Web 2.0, Social Media, blogosfera, mikroblogi i serwisy społecznościowe. Blog Marty Klimowicz
Blog > Komentarze do wpisu

czy komentowanie ma sens?

komentarze są jednym z powodów, dla którego istnieją blogi, podejrzewam, że większość osób zetknęła się choć raz w życiu z blogiem, na którym grożono jego zamknięciem z powodu braku komentarzy lub wprost pytano: "czemu nie komentujecie?".
 
sama komentuję, gdy uważam, że mam coś do powiedzenia lub chcę zaznaczyć, że to, co przeczytałam w jakiś sposób mnie poruszyło.
 
ostatnio jednak przeżywam prawdziwy kryzys komentowania - a w zasadzie zrozumienia samej tej idei, chyba coraz słabiej do mnie przemawia. bo czy kiedykolwiek dyskusja na blogu zmieniła sposób, w jaki myśleliście, postrzegaliście rzeczywistość, choćby w najdrobniejszym jej aspekcie? czy zastanawialiście się długo w noc nad tym, co napisał ktoś w komentarzach? czy sprawdzaliście z niecierpliwością, czy pojawił się już nowy komentarz w odpowiedzi na wasz? mi to się nie zdarza lub zdarza na tyle rzadko, by uznać to za zbyt mało istotne, aby zaakceptować samą ideę komentowania.
 
rozumiem, że z komentowaniem to trochę tak, jak z rozmowami, jakich przeprowadzamy codziennie setki - jedna na tydzień (miesiąc?) prawdziwie nas inspiruje, rozwija, zmusza do myślenia. cała reszta to taka wata cukrowa, rozmowy o pogodzie, tańcu z gwiazdami i cioci zdzisi. sęk w tym, że poza siecią staram się ograniczać tego typu rozmowy, niedając szans koleżankom z podstawówki, by nasyciły mnie plotkami, nieuczestnicząc - o ile to możliwe - w rozmowach do kotleta, zdecydowanie lepiej czując się bez tych pustych kalorii w postaci small talk. 
 
może więc i pora na wyłączenie komentarzy, na uznanie, że jeśli ktoś naprawdę będzie miał coś do powiedzenia na ten temat, to zrobi to bądź na swoim blogu, bądź w mejlu do mnie? myślę.  
poniedziałek, 30 lipca 2007, socin

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/07/30 11:46:01
Ja cenię sobie komentarze. Wydaje mi się, że ich jakość zależy od bloga -- jeśli prowadzisz "blog o wszystkim", to komentarze są formą towarzyskiej rozrywki. Jeśli jest to blog zawodowy, pojawiają się komentarze wnoszące ciekawe rzeczy do dyskusji. Przykład: paweltkaczyk.midea.pl/654/ -- komentujący dodali kilka nowych rzeczy do krótkiego w zasadzie wpisu...
-
2007/07/30 11:52:37
Komentarz to taki blogowy pieniądz. Skoro ciezko jest zarobić na blogach normalną kasę, to zarabia się "komcie", zawsze jest to jakas namiastka :) Jest to zreszta normalny handel wymienny, bo można się komenarzami wymienić. I nie jest to nic złego, w ten sposób realizujemy potrzebę otrzymywania czegoś oraz potrzebę dawania :)
-
2007/07/30 11:55:58
Huehue, przygotowałem kawałek komentarza i... machnąłem ręką ;)

Naprawdę. Działa we mnie jeszcze taki odruch starego użytkownika for dyskusyjnych, rodzaj presji na odpowiedź. Ale coraz częściej po paru zdaniach odpuszczam pisanie i wysyłanie.

Ale niech będzie ;) Znam kilka blogów, na których w komentarzach toczą się zacięte "pyskujse", ale ich nie czytam. Wiem to tylko dlatego, że autor bloga czasem odnosi się do nich w swoich wpisach. Ja poniżej napisu "skomentuj" właściwie nie zaglądam. Ten blog należy do wyjątków.

Innym wyjątkiem jest mój własny, ale tam komentarzy jest niewiele. Z tego, co podpowiada mi mybloglog, czyta go stała, ale niewielka grupa znajomych (wielu moich znajomych chyba z zasady nie śledzi blogów). Wrzucam tam rzeczy, które jakoś średnio pasuje wysyłać do znajomych mailem. I komentarze pod moim blogiem przypominają mi coś, co prof. Marody nazwała "wymianą głasków", czyli pewnych minimalnych porcji grzeczności, silnie skonwencjonalizowaną i bardzo dokładnie zrównoważoną. Zapamiętałem przykład:
Dwoje sąsiadów spotyka się wieczorem na krótkim spacerze z psami, pod domem.
- Dobry wieczór.
- Dobry wieczór. (1:1 w głaskach)
- Piesek już zdrowy?
- Tak, już wszystko w porządku. (2:1) A jak się czuje żona? (2:)
- Wciąż choruje. Ale za to pani pięknie dziś wygląda (ZONK!!!)
W wymianie głasków nie można przesadzić. Oczywiście zdaniem prof. Marody takie wymiany grzeczności mają szereg społecznych funkcji. Mniejsza o detale - wydaje mi się jednak, że komentowanie większości blogów sprowadza się do czegoś podobnego. Oczywiście innych głasków (i innej ilości) oczekują autorki tych wszystkich różowych blogasków, a innej inne typy autorów.
-
2007/07/30 11:57:08
A może rytualna wymiana dóbr symbolicznych? Antropologiczna interpretacja też jest możliwa :)
-
2007/07/30 11:57:35
Zresztą "komcie" to jeden ze sposobów promocji swojego bloga. I ja to popieram, bo czymś cenniejszym jest wypromowanie swojego bloga samemu, niż korzystanie z łaski adninistracji portalu, która ma pewne ulubione blogi i "dopompowuje" im frekwencję, wieszając je dosyć regularnie na głownej stronie Gazety. Większośc nie ma tak dobrze i musi sobie radzić samemu, tu komentarze to wspaniałe narzędzie.

I zbaczając nieco z dyskusji, nieustannie cieszy mnie to, co martwi administrację, czyli wysokie pozycje blogów o Paris Hilton, Tokio Hotel itd. Owszem, to może wielu smieszyć, a tematyka blogów może drażnic, ale dla mnie jest to fantastyczny dowód na to, że można wiele osiągnąc bez wsparcia administacji i nie trzeba być "słusznym" aby być poczytnym :)

A jednym z narzędzi do osiągnięcia sukcesu są tu "komcie" :)
-
Gość: satorian, 193-0-65-68.noname.net.icm.edu.pl
2007/07/30 13:02:43
Blog bez komentarzy? Trochę pachnie to "katedralnym" podejściem do tematyki publikowania w sieci. Jako takie jest absolutnie niezgodne z duchem Internetu jako takiego.
-
2007/07/30 13:21:00
Nie wyobrażam sobie, aby ten wpis nie był niczym innym jak świetną prowokacją. Rozumiem, że czujesz się zmęczona komentowaniem, ale kto jak kto, ale ty jako badaczka (trochę dziwne słowo, ale chyba lepsze od badacz?) blogów zdajesz sobie sprawę, że są one jednak nieodłączną ich cechą. Istnieją co prawda "blogi" bez komentarzy, ale IMO to już nie to samo.

Co do meritum... Zamiast się rozpisywać i szukać finezyjnych argumentów, chciałbym Ci podziękować za Twój ostatni komentarz na moim blogu (do wpisu Sokrates a web2.0), rzeczywiście nie dostrzegałem pewnego ważnego aspektu tej sprawy, wychodząc z założenia, że muszę zawsze być obiektywny. Przepraszam za mały offtopic ale to chyba najlepszy komentarz do Twoich wątpliwości.

Inną, a wiążącą się z tym sprawą, jest krótki żywot komentarzy i stopień w jaki wpływają na dyskusję na blogu. Wątpliwości na ten temat wylewał u siebie kiedyś Dominik Kaznowski.
-
2007/07/30 13:22:10
Chyba zgodnie z jako takim duchem internetu ;)
-
2007/07/30 15:52:16
Po ilu latach do tego doszłaś? ;]
-
Gość: , x3.e-medianet.com
2007/07/30 16:27:53
To caly urok blogowania i komentowania, na setke wat cukrowych trafi sie jedna zlota mysl. ale kto powiedzial, ze wata cukrowa nic nie jest warta. wata cukrowa to proza zycia, tam sie moze kryc prawdziwa zlota mysl. Sztuka to nie tyle co umiec, ale chiec to dostrzec. nikt nie zyje zlotymi myslami, to intelektualny belkot, wiekszosc zycia odbywa sie przy kotlecie i kawie - i tu jest moc inspiracji.

A zamykanie komentarzy z pownoscia nie przyczyni sie do zwiekszenia inspiracji w twoim zyciu, przeciwnie. to byloby troche takie szukanie skarbu na sile - stoisz przed drewnianymi drzwiami do skarbca, masz mape, nic tylko drzwi otworzyc. ale nie tobie wydaje sie, ze to za latwe, myslisz sobie, ze musi byc inne wejscie, poza tym drzwi do skarbca to musza byc metalowe i kombinujesz, kluczysz, szukasz, tracisz czas i energie. koniec koncow i tak staniesz przed drewnianymi drzwiami.
-
2007/07/30 18:24:35
Na pewno interakcyjny charakter blogów, w kontekście komentarzy, jest przereklamowany - tzn. potencjał ogromny, autor się warsztatowo i intelektualnie wzbogaci, czytelnik również, wspólny strumień myśli, itd. itp. A rzeczywistość skrzeczy swoje.

Mentalność widza (w tradycyjnym rozumieniu, biernego odbiorcy) siedzi w nas głębiej niż nam się zdawało. "Kanałów" mamy niezliczoną ilość, ale czy naprawdę chce nam się angażować czas i wydatkować energię, by wejść w interakcję? E, nie, głównie czytamy, lurkujemy, ssiemy sobie te informacje bezzwrotnie.

Mam zresztą subiektywne wrażenie - bardziej z obserwacji cudzych blogów niż z własnego doświadczenia - że wiele osób odzywa się, komentując lub nawiązując u siebie na blogu, tylko w kontekście negatywnym. Kiedy chodzi o korektę jakiegoś błędu taki odzew może być ważny, gorzej gdy uruchamia się odruch: zobaczyłem coś i nie zgadzam się, więc się wypowiem, a jak się zgadzam, to nie warto. Czasami warto po prostu "komciowo" przytaknąć (wskazać link) i według mnie to jeszcze nie jest nic zdrożnego i nie jest to również small talk.

Może to jednak kwestia mentalności w skali makro, nie podejmuję się wypowiedzieć. Rzecz w tym, że na blogach amerykańskich, które czytam, jest sporo komentarzy-podziękowań czy też komentarzy-komplementów. Czasami są one płytkie, ale jak się tak zastanowić, pozytywną funkcję jednak mają i pełnią.
-
2007/07/30 18:27:46
Mała korekta, że też nie doczyta człowiek przed wysłaniem. Interakcję z "nadawcą" (skoro o odbiorcy była mowa), rozumianą w tradycyjny sposób... pytanie, czy jest sens o tym pisać ;)
-
2007/07/30 18:33:25
MPP - pełna zgoda co do ostatnich zdań, blogi amerykańskie różnią się od polskich w sferze komentarzy bardzo mocno. może coś jest na rzeczy, ileś procent prawdy, że lubimy komuś dołożyć, najchętniej wtedy, gdy jeszcze możemy zataić swoje dane. choć z drugiej strony, komentarz: "ciekawe, nie zastanawiałem/łam się nad tym", raz na jakiś czas to na pewno miły masaż ego, ale chyba tak codziennie kilkadziesiąt/kilkaset: "świetnie napisane, fantastyczne spojrzenie", może doprowadzić do mdłości? czasem wątpię, że jest coś pomiędzy słodzeniem a atakowaniem na oślep.
-
2007/07/31 00:13:50
Komentarze to coś jak owoce - ogólna nazwa, która nie wiele mówi bez dalszych wyjaśnień. Taki owoc,jakie drzewo. Komentarze pozwalają mi rozwinąć nieco główny temat wpisu, bo ten właściwie da się uzupełniać ad infinitum. Moj blog zyskuje na komentarzach, bo to takie myślowe szturchańce albo deser, kompot z wielu czasem egzotycznych owoców z innych blogów. Dobranoc.
-
2007/07/31 08:38:34
Ładnie to ujęłaś, ale Ty nie rozwijasz w ogóle wątku. Zaciekle bronisz przedstawionych przez siebie tez ;]
-
2007/08/01 11:09:04
I jak? Przekonałaś się, że jednak komentowanie ma sens? :)
-
ith
2007/08/01 20:01:16
Ja nie komentuje za czesto, chociaz uwazam podobnie jak Satorian, ze to troche sprzeczne z "duchem netu". Niestety spora czesc komentarzy niczego nowego nie wnosi. Jednak sam sobie bardzo cenie te nieliczne dyskusje jakie rozgorzaly na moim blogu. Nie tylko doprecyzowaly i uzupelnily wpis ale daly rowniez poczucie, ze poruszane przeze mnie sprawy nie sa zajmujace tylko dla mnie.
Moim zdaniem niechec do komentowania bierze sie po czesci z "ducha naszych czasow". Jestesmy coraz bardziej skupieni na sobie, niezainteresowani wymiana mysli. Szukamy raczej potwierdzenia tego co jest w nas. Nawet w blogach innych szukamy siebie odrzucajac te, z ktorych trescia sie nie zgadzamy. Rowniez blogi staja sie coraz bardziej po prostu srodkiem na promowanie siebie, szansa na zaistnienie, uczynienie siebie widzialnym.
Porownanie komentarzy z codziennymi rozmowami nie jest do konca dobre. W sieci mamy inna pozycje, jesli cos sie nam nie podoba mozemy to zignorowac (nie czytajac badz nie odpowiadajac) lub skasowac. Jestesmy raczej jak gospodarz, ktory cieszy sie z wizyty gosci mimo, ze moze sie zdarzyc wsrod nich osoba nie do konca budzaca nasz entuzjazm. Decydujac sie na takiego a nie innego bloga w pewien sposob mamy rowniez wplyw na to kto tego bloga bedzie czytywal. Wieksze jest wiec prawdopodobienstwo, ze komentarze jednak beda warte przeczytania...
A co do slodzenia czy atakowania na oslep to takie sa skutki sukcesu:-).