|
Blog > Komentarze do wpisu
nudna ta blogosferawłaśnie się zorientowałam, że pierwsze zdanie wczorajszego pierwszego postu brzmi niemal dokładnie tak samo, jak tytuł kolejnego wpisu; a chodzi o to, że jest nudno. co prawdą jednak nie jest - a przynajmniej nie całą. ponieważ jednak alek tarkowski rzucił pod jednym z tych wpisów zachętę do dyskusji na temat słabości polskiej blogosfery, spróbuję podjąć rękawicę i wyjaśnić tym samym swoje znudzenie. (będzie chaotycznie, uprzedzam.) zacznę od tego, że właśnie skończyłam pisać artykuł o blogach pisanych przez kobiety chorujące na raka piersi. tekst po polsku, a analizowane blogi w 90% angielskojęzyczne. może źle szukałam, ale znalazłam tylko trzy blogi (w dodatku na onecie, a dwa z nich były w zasadzie jednym blogiem, tyle, że pod różnymi adresami) pisane w języku polskim, traktujące właśnie o chorowaniu na ten rodzaj nowotworu. a niby taka zróżnicowana i bogata ta polska blogosfera. dalej, spośród osób, które wraz ze mną studiują i piszą doktorat w instytucie socjologii uwr, tylko jedna ma swojego bloga, a nawet dwa i choć są one ciekawe i doskonale pisane, co sprawia, że mogę się przekonywać, że nie liczy się ilość, a jakość, to jednak zupełnie nie wiem, czemu pozostałe osoby, mające dostęp do internetu, blogów nie piszą. ba, nie mają swoich stron w internecie, nieliczni funkcjonują w postaci profili na społecznościach. większość nie istnieje w internecie. a to przecież elita, doskonale wykształceni, młodzi, oczytani, piszący (głównie do niszowych publikacji, których nakład nie przekracza trzech setek i które trafiają wyłącznie w ręce autorów i autorek, zaś reszta jest rozsyłana do bibliotek lub zalega tu i ówdzie), mający swoje zdanie na wiele tematów, co więcej - znający się bardzo dobrze na przynajmniej jednym zagadnieniu. skoro więc oni i one nie piszą, to jak nie ma być nudno? dalej, większość poczytnych blogów - skupmy się już teraz wyłącznie na tych traktujących o internecie - pisana jest przez mężczyzn (czy pominęłam kogoś?), którzy z siecią związani są zawodowo, a interesują ich przede wszystkim zagadnienia technologiczne. nie są humanistami, robią błędy ortograficzne (co mi znacznie utrudnia percepcję) i używają wielu terminów, które zupełnie mnie zniechęcają. do czytania, a co dopiero do komentowania. jasne, technologia jest ważna, no pewnie, że jest. niech więc sobie będą te blogi, niech sobie panowie piszą. ale gdzie jest reszta? i jeszcze. język polski jest niszowy, tak bardzo, jak to chyba możliwe. piszemy po polsku, czytają nas tylko ci, którzy językiem tym władają (i mają dostęp do sieci, i czas, i ochotę), oni również komentują. a reszta świata bloguje po angielsku. może więc pora uruchomić anglojęzyczną wersję bloga? pytanie tylko czy to ma sens - kolejny blog o społecznych aspektach internetu w języku angielskim, kto to będzie czytał? pewnie jeszcze mniej osób, niż tenże blog pisany w języku polskim. wnioski? blogosfera może i trafiła w polsce pod strzechy, ale niekoniecznie pod wszystkie, jakby pomijając przy tym wiele fascynujących nisz, a koncentrując się na uderzeniach w kilku zaledwie miejscach. myślę jednak, że to się zmieni, choć w sumie pewnie się mylę, bo: doktoranci i doktorantki nie piszą o swoich badaniach w internecie, aby nikt im pomysłu nie ukradł. a jak mają coś do napisania, to wolą przedstawić to w formie referatu czy publikacji, za które to otrzymuje się odpowiednią ilość punktów, które po zsumowaniu dają (lub nie) stypendium. inni nie piszą, bo też im się pewnie nie opłaca, bo internet nie jest wiarygodnym czy istotnym źródłem ani wiedzy, ani wymiany informacji. więc po co. w sumie, odpłynęłam trochę od tego, o czym pisał alek: ja też myślę, że jest strasznie nudno, i czasem myślę, że wiem czemu - bo wszyscy piszemy w pewien sposób, który jest kompletnie pomylony i na nic niepotrzebny. nie mam czasu tego spisać, ale w największym skrócie donosy o wydarzeniach zza granicy okraszone odrobina komentarza robia z nas eleganckie serwisy informacyjne, ale blogosfera to nie jest. i chyba jeszcze sie mylimy kto nas tak naprawde czyta. ale to chyba dlatego, że to, co najważniejsze napisałam już w komentarzu: myślę, że jest nudno i blogi wyglądają tak, jak wyglądają, bo jednak niewiele się u nas (w sensie - w polsce) dzieje. pisanie o twitterze czy facebooku to dodawanie internetowi wirtualności: kto w polsce w ogóle wie, czym są te serwisy (pomijam małą, przesubskrybowaną, garstkę)? nasza-klasa jest naprawdę nudna (no, dobrze, przesadzam, piszę właśnie o tym, jak to genderowo tam wygląda i to jest niesamowite), wymiana limetki na pracowników.it (?) mnie nie rusza, więc niejako pat. bo albo pisać o tym, co w stanach, decydując się na zupełne pozbawienie jakiegokolwiek kontekstu lokalnego (ktoś widział na oczy iphone'a?), albo pisać o tym, co tutaj, czyli znowu nuda. wtorek, 16 października 2007, socin
TrackBack
Nudna blogosfera?
Marta Klimowicz wsadziła kij w mrowisko. Zakotłowało się w komentarzach, a potem we wpisach na innych blogach. Ja patrzę na to z dystansem, nuda to pojęcia subiektywne i w polskiej blogosferze jej nie doświadczam. Znam też blogowy, kąśliwy ch... » Wysłany 2007/10/22 22:49:36
Blogonuda
z Kartonki
Teksty źródłowe: Socin , Reuptake , Hazan , znowu Socin , Radek A się wezmę podczepię pod dyskurs. » Wysłany 2007/10/23 12:08:25
Aktywizujmy blogosferę
z wuzetes...
Swego czasu mieliśmy dyskusję na temat nudy w polskiej blogosferze. I faktycznie, przeglądam wiele polskich blogów i czasem odnoszę wrażenie, iż wieje nudą. Celowo napisałem wrażenie - bo jeśli przyjrzymy się bliżej to znaleźć można ... » Wysłany 2008/03/07 15:49:18
Komentarze
2007/10/16 01:41:44
Zastanawia mnie jednak oczywiście pewna racja kolegi - jest prawie druga w nocy a ja piszę komentarze na blogu lub - jak w ostatnich dniach - dłubię w HTML i CSS, by podrasować wygląd swojego bloga. Owszem, zdobywam w ten sposób jakąś wiedzę. Wyrywkową, której nigdy nie poszerzę tak, by stać się w dziedzinie HTML ekspertem... On skupia się na dużo mniejszym wycinku i konsekwentnie się go trzyma unikając od skojarzenia do skojarzenia i od dygresji do dygresji tak charakterystycznego dla blogosfery. Nie dodaje kolejnych RSS-ów do ulubionych, nie śledzi kilkudziesięciu blogów... Pewnie ma więcej czasu dla siebie i bardziej się wysypia ;)
Może to chaos i "zasobożerność" blogosfery odstręcza część ludzi o wejścia w to z całą mocą? Szczególnie, że koszta poważne - a zyski niepewne... 2007/10/16 11:29:44
Nie pamiętam kto kiedyś powiedział (zapewne jakiś guru - chyba Robert Scoble), że blog pozwala usłyszeć głos autora, a książka pozwala zrozumieć jego myśli.
Co do nudy, rzeczywiście za ciekawie to ni jest, wszyscy piszą w miarę o tym samym. Ale wydaje mi się, że to kwestia ewolucji wartości poszczególnych autorów. Mniej już trochę nudzi takie pisanie, więc eksperymentuję z książka, drugim blogiem, bardziej filozoficznym, etc. Jednak ten proces "ewolucji" trochę mi zajął. Niewątpliwie blog dał mi głos i to jest chyba najważniejsze. Uważam akurat, że przeskakiwanie od wątku do wątku jest dobre - pozwala rozeznać świat. Czasami potrzebna jest jednak chwila refleksji, ale paradoksalnie coraz łatwiej mi to przychodzi ponieważ jest ona tym cenniejsza im większy chaos zaczyna mnie otaczać. 2007/10/16 16:26:29
Oczywiście, że skakanie ma swoje plusy. Co więcej - dla mnie, dziennikarza, jest po prostu normalną metodą pracy. Ale dla człowieka akademii, który teoretycznie mógłby wnieść do blogosfery pewnego rodzaju ożywienie, jest to metoda nieatrakcyjna. Nie wiem, czy jest tu jakaś bariera wejścia?
Co do ewolucji, to ja właśnie tak traktowałem stopniową zamianę for dyskusyjnych na bloga. Streszczało ją motto pierwszego z nich - "Jestem stary, nie dyskutuję, strzelam" (To Marcin Świetlicki). Ciekawe jest to, że w moim odczuciu blog jest bardziej osobistą formą wypowiedzi, niż dyskusja na najbardziej nawet intymnej grupie dyskusyjnej - tymczasem dla wielu osób blog to ekshibicjonizm, komentarze to głupota i jeśli już to forum lub grupa mailowa wchodzi w grę, jako forma bardziej merytoryczna. Przynajmniej ja się z czymś takim stykam. 2007/10/16 16:55:33
W klasyfikacji najczęściej używanych języków na świecie, język polski jest na 29 pozycji, kilka pozycji za włoskim (23 pozycja). Moim zdaniem to wysoki ranking. Zatem "niszowy" to nietrafne określenie.
"nie są humanistami, robią błędy ortograficzne" Ty na przykład nie używasz dużych liter, więc też kaleczysz język polski. 2007/10/16 17:11:31
@rudy102, domino00 może dacie się namówić na większą dyskusję i napiszecie coś na ten temat u siebie? bo zaczyna się robić ciekawie.
@proces7 wiesz te klasyfikacje to takie trochę pocieszanie się, że nie mamy najniższego pkb w europie, wszak jesteśmy drudzy od końca. czy jakoś tak. a co do błędów ortograficznych - ja ich nie znoszę i tępię, natomiast pisanie małymi literami jest dla mnie bardzo naturalne w środowisku internetowym, choć jestem w stanie zrozumieć, że komuś może przeszkadzać, podobnie, jak rozumiem, że wielu osobom nie przeszkadza mówienie "włanczam" czy pisanie "rórznie". itd. 2007/10/16 17:44:56
Socin
Pozwolę sobie wkleić link do Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Najcz%C4%99%C5%9Bciej_u%C5%BCywane_j%C4%99zyki_%C5%9Bwiata#Klasyfikacja Powiem szczerze, że sam byłem zaskoczony faktem, iż język polski ma tak wysoką pozycję. Zobacz jakie tuzy nas wyprzedzają. Giganci pełni dialektów. Bo na przykład portugalski- brazylijski różni się w piśmie od europejskiej matki. Być może nie jestem "internetowym wykształciuchem", ale dla mnie takie pisanie nie jest naturalne. Twój blog jest polecany dziś przez portal Gazety.pl. Wejdzie jakiś nastolatek i pomyśli, że tak jest jazzy i tak zacznie pisać. 2007/10/16 18:02:56
@proces7 - dzięki za linka, dokładnie to miałam na myśli: język polski jest między gudźarati a malajalam. to rzeczywiście mainstream. a za to, jakie wzorce czerpać będą ode mnie nastolatki jakoś nie chce mi się odpowiadać.
2007/10/16 22:12:24
a ja nie wiem o co ci chodzi:
- czy że w ogóle jest mało ciekawych blogów? - czy że jest mało webdwazerowego ględzenia w sosiku a'la Scoble? tego drugiego prawie nie ma, bo ten cały świat pseudo-społeczności prawie nikogo poza garstką fascynatów nie obchodzi. a polski internet jest ciekawy, tylko że odbiega to od kanonów blogopoprawności nakazujących podniecać się facebookiem i twitterem. Nasz internet to fotki, plotki i pudelki, maksiory, blogaski na onecie, fora na gazecie, goldenline zamiast linkedina, kazimierz marcinkiewicz, salon24. I Stefan. Stefan z pewnością nie jest nudny. 2007/10/16 23:06:43
> jednak zupełnie nie wiem, czemu pozostałe osoby, mające dostęp do
> internetu, blogów nie piszą. ba, nie mają swoich stron w internecie, Mam dostęp do internetu, bloga nie piszę (i nie zamierzam pisać), moja "strona domowa" istnieje w postaci szczątkowej - w jednym miejscu wisi licencjat i magisterka, w drugim zadania dla studentów, w miejscu "nie do znalezienia bez linku" są jeszcze zdjęcia z różnych wyjazdów. > nieliczni funkcjonują w postaci profili na społecznościach. Tzn.? Mam profil na LinkedIn, bo może mi się kiedyś w życiu przydać. Profili na naszej klasie, facebooku itp. miejscach nie mam, bo jeśli zależy mi na utrzymaniu kontaktu z kimś, to go utrzymuję (dla osób mających problemy z logiką - stąd wynika, że jeśli nie utrzymuję z kimś kontaktu, to znaczy, że nie chcę go utrzymywać (ew. ta osoba nie chce)). Tu jest implikacja, z którą się nie zgadzam: > większość nie istnieje w internecie Mimo niepisania bloga i braku sensownej strony domowej istnieję w Internecie. Wystarczy, że pierwsze kilkanaście stron, wypluwanych przez Google'a po wpisaniu mojego imienia i nazwiska, jest o mnie. Można tam znaleźć informacje o moich zainteresowaniach, miejscowości, w której się wychowałam, skończonych studiach, oficjalny adres mailowy, ba - nawet zdjęcie i częściowy plan tygodnia. Naprawdę nie uważam, żeby losowa osoba miała wiedzieć o mnie więcej. Oprócz tego, istnieję też w wersji "nieoficjalnej", choćby pod tym loginem piszę na forach, pisałam kiedyś na grupach dyskusyjnych, czasami komentuję blogi. Nie jestem zupełnie anonimowa i świetnie zdaję sobie z tego sprawę - przy pewnej dozie samozaparcia i wiedząc gdzie i czego należy szukać daje się jednoznacznie przypisać ten login do realnie istniejącej osoby. Nie jest to jednak całkowicie automatyczne i o to chodzi - rozmawiając w poczekalni u lekarza też nie przedstawiam się z imienia i nazwiska i nie chwalę się swoim miejscem pracy. Jeszcze odnośnie nudności polskiej blogosfery - ile czytałaś blogów na joggerze albo polskojęzycznych na wordpressie? Bo z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że przynajmniej te joggerowe czyta się dużo, dużo lepiej niż bloxowe (oczywiście mówię o przeciętnej - WO mało kto jest w stanie pobić). Gazeta, wp & onet to nie jest cały polski Internet. A już szczególnie, jeśli szukasz ludzi, którzy mają coś mądrego do powiedzenia. 2007/10/16 23:39:46
@socin
> może dacie się namówić na większą dyskusję i napiszecie > coś na ten temat u siebie? bo zaczyna się robić ciekawie Już jakby się daliśmy namówić Obgadałem znajomego w miejscu publicznym - nie wiem, czy to ciekawe, ale nie będę tego powtarzał ;) W poważnie - nie chce mi się tego dublować ani przeklejać bez kontekstu. Wolę dyskusję w komentarzach - jak będzie twórcza, to może jakieś resume zrobię? @avatar > tego drugiego prawie nie ma, bo ten cały świat > pseudo-społeczności prawie nikogo poza garstką > fascynatów nie obchodzi. Czasami też mam takie wrażenie, że problematykę sieci roztrząsa garstka teoretyków, natomiast większość po prostu używa tego narzędzia tak, jak im jest najwygodniej. I nie urefleksyjnia tego specjalnie tak, jak poza garstką hobbystów mało kto urefleksyjnia jeżdżenie samochodem, choć można jeździć samemu, z rodziną, do pracy, na wakacje, na zakupy, codziennie lub niedzielnie... Pytanie, czy to, że robi tak tylko garstka oznacza, że ta refleksja nie jest potrzebna? Moim zdaniem nie - co więcej, cała nauka opiera się w istocie na refleksji garstki, także na błahymi z pozoru zjawiskami. 2007/10/17 10:01:38
roody102: garstka teoretyków rozstrząsa problematykę sieci, której u nas NIE MA, typu facebook.
Natomiast na to, co w polskim internecie naprawdę się dzieje, tzw. blogosfera spogląda z pogardliwą wyższością.
Gość: , mail.iqs-quant.com.pl
2007/10/17 12:11:04
Bardzo łatwo jest wydawać takie sądy: polska blogsfera jest nudna. Coś nam się nie podoba i już mowimy, że to jest be.
Nie twierdzę, że wszystkie blogi są niezwykle ciekawe, zajmujące, napisane ze znastwem i świetnym językiem. Ale dla mnie, po pierwsze ten cały "run" na blogi i to blogi tzw. eksperckie, tematyczne, a nie mające formę osobistego pamietnika, zaczął się tak naprawdę na przełomie 2005/ 2006 roku, czyli nie tak dawno temu. Po drugie, blog dla mnie jest właśnie czymś niedoskonałym, spontanicznym, zawierającym błędy, własną subiektywną ocenę, pokazującym kim jestem, co mnie fasycnuje, trapi nawet jeśli pisze to w kontekście danego tematu. Po trzecie zaś, jesteśmy społeczeństwm zamknietym, gdzie poziom zaufania do innych ludzi jest najniższy w Europie. Wszystko to na pewno może przyczyniać się do owej "nudy", o której piszesz. Ale to jeszcze nie powód, żeby krytykować słabą aktywność innych. Jak Ci się coś nie podoba to zacznij sama działać aby to zmienić :) 2007/10/17 13:17:48
To tak naprawdę odpowiedź i do tego wpisu, i do "zachęty do dyskusji" - może nawet tamte wątki są ważniejsze. Czasami wydaje mi się, że blogosfera, ta merytoryczna, wcale nie jest mniej solipsystyczna niż "blogaskosfera". Mówię o autorach. Jeżeli bywa nudno, to dlatego, żenie chcemy międzyblogowo dyskutować... oczywista oczywistość ;) ale wspólnie zadajemy sobie teraz pytanie dlaczego? Aż tak źle z tematami? Nie wierzę. Aż taka powszechna ta nasza wtórność tematyczna względem Amerykanów? A może mało się tutaj dzieje? Oba argumenty w dużym stopniu trafione, ale Rejtana bym nie robił.
Społeczeństwo zamknięte z komentarza poprzednika może być dobrym tropem, myślę jednak, że może chodzić o coś dodatkowego. Gdzieś kiedyś już chyba o tym pisałem, ale ta żartobliwa sentencja nie daje o sobie zapomnieć. Otóż pewien profesor na zagranicznej konferencji wspominał pół żartem, że Amerykanie słuchający referatu skupiają się na tym, co wspólne. Francuzi koncentrują się na pięknej formie wypowiedzi, mniej zwracając uwagę na merytorykę. Niemcy natomiast szukają w referatach słabości. Oczywiście powtarzam - jest to anegdotka, tym niemniej jest w niej też trochę prawdy. Warto zastanowić się, czy aby nie jesteśmy trochę jak ci Niemcy - nawet nie w tym sensie, że komentujemy i dyskutujemy dopiero, gdy się nie zgadzamy (choć to chyba popularny i najsilniejszy bodziec), ale w tym, że kiedy popieramy czyjś pogląd, raczej nie będziemy tego specjalnie rozwijać. Bo skoro ja się zgadzam, to po co mam innym o tym pisać - przecież na pewno inni też się zgadzają. Albo: nie będę pisać, że popieram i że autor dobrze to ujął, bo przecież na forach takie niemerytoryczne wpisy raczej się kasuje. I tak dalej, powodów można byłoby trochę znaleźć. Może to nawet kwestia pewnych interesów - po co mam pisać, że się z kimś zgadzam, po co mam to obwieszczać, swój interes z czytania mam, nie będę myśleć o innych... Potem widzi się w statystykach tysiące unikatowych odwiedzin, a komentarzy relatywnie niewiele - i oczywiście najwięcej przy tych wpisach, które są z premedytacją najbardziej kontrowersyjne. Nie muszę chyba dodawać, że jestem za tym, by czasem skomentować coś nawet zwykłą pochwałę - dobry wpis, dzięki, itp. A jak promować takie dyskusje? Odruch jest taki, żeby napisać u siebie... ale może warto dyskutować tam, gdzie dyskusja już jest, by tego nie rozrzedzać? W ten sposób przekazuję parę myśli tutaj - a u siebie zrobię po prostu wpis o wpisie (i ciekawych rozważaniach). P.S. Nie zapisuję się jednakowoż na poglądy, że blogosfera jest nudna, a z ciszą wyborczą należy skończyć, ponieważ czasem trąci (to fakt) hipokryzją :)
Gość: , mail.iqs-quant.com.pl
2007/10/17 13:38:12
zgadzam się częściowo z powyższą opinią.
Bo własnie uczciwa i rzetelna krytyka jest sednem dyskusji, siania fermentu, życia, dyskusji. To wtedy nie jest nudno. Bo jak miałbym pisać tylko, o jak ciekawy post albo no, no ten to jest mądry facet i gdyby naraz wszyscy mieli tak pisać to dopiero mielibyśmy nudnosferę. Zgadzam się, że jednak, że aby coś krytykować należy to zrozumieć, wejść w skórę drugiej osoby, zastanowić się dlaczego ona działa akurat tak a nie inaczej. I jeśli możemy jej pomóc to należy jej pomóc, jeśli możemy coś zmienić to powinniśmy to zmieniać. Ale dyskusja jest jak najbardziej potrzebna bez niej wszystko zamiera... 2007/10/17 14:53:30
Pisać wyłącznie krótkie, chwalebne komentarze - o, jak fajnie X napisał, a jaka Y elokwentna - oczywiście nie ma sensu. Chodzi mi o to, że jest sens *od czasu do czasu* pisać i takie. Podczas spiczu publicznego mówcę zawsze cieszy drobny gest, uśmiech, pokiwanie głową, jakieś zdawkowe "mhm" z sali - tego bloger nie doświadcza z przyczyn oczywistych. Pozytywne sygnały nie są przecież głupie, wszystko kryje się w dawkowaniu.
Same pochwały to jednak poboczny wątek :) Chciałbym przede wszystkim, aby dyskusje międzyblogowe częściej coś uzupełniały, aby wspólnie (!) zgłębić lepiej jakiś temat. Wydaje mi się, że troska o dokształcanie autora, czy też prostowanie jego poglądów, jest troską idącą w złą stronę. Troszczyć bardziej powinniśmy się o jakiś wspólny język i zrozumienie tej osoby, o czym zresztą też przedwpiśćca ;) wspomina. 2007/10/17 16:26:22
@avatar
> garstka teoretyków rozstrząsa problematykę sieci, której > u nas NIE MA, typu facebook. Zdawało mi się, że sieć wymyka się podziałom narodowym. Ale widać nie - nasze / nie nasze - istotnie, to kluczowe kryterium dla zjawisk społecznych w sieci. Szczególnie, że bardzo łatwo zdefiniować, co jest nasze. To, co należy do polskich firm, a jest po angielsku? To, co należy do zagranicznych firm, a jest po polsku? A może to, co jest na serwerach zlokalizowanych w Polsce? Słowem: nie rozumiem tego zarzutu. > Natomiast na to, co w polskim internecie naprawdę się > dzieje, tzw. blogosfera spogląda z pogardliwą wyższością. A co dzieje się naprawdę? Oświeć tzw. blogosferę :) 2007/10/18 12:30:40
Jak to mówią, człowiek niezainteresowany jest człowiekiem nieinteresującym. Jak widać coś w tym jest :)
2007/10/19 13:29:24
No właśnie Avatar, co takiego dzieje się w polskim internecie? Pytam, bo nie wiem, nie znam się, nie kumam i nie widzę. A chciałbym się dowiedzieć, a co! :)
2007/10/19 14:04:33
warszawa78: pierwszy przykład z brzegu to Fotka.
Fotka ma ponad 3 mln real users (PBI lipiec) i blisko 2 mld odsłon (3. miejsce na rynku, przed Googlem, WP, Interią, o2 z przyległościami i Gazetą). Przeciętny użytkownik Fotki spędza na niej ponad 5 godzin miesięcznie (też 3. miejsce w Polsce - dla porównania na Pino, które ma porównywalny zasięg... 9 minut). Fotka jest społecznością realną, i dziś najmocniejszą na naszym rynku. Co o tym decyduje? Dlaczego Fotka rośnie, a Grono nie? Czym Fotka wciąga (600 odsłon na użytkownika)? Czy Fotka dorośnie? Gdzie idą ludzie, którzy z Fotki wyrastają? To są realne pytania, i dla mnie ciekawe - w przeciwieństwie do dywagacji o nadzwyczajnościach Facebooka. 2007/10/19 14:48:01
Nie sądzę, żeby blogosfera była nudna i jednobarwnie echnologiczna. Przykładem są choćby staniki, albo blogi polityczno-publicystyczne.
Jak wszędzie tak pewnie i u nas treść w internecie generuje ok. 2% użytkowników, nic więc dziwnego że wśród doktorantów piszą dwie osoby. To i tak typowa dla wykształciuchów uczących się nadreprezentacja, pewnie jest Was mniej niż 100 osób, prawda? Z tych 2% nie wszyscy wybierają blogi - pisanie na forum tez się zalicza do generowania treści. Więc zaryzykowałbym tezę, że studia doktoranckie na UWr są nad miarę ublogowione. Dlaczego niektórzy piszą o facebooku? Bo trendy zapoczątkowane w USA nieuchronnie przychodzą do polskiego internetu - dlatego je śledzimy - zawodowo i z pasji, bo w tej branży to się chyba często łączy. O nich piszemy, bo blogi pisze się dla siebie (dopiero teraz odkryłem tą przyjemność wyboru najciekawszej informacji z codziennie mielonego szumu). O polskim internecie też piszemy, ale tylko wtedy jak na to zasłuży. Tak, widziałem i dotykałem iPhona. Tak, chciałbym mieć też GooglePhone w ręku. Tak, fascynuje mnie wzrastający Google i rywalizacja Facebooka z MySpace. Mimo to czasem bywam humanistą i staram się nie robić zbyt wielu błędów ortograficznych. Nawet interpunkcyjnych staram się nie robić. Czy blogosfera trafiła pod strzechy? Trafiła, zwłaszcza pod strzechy uczących się (dlaczego nikt nie czyta blogów onetu, oraz Diagnozy Społecznej?). Czy nasz piękny język jest "niszowy"? Pewnie tak, jest nas mniej. Blogów też mamy mniej, proporcjonalnie. Ich jakość tez jest w swych proporcjach taka sama jak gdzie indziej - lekko skręcony Pareto bo tylko 10% nadaje się do czytania i generuje 90% ruchu (tak wyszło w badaniach bloxa, i tak pewnie wyjdzie w badaniach w USA/UK). Lubię polską blogosferę. Lubię bloga Marty Klimowicz. Kompletnie nie zgadzam sie z jej zdaniem i dlatego lubię ją czytać ;) Pozdrawiam, P. 2007/10/19 15:42:17
Avatar: A to teraz już rozumiem, do czego zmierzasz. Dzięki za wyjaśnienie.
2007/10/19 20:06:03
Nuda to pojęcie bardzo względne. Dla jednych nudny jest cały tydzień a dla innych tylko czwartkowe popołudnia...
Nie można generalizować wszystkich blogów w Polsce w ten sposób. W ogóle nie można generalizować, a szczególnie jeśli się chce nazywać samego siebie socjologiem. Na moje oko - Spośród kilku osób które coś gotują, najczęściej używa książek kucharskich wydawanych za granicą. Jeden z moich znajomych jest wyuczonym kucharzem, a nie pracuje jako kucharz. Jeszcze inny zawodowym kucharzem nie jest, ale wyśmienicie gotuje i też nie pracuje przy garnkach, ani nie prowadzi restauracji. Jak kuchnia nie ma być nudna, skoro tacy ludzie nie gotują? Sensowne prawda? Jedni oczekują codziennie nowej informacji o Google czy Facebook i czytają z radością to samo w kilkunastu miejscach. Inni nie czują potrzeby się tam w ogóle rejestrować. Czy to jest dziwne? Nie - to jest jak najbardziej naturalne! Blogosfera owszem trafiła pod strzechy i nie ma co się łudzić, że każdy bloga będzie miał, a już na pewno, że będzie go ciekawie prowadził ze skrupulatnością japońskiego maszynisty. Telewizja pod strzechy trafiła kilka dekad przed moimi narodzinami, a ja nadal odbiornika nie posiadam. Co lepsze, wielu doktorów - z tego co się orientuje - też nie. Pisząc ten tekst zastosowałaś Marto metodologię typu ZONK. Miałaś co najmniej 3 bramki, a wybrałaś tą gdzie po otwarciu słychać przeraźliwy dźwięk. Zakładanie, że prowadzenie tematycznego bloga powinno wynikać z mądrości i rozwiniętej świadomości, to tak samo jakby zakładać, że każdy lekarz leczy, każdy mechanik naprawia, a każdy socjolog obiektywnie ocenia rzeczywistość... 2007/10/20 14:47:44
i mnie (= też) się nie nudzi. rozmawiam sam z sobą... ;-)
ps. blogi o blogach o blogach o blogach... to jest dopiero nudne. „meta-" ma sens (może?) gdy piszemy o języku fizyki kwantowej czy (języku) Wittgenstena. a blogi -- maja sens, gdy piszemy o życiu. 2007/10/20 16:27:11
Blogi techniczne zawierają błędy ortograficzne? Ktoś tu przecenia swój humanizm chyba.
2007/10/21 01:15:04
Daleki jestem od wydawania tak stanowczych sądów, może dlatego że sam (mimo podeszłego już wieku) dość późno "załapałem" się do tej nudnej blogosfery i sam piszę nudnego bloga, bo nie o życiu.
Ale czy ona aż taka nudna? Polityczna cała rozdygotana (teraz z krótką przerwą, ale w niedzielę wieczorem dopiero się rozhula). "Technologiczna" też ma się nieźle, rozumiem że nie każdego to interesuje, ale to najbardziej (zaraz za stanikami) poczytne blogi. Blogów "o życiu" czyli jedynych mających sens też niemało: staniki, celebrity, kominek... wielu nie czytam bo doba nie z gumy, ale nie dlatego że nudne. Na bloga Marty Klimowicz znajduję czas, mimo że, podobnie jak jeden z przedmówców często nie zgadzam się z tym co pisze i mimo że już kilka miesięcy temu wieszczyła koniec blogów :) 2007/10/21 15:56:25
Stanowczo protestujemy przeciwko nazywaniu naszych wynurzeń nudnymi. Sami jesteście nudni :)
Podpisano Funny Bunny Zajc i Zagubiony Jelonek (as well zagubiony, żeby coś było po angielsku dla doktorantów :D)
Gość: Piotr Płoski, 90-156-9-145.as.kn.pl
2007/10/26 00:52:51
Halo again!
Wciaz jestem napity (patrz jakis inny komentarz), wiec szczerze i bez sciemy: blogosfera jest nudna, bo ludzie, ktorzy sa humanistami, maja normalne zycie, normalna prace i normalne zajecia, nie zajmuja sie tworzeniem wynurzen w internecie. Jesli mam ochote na seks, to spotykam sie z jakas zaprzyjazniona kobieta, ktora akurat rowniez ma ochote na podobna aktywnosc i wspieramy sie nawzajem w obnizeniu cisnienia osmotycznego. Jesli jestem glodny, szukam restauracji albo fastfooda (w najgorszem razie). Jesli chce pogadac - mam paru przyjaciol i mnostwo znajomych - zawsze jest szansa umowic sie face to face i wymienic informacje bez narazenia sie na utrate 70% z nich, ktore plyna kanalami niewerbalnymi. Jesli mam ochote zrobic cos pozytecznego - od tego sa tzw. aktywnosci pracownicze. Na coz wiec mi blogosfera - chyba na to - by zabic bezsennosc po 4 piwie i przygodzie z nadpobudliwymi kanarami. No coz - co wiecej dodac, coz ujac. Moze tylko tyle, ze ow wynalazek - Internet - jest mocno przereklamowany. Dawniej mozna bylo sobie pogadac z zegarynka (nr tel. 926), a dzis mozna sobie wyklepac wlasnego "Pana Tadeusza" w Internecie. Tylko po co? Ani Mickiewicz, ani blogerzy kasy na swoich "Panach Tadeusza" nie zrobili, a w gruncie rzeczy to sie wlasnie liczy - dostepnosc srodkow finansowania biezacej i przyszlej egzystencji. I tym optymistycznym akcentem koncze moj dekadencki komentarz, ktorego istnienie przeczy jego tresci. Pozdrawiam - P.P.
Gość: xxx, host-87-99-35-172.lanet.net.pl
2008/04/23 05:41:23
Moja Droga Socin, nie wiesz kto pisze i jak dlugo (duuzo dluzej niz twoj blog) i nie wiesz kto czyta z doktorantów UWr WNS:)
2009/12/05 14:30:27
Trzeba dobrze szukać, to nie będzie nudno.
|
|
Słowem - nie jest to człowiek, którego styczność ze społeczną stroną internetu jest zerowa.
A jednak blogosferę od początku uważał on za rzecz niezbyt interesującą, rzecz która być może ma pewne interesujące aspekty, ale nie na tyle, by poświęcał im czas, który może spożytkować na zajęcia znacznie mu bliższe (fakt, człowiek chłonie przemysłowe ilości książek).
Kwestia priorytetów, jak mówi. I ja to rozumiem, ale...
O ile nie twierdzi, że wszystkie blogi są głupie, o tyle do śledzenia żadnego - także własnego - go nie namówiłem. A wspominam o własnym dlatego, że w miedzy czasie założyliśmy sobie w kilka osób grupę mailową, na której komentujemy bieżące wydarzenia i tam obaj jesteśmy nad wyraz aktywni. Dla mnie blog jest w pewnej relacji z tą grupą - często piszę tam rzeczy, które - gdybym go nie miał - wrzucałbym na grupę.
I tu właśnie ciekawostka - o ile czytanie moich mail na grupę (a więc nie stricte prywatnych, choć jest nas tam kilku i wszyscy się znają w realu) mieści się w jego priorytetach, o tyle śledzenie bloga zawierającego podobne treści - nie.
Utrzymuje, że nie jest to kwestia niechęci do bloga jako takiego, do formy publikacji. Ale podkreśla też, że to, co piszę do niego bezpośrednio ma dla niego zupełnie inne znaczenie, niż to, co piszę publicznie. Nawet jeśli to jest dokładnie to samo, bo nauczony doświadczeniem, jak już bardzo chce mu coś podesłać, to nawet nie linkuję bloga, tylko rzecz przeklejam.
Inna rzecz, że na tej grupie te linki do bloga giną w tonach innych rzeczy.
Ale mimo wszystko - nawet gdyby jego ulubiony naukowiec z jego dziedziny prowadził bloga - nie śledziłby go raczej. Świadomy, że mógłby tam trawić na coś w miarę interesującego, woli jednak czytać tegoż samego autora publikację w branżowym czasopiśmie (choćby w internetowym wydaniu).
Jak cały czas imputuję mu, że jednak w gruncie rzeczy kryterium wyboru jest u niego wyłącznie kanał dystrybucji, a nie treść, którą może tam spotkać. On się nie zgadza.
Zastanawiam się, czy po prostu nie jest tak, że wśród potencjalnie ciekawych bloggerów w Polsce panuje po prostu skrajna niechęć do tej formy, połączona z brakiem potrzeby pewnego rodzaju lansu w pozytywnym rozumieniu tego znaczenia (lepiej byłoby pewnie napisać - autopromocji), z brakiem wiary w to, że w ten sposób można dotrzeć do ludzi potencjalnie interesujących (a nie odbić się od ściany trollizmu), słowem, że działa jednak bardzo silny element stereotypu, w którym internet wciąż jest swego rodzaju zabawką, ewentualnie narzędziem takim jak telefon i tylko tym.