|
Blog > Komentarze do wpisu
właśnie piszę notkę na bloga. ciekawe, prawda?prawdziwą wartością twittera jest jego kumulacyjność, twierdzi clive thompson, mając na myśli fakt, że twitter pozwala za nadążanie za tym, co dzieje się u naszych znajomych i przyjaciół. dzięki twitterowi wiemy, że ktoś denerwował się egzaminem, a inna osoba była na wakacjach. wystarczy więc śledzić ich wpisy na twitterze, by stale być na bieżąco.
i może rzeczywiście thompson dotyka istoty twittera, niesiląc się na poszukiwanie jakiegoś drugiego dna, którego - możliwe - wcale nie ma? takie wytłumaczenie uzasadniałoby również mój brak zachwytu twitterem - znam tylko jedną osobę, która go używa, a przeglądanie większości wpisów nieznajomych jest zwyczajnie nudne. to jednak nie wszystko: naprawdę uważam, że rzadko kiedy 140 znaków może być naprawdę interesujących. ale najważniejszym powodem, dla którego raczej nie przekonam się do twittera (a przynajmniej nie do twittera w obecnej formie, bo wierzę w jego ewolucję) jest bardzo prosty: cenię sobie moich przyjaciół zbyt mocno, by zadowalać się krótką informacją na temat ich życia, choćby mieli mnie co trzy minuty informować, co właśnie zjedli, jaki film oglądają i jak wczorajsza randka, to po prostu nie jestem w stanie zaakceptować dla siebie takiego modelu komunikacji. co jednak nie znaczy, że inni nie są i obserwując już od dawna opisy na komunikatorach u niektórych dalszych znajomych, informujących na bieżąco, gdzie właśnie są i co robią, dziwię się, że twitter powstał tak późno i wciąż nie jest zbyt popularny w polsce. (co jest jeszcze dziwniejsze, gdy przypomni się badania, według których polska smsami stoi - a twitter to przecież taki tańszy sms, czyż nie?) poniedziałek, 13 sierpnia 2007, socin
TrackBack
|
|
Pytanie tylko jaki będzie stosunek ilości twitterowych komunikatów, które są przyczynkiem do "rozmowy" do ogólnej ilości komunikatów, które odbieramy.
I jeszcze, Twitter jako przykład funkcji fatycznej w komunikacji.
www.cultureby.com/trilogy/2007/07/how-social-netw.html