tak to już jest w internecie. trzeba się przyzwyczaić.


-
Gość: err, 78.47.171.*
2007/11/26 14:49:59
@socin: ok, może mamy inne skojarzenia, ale przesłanie zrozumiałaś. Btw. ja jeszcze pamiętam jak domofony wcale nie były popularne i bylem na paru klatkach schodowych, które śmierdzą.

Z drugiej strony - są tez serwisy, które maja kulturalne komentarze.

Zagadka - jak im sie to udaje? Albo mówiąc naszym językiem: co sprawia, ze inna klatka schodowa nie śmierdzi?
-
Gość: agnie, *.lanet.net.pl
2007/11/26 15:25:59
Ostatnio zastanawiałam się nad podobnym problemem. Myślę, że w sumie odpowiedzi są dwie (ja dwie znalazłam):
1. Masa ludzka czytająca jest odwrotnie proporcjonalna do ilości sensownych komentarzy;
2. Chodzi o różnicę pomiędzy blogiem a formułą bloga. Blog oznacza że jakaś osoba prywatna gdzieś w internecie postanawia dzielić się swoimi przemyśleniami, wszystko jedno czy na temat pieczenia ciastek, problemów emocjonalnych, ciąży czy badań naukowych. Komentując takiego bloga, zwracamy się do tej konkretnej osoby. Gdy blog jest tworzony już przez kilka osób "odpowiedzialność" za niego się rozmywa. Gdy, dodatkowo, krąży nad nim informacja o jakiejś patronującej instytucji medialnej - przechlapane. Wtedy blog przestaje być blogiem, przestaje być, metaforycznie mówiąc, osobą, a staje się po prostu elementem bliżej niesprecyzowanego Systemu podstępnie korzystającego z formuły bloga w celu uśpienia czujności niewinnego i naiwnego odbiorcy. Nie twierdzę oczywiście że to proces świadomy, ale sama złapałam się na tym, że do blogów grupowych lub pisanych "pod patronatem" podchodzę na początku bardzo ostrożnie. Dużo ludzi postrzega blogosferę jako przestrzeń wolnej, osobistej wypowiedzi. Nie da się produkować wolnych i osobistych wypowiedzi ani w grupie ani pod sztandarem.
-
Gość: , *.e-wro.net.pl
2007/11/26 18:00:02
a może to kwestia tego, że pośród wszystkiego co do tej pory napisałaś (i na swoim blogu, i w projekcie agory) ten artukuł był naprawdę najsłabszy? czytając go ma się pewien niedosyt, i tyle.
dla mnie to był opis sytuacji a nie żadna tam analiza...
może miałaś gorszy dzień?
ciepło pozdrawiam
-
2007/11/27 00:32:25
co do komentarzy i umiejętności radzenia sobie z nimi polecam poczytać tego pana:

pawelpaliwoda.salon24.pl/index.html

niesamowite, prawda?
-
2007/11/27 10:27:57
Dzięki wszystkim za cenne uwagi, mam nad czym myśleć :).
-
2007/11/29 09:58:05
Księdza rozebrać przyszłam na koniec...
Polskie piekiełko socin nic innego. Dopókiś nasza, w miarę równa jest wszystko ok, ale zechciej się odbić wyżej to od razu tłum ściąga w dół.
Albo wyszukają haki, niezbyt udane wypowiedzi, coś z życiorysu lub po prostu wytkną żeś się sprzedała wykształciuchu. Pamiętam pierwsze komentarze u eireny po otworzeniu konkursowego bloga.
Płakać się chciało.
pzdr
-
Gość: zedd, *.univ.szczecin.pl
2007/11/29 10:50:39
Może ktoś kiedyś napisze pracę charakteryzującą społeczność "komentatorów"... Kto komentuje? Jaki przedział wiekowy robi to najczęściej i dlaczego wogóle to robi? Jakie grupy? Może płeć? Zawód? Jaki cel przyświeca pisaniu komentarzy? Czemu tak mało ludzi wogóle je pisze? Jakie cechy wspólne mają ludzie, którzy komentują? Wydaje mi się, że wnioski byłyby naprawdę zaskakujące.
-
2007/11/30 15:21:26
Ze swej strony trzymałbym się idei o charakterze metodologicznym, w myśl której problem ze "złośliwymi" komentarzami wywołany jest specyficznym i zarazem pozornym, charakterystycznym dla "czasów 2.0", rozmyciem granicy między refleksją profesjonalną a doświadczeniem potocznym. Oto refleksja dotycząca internetu pojawia się w internecie. Badacz prezentuje fragmenty swoich ustaleń badawczych w obszarze, w którym na co dzień żyje "przedmiot" jego badań czyli internauta. No i ostatecznie spotykają się na blogu dwie wizje internetu: teoretyczna (profesjonalna) i praktyczna (potoczna). Nic dziwnego, że pojawia się niezrozumiałe z perspektywy blogera krytykanctwo płynące ze strony niektórych komentatorów, skoro ci ostatni w swoim własnym doświadczeniu internetu rozumieją siebie samych inaczej, niż profesjonalista próbujący z dystansu i za pośrednictwem aparatu pojęciowego teorii zrozumieć ich zachowanie.

Jeśli kogoś ów "metodologiczny" aspekt interesuje, to zapraszam do lektury "szkiców", które pojawiły się na moim blogu: Digital text is different i Sieć z dwóch perspektyw .
-
2007/12/04 23:09:37
Heh, przypadkowo znalazłem się w identycznej do Ciebie sytuacji. Z mojego cichego, przytulnego bloga, otoczony wąskim, ale wiernym gronem czytelników i komentatorów wskoczyłem w rozszalały wir Systemu. Kiedy zacząłem pisać to Bryły (tak, tak to ten sam silnik co Technoblog;),to co wcześniej było słowami otuchy i gratulacjami stało się rozszarpywaniem padliny na ubitym gruncie. Zacząłem sobie nawet prowadzić osobisty ranking co lepszych komentarzy dotyczących mojej osoby - kiedyś pochwale się nią potomstwu;) Byłem więc już:

1. Analfabetą i dyslektykiem, który powinien wrócić do szkoły
2. Żydowskim agentem
3. Dla równowagi ostatnio zostałem też agentem minister Fotygi
4. Pismakiem na usługach developerów
5. Nazywanym również dziwką developerów
6. Debilem, ignorantem, psem - o innych zwierzętach nie wspominam;)

Przyznam, że początki były trudne. Odświeżałem komentarze jak oszalały i prawie trząsłem się z nerwów. Ale skóra robi się z czasem coraz grubsza od bata. Teraz już mało co potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Reaguje tylko na krytykę merytoryczną (a błędy zdarzają mi się niestety dość często...).

Radek dobrze wypunktował o co chodzi przy takich serwisach, bo i siedzi mocno w temacie. Czasem myślę sobie nawet, że chętnie wszedł bym w polemikę z komentatorami (nie powiem, lubię to robić), ale góra trochę marudzi, więc puszczam wszystko mimo ucha i robie dalej swoje dla tych, którzy to docenią. I Tego też tobie życzę. No i pozdrowienia z Wro;)
-
2007/12/04 23:12:43
I Tego też tobie życzę >>> w tym zdaniu zamieniły mi się literki "t"...
-
2007/12/06 08:47:59
ucholife - dzięki za komentarz, egocentrycznie nie zauważyłam, że to po prostu taka tendencja jest, dowalić komuś, kto gdzieś tam zaistniał (choćby na czymś takim, jak jeden z gazetowych serwisów), ale że tym ludziom się chce tak tę swoją żółć wylewać?
-
Gość: , *.play-internet.pl
2012/01/24 02:21:08
siema ladne huie
co poorrabiać e szmatty