Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

karaluch kontra kopciuszek

nie, nie czytałam jeszcze książki andrew keena o kulcie amatora, podobnie, jak i większość osób, dyskutująca na jej temat. publikacja ta ukaże się w polskim przekładzie dopiero za kilka tygodni, ale to nie przeszkadza w prowadzeniu zaciekłych dyskusji na jej temat. myślę, że warto dokonać pewnego podsumowania głosów, jakie pojawiają się tu i ówdzie w kontekście recenzji czy streszczeń tej książki.
 
zacząć warto już od samego tytułu, do którego ustosunkowują się również dyskutanci i dyskutantki: "kult amatora. jak dzisiejszy internet niszczy naszą kulturę" ("the cult of amateur. how today's internet is killing our culture"). najciekawszy jest tu oczywiście podtytuł, nasuwa od razu pytanie: czy wczorajszy internet kultury nie niszczył? to jednak nie wszystko, najważniejsze i kluczowe dla mnie jest tu słowo kultura, użyte w kontekście niszczenia tegoż dobra. myślę, że przeciętni studenci pierwszego roku kulturoznawstwa z oburzeniem zareagowaliby na takie rozumienie kultury, dobrze, nawet, jeśli nie z oburzeniem, to z politowaniem i zmarszczeniem brwi przynajmniej. jeśliby traktować książkę keena za coś więcej, niż publikację w kolorowej prasie, nawet z założeniem, że jest to literatura popularnonaukowa, nie zaś naukowa, to należałoby wymagać od niego więcej dyscypliny umysłowej. używanie słowa kultura w takim kontekście, w jakim figuruje ono w powyższym tytule jest poważnym nadużyciem. pozostaje wierzyć, że w książce wszystkie moje niejasności znajdą wytłumaczenie, póki co dalej będę czuła się zażenowana. nie tylko za samego keena, tak tytułującego swoją książkę - rozumiem, że tytuł brzmi chwytliwie, a o upadku współczesnej kultury i że drzewiej to tak nie bywało starcy zawsze chętnie poczytają. wstyd mi również za osoby, które bezkrytycznie akceptują takie frazy, jak internet (współczesny) niszczący kulturę (naszą). przykład pierwszy z brzegu: od kultury nie ma wakacji. i używanie żadnego medium nie powinno z niej zwalniać, pisze na gazetowym forum perhoset. szanowna pani, kultura to nie dobre wychowanie, z kultury wyjść się nie da, podobnie jak i ze społeczeństwa i nawet internet takich cudów nie zdziała.
 
idźmy jednak dalej i popatrzmy gdzie, a przede wszystkim: jak reaguje się na idee keena. moją uwagę przykuły szczególnie dwa miejsca, w których dyskutowana jest ta publikacja; pierwsze z nich to komentarze na klechdach, drugie - głosy na forum, komentujące gazetowy artykuł "kłamsta internetu". dyskusja na blogu jest znacznie bardziej zdyscyplinowana, niż ta na forum, gdzie część osób błyskawicznie zaczyna polemiki związane z preferencjami politycznymi, a o meritum nikt już nie pamięta. to jednak na forum trafiłam na najbardziej dobitny głos, autorstwa niejakiego (niejakiej?) bosman_plama:
 
och, och wstrząsające! ludzie kłamią w internecie i zamieszczają w nim amatorskie filmy!!! szok! normalnie upadek cywilizacji! a w dodatku - osoby o słabych nerwach proszone o nie czytanie dalej - w internecie zamieszczane są reklamy i kryptoreklamy!!!!! ile zarobił autor książki na tych niezwykle cennych i oryginalnych spostrzeżeniach? czy mamy spodziewać się jego kolejnej obrazoburczej i odkrywczej książki: "kłamstwa ludzi"? i ostatni tom trylogii: "kłamstwa świata". w ostatnim tomie autor odkryje, że na świecie nie dzieją się same dobre rzeczy. (...)
 
oczywiście, post ten w zasadzie nie odnosi się do samej książki, a jedynie do jej streszczenia, zamieszczonego na gazecie. ośmiesza jego główne tezy, stwierdzając jakże trywialny fakt: ludzie kłamią, ludzie oszukują, ludzie nie są uczciwi. banalne, ale można odnieść wrażenie, że spora część osób pisząca o zachowaniach społecznych w internecie, zdaje się wierzyć, że ludzie są aniołami, z którymi w sieci dzieje się coś potwornego.
 
na forum jeszcze kilka innych głosów, m.in. postulujących wymiar sprawiedliwości dla trolli i walkę z negatywną wolnością (cokolwiek by to miało oznaczać). jednak chyba najciekawszy głos pojawia się na blogu antrima i należy do buli 5:
 
nie jestem blogierka ani blagierka a jedynie podgladaczka. uwazam, ze jest to cos, co pozwala na wymiane informacji, zdobywanie informacji jak rowniez moze pelnic role bezplatnego seansu psychoterapeutycznego. podstawowa wada blogowania jest latwosc wpadania w uzaleznienie i jak juz alarmuja specjalisci jest to choroba na granicy epidemii:). mlodzi (nie tylko) ludzie traca poczucie, co jest realna a co wirtualna rzeczywistoscia. swiat wirtualny nie tylko falszuje ale staje sie bezkarny w tym falszerstwie. mam odczucie, ze jest pewnego rodzaju szkola pojscia na skroty w mysleniu i pozwala na zycie bezrefleksyjne. stwierdzenie, ze internet stanowi zagrozenie kultury przez duze k, jest prawda i nieprawda, zalezy od definicji kultury. powiedzialabym raczej, ze jest jednym z jej nurtow. sa blogi, do ktorych zagladam z przyjemnoscia, ciekawoscia ale panuje jeszcze nad klawiszami i widze na dole ekranu zegarek.:) (...)
 
bardzo byłam ciekawa, co jest wirtualną, a co realną rzeczywistością, nie uzyskałam jednak odpowiedzi. czy czytanie beletrystyki to jeszcze realna, czy już wirtualna rzeczywistość? a seriale telewizyjne? a gotowanie obiadu? ludzie mają prawo wiedzieć, co jest wirtualne, a co rzeczywiste i ktoś wreszcie powinien nam to powiedzieć, naprawdę.
 
czy ktoś się orientuje, w ile lat po wynalezieniu telewizji ludzie przestali spluwać na widok telewizorów, a zaczęli ją włączać od razu po przyjściu do domu? oczywiście, porównywanie internetu i telewizji jest zupełnie bez sensu, był to jednak ostatni wynalazek, który na taką skalę wpłynął na nasze życia. internet, jako znacznie potężniejszy, wzbudza zrozumiały większy opór u niektórych.
 
a tych, którzy mają ochotę poczytać, co ma do powiedzenia sam andrew keen, dyskutujący z davidem weinbergerem, odsyłam na stronę the wall street journal, skąd zresztą zaczerpnęłam tytuł tej notki: keen uważa, że internet jest dla nas lustrem, w którym możemy się przejrzeć i zobaczyć albo to, co w nas najlepsze, czyli kopciuszka, albo to, co najgorsze, czyli karalucha.
wtorek, 24 lipca 2007, socin

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: lukasz, 82.103.133.8*
2007/07/24 20:55:20
tak sie zastanawiam: jesli z kultury wyjsc sie nie da, to jak to jest, ze sa na swiecie ludzie niekulturalni ?
-
Gość: lukasz, scio-fe2-67-43-74-54.smt-net.com
2007/07/24 20:56:04
tak sie zastanawiam: jesli z kultury wyjsc sie nie da, to jak to jest, ze sa na swiecie ludzie niekulturalni ?
-
Gość: lukasz, scio-fe2-67-43-74-54.smt-net.com
2007/07/24 20:56:58
przepraszam, ze sie powtarzam
-
2007/07/24 22:03:29
źle wychowani co najwyżej.
-
Gość: lukasz, anonymizer.ccc.de
2007/07/24 23:19:03
twoim zdaniem, socin, słowo "niekulturalny" jest w jezyku polskim słowem niepoprawnym ?
-
2007/07/24 23:35:22
Ta krótka wzmianka o "Kulcie Amatora" w Klechdach była jak ruch skrzydeł motylka w Caracas, którego skutkiem było tornado pod Częstochową. Zdarza się. "Kultura" polska to Jerzy Giedroyć. Zmarła razem z nim - na jego życzenie.Wirtualny i realny świat tak się przemieszały, że jest coraz trudniej znaleźć jakąś granicę między nimi.
-
2007/07/24 23:45:57
łukasz - niepoprawne to jest "włanczam" czy "wziąść", "niekulturalny" świadczy wg mnie o bezrefleksyjności.

antrim - a uważasz, że jest taka granica? i przede wszystkim: granica między czym a czym? ja pisząca na blogu i ja czytająca "dwanaście" świetlickiego to ciągle ta sama osoba. w większym stopniu odczuwam zmianę światów, gdy najpierw sama prowadzę zajęcia i wystawiam oceny, a potem to mnie oceniają prowadzący zajęcia. to dopiero jest nierealne, a nie jakiś tam internet.
-
2007/07/25 09:04:46
Poniekąd jestem zainteresowany tą lekturą, czy ją nabędę to już zależy od ceny czy też przeceny.
Jestem ciekaw jednej rzeczy. Miernota i bezguście szalejące w internecie (żeby tylko w nim), które w sumie dobrze podsumowałaś w ostatnim zdaniu. Nikt jakoś nie przeanalizował jednej rzeczy w sprawie internetu (bazuję tylko na publikacjach w języku polskim - w obcych nie mogę często wyłapać aluzji od stwierdzenia, które są najczęściej efemeryczne) jaki wpływ ma obecna sztuka/trend (jakby tego nie nazywać) na ludzi. Zdecydowana część użytkowników internetu szuka drogi rozwoju własnych zainteresowań, wspólnot (czy też społeczeństw) w których może się odnaleźć, niejako znaleźć swoje miejsce w świecie.

Problem, który zazwyczaj istnieje w rozdzieleniu osobowości ja w rzeczywistości, ja w sieci - jest podstawowy i najczęściej poruszany. Ciężko zrozumieć (choć nie wiem jakim cudem), że sieć jest kolejną płaszczyzną z naszego życia tak samo jak dom, praca, szkoła, znajomi na każdej z tych płaszczyzn jesteśmy inni, w dalszym ciągu sobą. Nie wiem czy te pytania rodzą się z płytkiego pojmowania istoty człowieka czy mają zupełnie inne źródło.
-
2007/07/25 10:19:21
Ta granica jest umowna, raczej niż prawdziwa. Wirtualny świat istnieje tylko wtedy gdy patrzę na ekran monitora.Jest mniej rzeczywisty niż ekran kina, bo aktorzy internetu są anonimowi i niewidzialni. Obiektywnie istniejesz, ale nie mogę tego dowieść, bo pojawiasz się tylko elektronicznie, więc muszę pogodzić się z tym, że jesteś tylko złudzeniem na ekranie :)
-
2007/07/25 11:12:50
antrim - a gdybyśmy rozmawiali, używając kamer internetowych, to dalej byłabym tylko złudzeniem na ekranie? nie mogę zgodzić się z takim rozumieniem, bo myśląc w ten sposób, należy założyć, że rozmawiając przez telefon rozmawiasz ze złudzeniem, pisząc listy piszesz do złudzenia itd.
-
Gość: lukasz, anon.xmission.com
2007/07/25 12:15:21
'"niekulturalny" świadczy wg mnie o bezrefleksyjności.'

czyli wszystko jest kulturalne, nawet dlubanie w nosie ?
-
2007/07/25 16:44:53
twarz w kamerze jest jedynie dowodem, że ta wirtualna osoba jest kobietą lub mężczyzną. Kim jest tego nie mogę zweryfikować bez osobistego spotkania jakichż dowodów. Głos w telefonie? nigdy nie otrzymałaś telefonu od kogoś kto udawał, że jest kimś innym? A kim sa ci nigeryjscy oszuści w emejlach? W internecie nie ma paszportów ani dowodów osobistych. Coś koło tego tematu
www.cinestatic.com/trans-mat/Fisher/FC2s5.htm
-
2007/07/25 17:09:05
antrim, zaczynasz mnie niepokoić - legitymujesz wszystkich swoich znajomych i przyjaciół?! mówimy chyba o zupełnie dwóch różnych rzeczach - ja o zawieraniu znajomości via internet, ty o zawieraniu jakichś umów finansowych chyba.
-
Gość: lukasz, tor-or-anonproxy.cryptobitch.de
2007/07/25 21:38:08
"czyli wszystko jest kulturalne, nawet dlubanie w nosie ?"

to pytanie, w wersji dla przecietnych studentow kulturoznawstwa, brzmialoby tak:

"czy, wedlug kulturoznawcow, kazde wydarzenie jest wydarzeniem kulturalnym?"
-
2007/07/26 09:26:35
"czyli wszystko jest kulturalne, nawet dlubanie w nosie ?"

to pytanie, w wersji dla przecietnych studentow kulturoznawstwa, brzmialoby tak:

"czy, wedlug kulturoznawcow, kazde wydarzenie jest wydarzeniem kulturalnym?"


Według kulturoznawców/kulturoznawczyń, antropologów/antropolożek kultury, do pewnego stopnia także socjologów/socjolożek, pedagogów/pedagożek itp. Tak, wszystko jest kulturowe. Tak, to, w jaki sposób dłubiesz w nosie, kiedy i dlaczego to robisz, jak się z tym czujesz, zależy od kultury, w której się urodziłeś i w której zostałeś zsocjalizowany/wychowany, jest częścią tej kultury. Nie możemy wyjść poza kulturę i spokojnie ją sobie opisać, bo kulturowy będzie także nasz opis. Itp, itd, itp.
Trzeba tylko odróżnić kulturę od kulturalności. Potocznie używa się słowa kultura w odniesieniu do sztuki, wartości wyższych, dobrego wychowania. Ale potocznie, a mówimy tu o książce było nie było naukowej. Jeśli chodzi o naukę (i "naukę") przywołany tu już przeciętny student pierwszego roku kulturoznawstwa dowiaduje się na tym pierwszym roku, że powstało ponad sto definicji tworu zwanego kulturą, że co dziedzina, co paradygmat, co myśliciel, to inna koncepcja i nie używa się tego słowa bezkarnie, nie tłumacząc, jaka teoria za tym użyciem stoi. A utożsamianie kultury z kulturalnością skończyło się w nauce w okolicach XIXw.
-
Gość: lukasz, 83.141.86.14*
2007/07/26 22:33:21
aaargh, co do niemozliwosci wyjscia poza kulture, w ktorej sie wychowowalo: wydaje mi sie, ze ta teza nie jest prawdziwa. dajmy na to, ze ktos wychowal sie w kulturze chrzescijanskiej. czy to znaczy, ze do konca zycia bedzie patrzyl na wszystko przez pryzmat chrzescijanstwa? nawet jesli poznal, bedac doroslym czlowiekiem, np. konfucjonizm i buddyzm, ktore bardziej do niego przemawiaja? sadze, ze nie. wydaje mi sie, ze czlowiek nie jest krowa i czasem zmienia zdanie.

jedna z, mysle, bardziej popularnych definicji kultury mowi, ze kultura to wierzenia, obyczaje, sztuka, idee itp danego spoleczenstwa, lub grupy ludzi. ja tez nie utozsamiam kultury z kulturalnoscia. uwazam za to, ze kulturalnosc okresla zgodnosc z jednym z elementow kultury, czyli obyczajami.

wydaje mi sie, ze jesli obyczaj w jakiejs spolecznosci nakazuje nie dlubac w nosie, a ktos dlubie, to zachowuje sie niezgodnie z obyczajem, wiec rowniez niezgodnie z kultura tej spolecznosci, czyli niekulturalnie i na czas wspomnianego dlubania z tej kultury wychodzi.
-
2007/07/27 02:29:17
Ale wchodzimy tutaj w naprawdę długą dyskusję i zahaczamy o tematy, nad którymi różni mądrzy ludzie debatują od wielu wielu lat. Np. istnieje wiele kultur czy jedna kultura?, ludzie są zdeterminowani przez kulturę, tworzą ją czy może kultura posiada status względnej autonomii? itp. Więc może wróćmy do punktu wyjścia - kulturalności. Zanim zajdziemy za daleko.
Definicja, którą podałeś to typowa szeroka, opisowa definicja kultury, charakterystyczna dla antropologii. Dość popularna, oczywiście, ale nie jedyna.
Jeśli jednak ją przyjąć: dla mnie (za antropologią amerykańską, jednak antropologią) obyczaje to nie tylko "dobre obyczaje". To zespół wszystkich zachowań występujących w danej kulturze, nie tylko te, które są oceniane przez członków kultury pozytywnie.
Chodzi mi o to, że wszystko, co robimy, robimy w kulturze, bo wyjście poza kulturę nie jest możliwe. Jestem w kulturze, wkładam palec do nosa, wychodzę z niej. To by było zbyt proste. Zatem wszystko jest kulturowe. Kryjemy się z dłubaniem w nosie i uważamy je za coś wstydliwego, bo ta czynność tak właśnie jest odbierana w naszej kulturze. Co nie znaczy, że jest poza nią. Nadal jest jej częścią. Dłubanie w nosie jest może niekulturalne (w sensie: niezgodne z przyjętymi w naszej kulturze normami zachowania), ale ciągle jest kulturowe, nie wyrzuca nas poza nawias kultury, bo tak się po prostu nie da.
-
Gość: lukasz, adsl-074-229-201-181.sip.gnv.bellsouth.net
2007/07/27 21:48:55
"Ale wchodzimy tutaj w naprawdę długą dyskusję i zahaczamy o tematy, nad którymi różni mądrzy ludzie debatują od wielu wielu lat. Np. istnieje wiele kultur czy jedna kultura?, ludzie są zdeterminowani przez kulturę, tworzą ją czy może kultura posiada status względnej autonomii? itp."

dobrze, aaargh, nie bede wiec tej dyskusji dalej rozwijal. powiem tylko, ze tak sie zastanawiam, czy, jesli nie jestesmy pewni czym jest kultura, mozemy byc pewni, ze nie da sie od niej odejsc? mi sie wydaje, ze nie. ale moze nie mam racji.
-
2007/07/27 22:35:54
aaaargh